Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1/10. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 listopada 2013

"Magiczna tajemnica" Agnieszka Łaska

8 komentarzy:

Autor: Agnieszka Łaska
Tytuł: Magiczna tajemnica
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 70

Iskra i Aurora są aniołami. Ich marzenie to zostanie Stróżem jakiegoś człowieka. Żyją w magicznym świecie, który jednak nie jest taki bezpieczny, jak by się mogło wydawać – wciąż trwa w nim walka pomiędzy czarnymi aniołami a białymi. Podczas jednego z ataków dziewczęta zostają zmuszone opuścić swoją krainę i wrócić na Ziemię. Tam, jako Amelia i Anastazja, prowadzą normalne życie – mają rodziny, przyjaciół, chodzą do szkoły. W pewnej chwili królowa powierza im ważne zadanie. Muszą odnaleźć Kamienne Serce, które pomoże aniołom wygrać ze złem. Na drodze napotkają wiele trudności, nie tylko podczas misji, ale też w szkole i domu. Dziewczyny muszą pogodzić ze sobą swoje ludzkie życie oraz żywot anioła. Czy uda im się ocalić magiczną krainę?
Agnieszka Łaska to młoda polska autorka. Ze wstępu wynika, że uczęszcza jeszcze do szkoły, więc jest prawdopodobnie moją rówieśniczką. Zadebiutowała książką „Magiczna tajemnica”, którą mam przyjemność dzisiaj zrecenzować.
Chętnie sięgam po powieści polskich autorów. Zazwyczaj czyta się literaturę zagraniczną, odbiorcy mają przekonanie, że nasi pisarze nie stworzą nic wartego uwagi. Owszem, niektóre dzieła nie powalają na kolana, ale można znaleźć prawdziwe perełki i mile się zaskoczyć. Bo kto, jeżeli nie my, polskie mole książkowe, będziemy czytać książki naszych rodzimych autorów? Jednak „Magiczna tajemnica” to lektura, jakiej lepiej unikać jak ognia, a przynajmniej mi się nie podobała.
Pierwsze, co się rzuca w oczy podczas czytania, to infantylny język, przez co powieść jest skierowana nie do młodzieży, lecz do dzieci. Agnieszka Łaska pisze bardzo chaotycznie, często nie mogłam zrozumieć, o co jej chodzi. W pierwszym akapicie opisywała jedno wydarzenie, a w następnym zupełnie co innego. Brakowało mi zdań złożonych, a powtórzenia aż raziły. Autorka nie zna synonimów słowa „być” czy „anioł”. Irytujące było także to, że Agnieszka Łaska w jednym akapicie opisywała wygląd czy zachowanie wszystkich osób z klasy Amelii i Anastazji. Jak czytelnik ma to zapamiętać?!
Ledwo się połapałam w fabule. Wszystko działo się tak szybko i chaotycznie, że nie zorientowałam się, kiedy dziewczęta były w świecie aniołów, a kiedy w świecie ludzi. Wydarzenia zostały przedstawione bardzo krótko, strona, pół, a nawet mniej. Nie zrozumiałam o co chodzi z Kamiennym Sercem i co bohaterki mają z nim zrobić.
Postaci okazały się bardzo irytujące. Bezosobowe, wszystkie niemal takie same i płytkie jak kałuża. Często nie wiedziałam kto jest kim. Bardzo słabo wykreowani bohaterowie. Czytelnik podczas lektury nie może nawet poznać cech charakteru Amelii i Anastazji. Gdyby nie to, że jedna z nich opowiadała tę historię, cały czas myliłabym je. Ich kłótnie były po prostu żałosne, inaczej nie da się tego określić. Kiedy jedna znalazła sobie chłopaka, druga się na nią obraziła. Bardzo dziecinne postępowanie. Choć miały po trzynaście lat, zachowywały się jak o co najmniej trzy wiosny mniej.
Autorka nie wykazała się też znajomością miejsca, w jakim bohaterki żyły jako ludzkie dziewczyny, a mianowicie chodzi o Los Angeles. Po pierwsze, kto widział, aby w środku takiego miasta były łąki pełne kwiatów, na które miały widok za oknem? Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Po drugie, w USA system edukacji różni się od naszego. Tam nie ma gimnazjum (tamtejszy odpowiednik: lower secondary school) czy liceum (high school) i naukę w poszczególnych szkołach zaczyna się w innym wieku niż u nas.
Okładka nie wyróżnia się niczym spośród tysięcy podobnych. Jest prosta, nie ładna, ale też nie brzydka. Moim zdaniem lepiej by się prezentowała, gdyby miała więcej kolorów, a nie była taka szaro-biała. Aniołek wygląda sztucznie, widać, że słaba grafika komputerowa. W książce nie zauważyłam błędów interpunkcyjnych czy ortograficznych, więc o korekcie nie można napisać złego słowa.
Podsumowując, „Magiczna tajemnica” to powieść, którą należy omijać szerokim łukiem. Nie znalazłam nic, co by mi się podobało w lekturze. Największym plusem jest liczba stron, czyli siedemdziesiąt. Więcej bym nie przeczytała. Agnieszka Łaska powinna popracować nad pisaniem i swoim pomysłem. Mam nadzieję, że nie zrazi się i rozwinie swój język, ponieważ jedno słabe dzieło nie oznacza jeszcze, że ktoś nie ma talentu. Tej książki nie polecam, ale kto wie, co będę mogła napisać o następnej?
Moja ocena: 1/10

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Efantastyka.pl
http://efantastyka.pl/

WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ

niedziela, 3 listopada 2013

"Winter" Asia Greenhorn

11 komentarzy:

Autor: Asia Greenhorn
Tytuł: Winter
Tytuł oryginału: Winter
Wydawnictwo: Dreams
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 456

Babcia Winter Starr ulega dziwnemu wypadkowi. Zapada w śpiączkę i pozostawia dziewczynę bez opieki. Nastolatka zostaje przeniesiona z Londynu do Cae Mefus, miasteczka na północy Walii. Tam czekają na nią nowi opiekunowie, pięcioosobowa rodzina, która stara się pomóc jej w trudnej sytuacji. Szczególne zainteresowanie okazuje jej najstarszy syn państwa Chiplinów. W nowej szkole Winter poznaje wspaniałego i zabójczo przystojnego Rhysa. Nie mogą przestać o sobie myśleć i zaczynają coś do siebie czuć. Jednak dziewczyna odkrywa przerażającą tajemnicę miasteczka, która stoi na drodze szczęśliwej miłości. Wie, że czeka na nią niebezpieczeństwo i musi szybko odkryć, jaką rolę w tym wszystkim odgrywa. Winter poznaje przerażające sekrety o swojej babci, rodzicach, amulecie, który nosi od dzieciństwa, oraz o sobie…
Asia Greenhorn urodziła się w Londynie w 1980 roku, a wychowywała w małym miasteczku na północy Walii, pewnie dlatego akcja jej powieści toczyła się w tych miejscach. Teraz mieszka w Mediolanie razem ze swoim kotem syjamskim. „Winter” to jej debiut pisarski, powstała także kontynuacja, „Silver”.
Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tej książki. Okładka prezentowała się wspaniale, a opis bardzo intrygował. Spodziewałam się zaskakującej powieści z mnóstwem tajemnic i akcji, a otrzymałam chaotyczną historię z oklepanymi i mdłymi wątkami. Okropnie się zawiodłam, już dawno żadna lektura tak mnie nie rozczarowała.
Bohaterowie są bezosobowi, przez całą książkę wydawali się obcymi postaciami. Autorka nie przedstawiła żadnych ich cech, a oni nie okazywali żadnych prawdziwych emocji. Po ponad czterystu pięćdziesięciu stronach nie umiem nic powiedzieć o charakterze Winter i po zamknięciu powieści chciałam natychmiast o niej zapomnieć. Irytowała mnie niezmiernie, nie mogłam jej znieść. Jej działania były nieprzemyślane, a ona nie potrafiła skojarzyć najprostszych faktów. Ja już od pierwszych stron domyślałam się rozwiązania zagadki, a ona nie mogła w nic uwierzyć. Rhys także strasznie mnie denerwował. Był bardzo sztuczny i płytki. Asia Greenhorn próbowała stworzyć idealną postać, bez żadnej skazy, co jest niemożliwe.
Wątek miłosny okazał się mdły, przesłodzony i bezsensowny. Winter i Rhys już od pierwszego spotkania nie mogli przestać o sobie myśleć. Byli sobą zafascynowani i choć się jeszcze nie znali, byli już w sobie zakochani. To jest nierealne, autorka za szybko chciała zrobić z nich parę. Na dodatek stworzyła zakazaną miłość, co było zbędne, niektóre sytuacje mnie wręcz śmieszyły.
Wszystko zostało opisane chaotycznie, nie mogłam połapać się w fabule i bohaterach. Nie rozumiałam czym jest Rada, Familia, Moc itd. Nic nie zostało sensownie wyjaśnione, wszystkie fakty były pomieszane i miałam wrażenie, że sama autorka nie wiedziała o co jej chodzi. Takiego chaosu i bezładu dawno nie widziałam.
„Winter” jest do bólu przewidywalna. Po artykule na pierwszej stronie można już wywnioskować o czym będzie powieść. Zastanawiam się, czemu pisarze jeszcze decydują się na tak oklepane tematy. Większość czytelników one już nudzą. Pisanie i czytanie takiej książki to (zazwyczaj) strata czasu.
W „Winter” irytującą sprawą była także długość rozdziałów, a co za tym idzie – ich ilość. Miały średnio cztery strony, rzadko zdarzały się dłuższe. Przez to nie mogłam nawet wczuć się w książkę. Autorka błyskawicznie przechodziła od jednej sprawy do drugiej, zdecydowanie za szybko wszystko się działo. Nie zatrzymywała się przy mniej ważnych sytuacjach, mogłaby opisać choćby jeden wspólny posiłek z nowymi opiekunami, jak się dogadywali, lecz tego nie zrobiła.
Książka Asi Greenhorn to ogromne rozczarowanie. Nie potrafię znaleźć żadnego pozytywu w tej lekturze. Nie miałam żadnej przyjemności z czytania, tylko zmarnowałam czas i zdenerwowałam się. Na tego typu opowieści nie powinno się marnować papieru. Nikomu nie polecam, czytanie to istne tortury. Radzę omijać szerokim łukiem i nie podchodzić bez uzbrojenia w stalowe nerwy.
Moja ocena: 1/10
 
Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ; PARANORMAL ROMANCE