Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 października 2013

"Mrówki w płonącym ognisku" Teresa Oleś-Owczarkowa

3 komentarze:

Autor: Teresa Oleś-Owczarkowa
Tytuł: Mrówki w płonącym ognisku
Wydawnictwo: M
Miejsce i rok wydania: Karków 2013
Liczba stron: 252

Blanowice – wieś, która niegdyś była pełna życia. Drewniane chaty, całe rodziny mieszkające pod jednym dachem, praca na polu, pieczenie chrupiącego chleba… Tak się prezentowało to miejsce przed wojną. Niestety teraz zostało zdominowane przez nowoczesne duże domy i z łatwością można wszędzie trafić po asfaltowych drogach. Teresa, jako mała dziewczynka pomieszkuje u babci, która się nią opiekuje. Rodzice nie mają na to czasu, dlatego zawieźli małą na wieś. Z początku ciężko jest jej się przystosować – inne dzieci nie chcą się z nią bawić ze względu na to, że jest obca. Jednak ona bardzo szybko przywykła do nowego otoczenia. Jej język niczym się nie różni od innych mieszkańców, zna wszystkie zakamarki i miejsca, w których może spędzać wolny czas. Jako dziecko jest obserwatorką przeróżnych wydarzeń mających miejsce w Blanowicach…
Teresa Oleś-Owczarkowa to z wykształcenia psycholog, mieszka w Krakowie. Zadebiutowała powieścią „Rauska”, a niedawno ukazały się „Mrówki w płonącym ognisku”, które są zbiorem jej wspomnień z dzieciństwa. Kiedyś autorka publikowała na łamach „Gościa Niedzielnego” oraz innych pismach, głównie na Śląsku.
Lubię od czasu do czasu przeczytać książkę opartą na wspomnieniach pisarzy. Można wtedy zobaczyć, jak wyglądało życie, kiedy mnie jeszcze nie było na świecie, lub niektórzy mogą powspominać razem z autorem, jeżeli wychowywali się w podobnych czasach. Ja lubię czytać o dzieciństwie. Kiedyś całkiem inaczej to wyglądało – dzieci bawiły się na podwórku, biegały, szukały nowych kryjówek, dziewczynki wychodziły z lalkami i kocem, wymyślało się piosenki, wierszyki… Teraz nie ma czegoś takiego. Sześciolatki w wolnym czasie siedzą przy komputerach, grają w bezsensowne gierki, nawet dziewczynki zamiast przebierać swoje lalki wolą robić to w Internecie.
Bardzo mi się spodobały niektóre opowieści, choćby ta o Stanisławie, umieszczona pod koniec książki. Przyjemnie się ją czytało, ale nie zabrakło w niej smutku. Niektóre momenty były wzruszające i trzymałam kciuki za Stasia i jego rodzinę.
Największym minusem był chaotyczny styl Teresy Oleś-Owczarkowej. W niektórych momentach się gubiłam – co jest teraźniejszością, a co przeszłością? Nie spodobał mi się jej język. Przeszkadzał mi także zapis rozmów mieszkańców wsi. Rozumiem, że pisarka chciała prawdziwie odzwierciedlić gwarę, to jak się na co dzień porozumiewali, jednak dla mnie okazało się to utrudnieniem w czytaniu.
Historie te przedstawiają prawdziwe życie ludzi przed wojną. Kobiety były traktowane w większości niczym przedmioty. To rodzice wybierali im kandydatów na męża (uwzględniano oczywiście swoje korzyści majątkowe), a one nie mogły się przeciwstawić, ani sprzeciwić swojemu małżonkowi. Musiały nauczyć się ich kochać i tolerować to, że codziennie, za wyjątkiem niedzieli, się upijają. Jednak czasem trafiały się takie wyjątkowe małżeństwa, które połączyła prawdziwa miłość i okazywali sobie nawzajem szacunek.
O ile historie mieszkańców Blanowic okazały się ciekawe, to filozoficzne i religijne przemyślenia autorki były dla mnie nużące. Oczywiście nie kwestionuję ich, w niektórych momentach przyznałabym jej rację, jednak miejscami się nudziłam i odkładałam powieść na bok. Liczyłam na większą ilość w wspomnień.
„Mrówki w płonącym ognisku” nie za bardzo przypadły mi do gustu. Miałam nadzieję na coś podobnego do „Ciotek” czy innych interesujących lektur opartych na wspomnieniach, jednak się rozczarowałam. Nie jest to taka lekka książka, jakiej się spodziewałam. Czytało się ją dosyć ciężko i często musiałam się zmuszać, żeby nie odłożyć jej na bok. Nie polecam, ale też nikomu nie odradzam.
Moja ocena: 4/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwo M

niedziela, 21 lipca 2013

"Unika. Ostatnie wrota" E.J. Allibis

8 komentarzy:

Autor: E.J. Allibis
Tytuł: Ostatnie wrota
Tytuł oryginału: Unika. L’ultima porta
Wydawnictwo: Damidos
Miejsce i rok wydania: Poznań 2013
Liczba stron: 400

Mija rok, odkąd Jo i jego przyjaciele powrócili powrotem na Ziemię. Co prawda wracają w nieco pomniejszonym składzie, ale jakoś radzą sobie ze zdradą zaufanej osoby. Przeżyli w Sefirze magiczne, lecz także niebezpieczne chwile, których nigdy nie zapomną. Jednak pewnego dnia znów zaczyna się dziać coś niepokojącego. Wszystkim, z wyjątkiem Eve i profesora Craiga Waldena, z pamięci znika Uniko, nawet jego własna matka nie pamięta, że ma syna. W szkole nikt go nie rozpoznaje, uczniowie i nauczyciele traktują go jak nowego ucznia. Anioł spotyka na swojej drodze Heinricha, który twierdzi, że przydarzyło mu się to samo. Opowiada, że on i Jo byli niegdyś dobrymi przyjaciółmi i razem wracali ze szkoły. Ale Jo nie może sobie tego przypomnieć. Uniko traci także kontakt z Sefirą i z ukochaną Uniką. Wyrusza z Heinrichem w jego podróż marzeń, do Tybetu na górę Kajlas, ponieważ sądzi, że nic innego już mu nie pozostało. W tym samym czasie profesora Craiga Waldena i Eve odwiedza inspektor, który informuje ich o tajemniczym zaginięciu dwóch chłopców. W tym Jo, więc przyjaciele nie mogą przejść obok tej sprawy obojętnie… Jakie nowe przygody ich czekają? Jaka misja zostanie powierzona im tym razem?
Niedawno czytałam pierwszy tom serii, „Płomień Życia”, który oceniam jako dobry. Książka co prawda mogłaby być lepsza, ale i tak czytałam ją z zainteresowaniem. Chciałam także szybko zapoznać się z drugim tomem, przekonać się, czy „Ostatnie wrota” wypadną lepiej. Byłam raczej pozytywnie nastawiona. Niestety, czekało mnie ogromne rozczarowanie.
Druga część z serii „Unika” okazała się o wiele gorsza. Czytanie szło mi bardzo opornie, musiałam się zmuszać do lektury i przez te 400 stron ledwo przebrnęłam. Mało momentów mnie zaciekawiło, większość po prostu nudziło.
Sądzę, że pomysł na „Ostatnie Wrota” był dobry, lecz autorka/autor nie umiał go wykorzystać. Poszukiwanie tych wszystkich wrót, konsekwencje wiążące się z otwarciem… Brzmi bardzo ciekawie, ale gorzej z wykonaniem.
E.J. Allibis jeszcze bardziej zanudzał/a mnie swoimi opisami. Składa się z nich niemal połowa powieści. Spowalniają one akcję i są zwykłymi zapychaczami, na które autor nie powinien sobie pozwolić. Trzeba umiejętnie rozwinąć fabułę i sprawić, aby czytelnik nie zdawał sobie sprawy z upływu czasu. Ja co chwilę sprawdzałam, na której jestem stronie i ile zostało do końca. To niezbyt przyjemne uczucie, kiedy chce się już skończyć czytać, a nie jest się nawet w połowie.
W owym tomie doszło kilka nowych, ciekawych postaci. Heinrich, Dimitra, inspektor… Każde z nich coś ukrywa i czytelnik chce się dowiedzieć co. Jednak autor cały czas trzyma nas w niepewności, aż do końca książki. Niestety prawie wszyscy bohaterowie mnie irytowali, nawet ci, który poznałam już w „Płomieniu Życia”. Podejmowali nieprzemyślane decyzje, byli naiwni i nie myśleli o czekających niebezpieczeństwach. Jedyną bohaterką, którą polubiłam, była Unika. Tak jak w pierwszej części. Sympatyczna i szczera dziewczyna. A raczej anioł… I podobała mi się ta więź pomiędzy nią a Unikiem.
Kolejnym minusem jest to, że bohaterom zawsze wszystko się udaje. Każda ich misja jest skazana na powodzenie i choć sytuacja jest ciężka, trudno z niej wybrnąć, im zawsze się to uda. I żaden z nich na tym nie ucierpi. E.J. Allibis boi się uśmiercić jakiegoś bohatera, aby wszystko wyglądało realniej i brutalniej.
Nie wiem, czy sięgnę po trzeci tom. Będę musiała porządnie się nad tym zastanowić, a nawet jeżeli, to dopiero za jakiś czas. Teraz muszę ochłonąć po tej dość słabej lekturze. Szkoda, bo książka ma potencjał, tylko niewykorzystany. Jednak liczę na to, że kolejne dzieła Allibis okażą się o niebo lepsze. Nie polecam, lecz także nikomu nie odradzam. Radzę samemu się przekonać, czy powieść się spodoba.
Moja ocena: 4/10

 Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Zaczytajsie.pl