Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

"Atrofia" Lauren DeStefano

10 komentarzy:


Przyszłość. Osiągnięto na tyle wysoki postęp nauki i medycyny, że zaczęto tworzyć genetycznie idealne społeczeństwo. Piękni ludzie, którzy starzeją się z gracją i do końca swego życia zachowują nadzwyczajną urodę. Są długowieczni i odporni na choroby. Ale tylko pierwsze pokolenie to okazy zdrowia. Kolejne atakuje tajemniczy wirus, który zabija kobiety w wieku dwudziestu, a mężczyzn w wieku dwudziestu pięciu lat. Nie mają oni szansy dorosnąć, a ich kilkuletnie dzieci szybko stają się sierotami. Kilkunastoletnie dziewczęta są zmuszane do poligamicznych małżeństw, aby zapewnić przetrwanie gatunku. Rhine przez kilka lat udawało się unikać Kolekcjonerów sprzedających młode kobiety, ale w końcu została złapana. Razem z Jenną i Cecily trafia do ogromnej willi w gaju pomarańczowym, gdzie poślubia je syn właściciela. Jednak iluzja idealnego życia szybko znika i dziewczęta odkrywają straszliwe tajemnice kryjące się w murach rezydencji…
Lauren DeStefano urodziła się w New Haven w Connecticut. Jej przygoda z pisaniem zaczęła się w dzieciństwie, kiedy to napisała opowieść na odwrocie menu dla dzieci w restauracji. Jej prawdziwym debiutem jest trylogia „Chemiczne światy”, którą otwiera „Atrofia”. W Polsce ukazała się tylko pierwsza część, wydawnictwo zrezygnowało z kontynuacji.
Pamiętam, że chyba prawie dwa lata temu w blogosferze panował „szał” na tę książkę. Tyle osób się nią zachwycało i rozpływało nad geniuszem tej historii. A potem ta rozpacz, bo nie będzie kolejnych części… Wiedząc o tym, skusiłam się i ja. „Atrofię” dostałam już bardzo dawno temu, jednak dopiero teraz nadszedł czas na jej przeczytanie. Po tych dwóch latach mój entuzjazm przeminął i bałam się, że powieść okaże się totalnym niewypałem. Niezbyt chętnie po nią sięgnęłam i na początku zbytnio mnie nie wciągnęła. Ale to, co się działo później, to już zupełnie inna bajka…
Pierwsze kilkadziesiąt stron czytałam sobie naprawdę powoli. Dawkowałam lekturę w małych ilościach, aby nie przemęczać oczu. Jednak pewnego razu, kiedy postanowiłam „na poważnie” do niej przysiąść, moją troskę o oczy szlag trafił. Nie potrafiłam się od niej oderwać, robiłam przerwy jedynie na posiłki i na kilkuminutowe rozruszanie nóg, aby mi z tych emocji nie zdrętwiały. W jednej chwili zakochałam się w lekturze, lecz wiedziałam, że zbyt długo nie mogę jej smakować. Wszak kolejnych tomów jak nie ma, tak nie będzie.
Trzy bohaterki, przyszłe żony Zarządcy, to jedna z najmocniejszych stron książki. Zaskoczyło mnie to, jak autorka stworzyła tak zupełnie różne trzy młode kobiety. Każda z nich inaczej patrzyła na świat i inaczej pojmowała definicję miłości. Bardzo spodobało mi się to, że nazywały siebie siostrami, to określenie pokazywało ich bliskość oraz to, że są skazane na siebie tak długo, dopóki nie wykończy ich wirus. Jedna była tylko dzieckiem, dla której małżeństwo było wybawieniem. Druga zostawiła za sobą brata bliźniaka i obmyślała plany, jak przy pierwszej okazji do niego uciec. Trzecia była już u kresu wieku, patrząc na średnią życia w tamtych czasach i ukrywała swoją nienawiść w postaci nieczułej żony. Najbliższą mi postacią okazała się najstarsza z dziewcząt, Jenna. Nie dlatego, że widziałam w niej podobieństwo siebie, bo wydaje mi się, że pod wieloma aspektami różnimy się od siebie. Moim zdaniem była najdojrzalsza z całej trójki, umiała pogodzić się z losem i wiedziała, co ją czeka.
Tempo akcji nie jest zniewalające, przez całą powieść jest jednakowe bez zaskakujących zwrotów. Jednak niezwykle bogata fabuła sprawia, że się tego nie zauważa. Nie nudziłam się ani przez chwilę, nawet na początku. Lauren DeStefano stworzyła tak wspaniale rozbudowany świat, że byłam zbyt pochłonięta jego poznawaniem.
Wątek miłosny okazał się niezwykle subtelny i delikatny. Czytelnik powoli zdawał sobie sprawę z tego, iż coś jest na rzeczy, ale wyszło to na jaw dopiero po pewnym czasie. Nie wysuwa się on na pierwszy plan, dzięki czemu książka zyskuje na wartości, ponieważ czytający ma okazję zwrócić uwagę na inne sprawy.
„Atrofia” oczarowała mnie w tak wielkim stopniu, że zamiast zapomnieć o niej i oszczędzić sobie bólu z powodu braku kontynuacji, postawiłam sobie za cel zdobyć „Fever” (drugą część) w oryginale i tak ją przeczytać. Nie spocznę, póki nie uda mi się tego zrealizować, choćby początki czytania po angielsku były bardzo trudne. Będę miała z tego same przyjemne korzyści. „Atrofia” to naprawdę dobra i oryginalna lektura, która wyróżnia się spośród innych antyutopii. Myślę, że mogę ją polecić wszystkim, nawet osobom, które nie będą w stanie zapoznać się z pozostałymi dwiema częściami po angielsku. Ta skończyła się tak, że można wmówić sobie, iż jest to koniec historii. A resztę sobie domówić…
Moja ocena: 9/10

Autor: Lauren DeStefano
Tytuł: Atrofia
Tytuł oryginału: Wither
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2011
Liczba stron: 320

niedziela, 20 lipca 2014

"Spójrz mi w oczy" Lisa Scottoline

7 komentarzy:

Autor: Lisa Scottoline
Tytuł: Spójrz mi w oczy
Tytuł oryginału: Look again
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2012
Liczba stron: 488

Ellen Gleeson samotnie wychowuje swojego adoptowanego synka Willa. Pewnego dnia znajduje w swojej skrzynce pocztowej ulotkę o uprowadzonych dzieciach. Jedno ze zdjęć wydaje się niepokojąco znajome. Chłopczyk na nim wygląda dokładnie tak samo jak Will. Adopcja została przeprowadzona całkowicie legalnie, ale myśl o tym nie daje jej spokoju, więc kobieta postanawia rozpocząć śledztwo na własną rękę. Odkrywa coraz to bardziej szokujące tropy i posuwa się coraz dalej, aby odkryć prawdę, której być może nie chce znać. Swoją dociekliwością może sprowadzić niebezpieczeństwo nie tylko na siebie, ale też na swojego synka. Co odkryje Ellen? Co zrobi, jeżeli okaże się, że jej Will to porwane dziecko z ulotki? Odda go jego biologicznym rodzicom, czy może zatrzyma przy sobie?
Lisa Scottoline to amerykańska autorka licznych bestsellerów „New York Timesa”. Jej książki ukazały się w ponad trzydziestu krajach, a łączny nakład przekroczył trzydzieści milionów egzemplarzy. Pisarka obecnie mieszka w Pensylwanii wraz ze swoimi zwierzakami. W tym miesiącu została wydana w Polsce jedna z jej nowszych powieści, „Wracajmy do domu”.
Do tej pory nie miałam styczności z twórczością pani Scottoline, choć jej powieści bardzo mnie intrygowały. Porusza w nich wiele niezwykle trudnych tematów, przez co nie czyta się ich tak lekko i łatwo. Czytelnik musi pomyśleć podczas lektury, zastanowić się, co by zrobił na miejscu danego bohatera. Uwielbiam tego typu powieści, dlatego książki Lisy Scottoline prędzej czy później trafiłyby w moje ręce.
W powieści występuje wątek kryminalny jako jeden z głównych. Uważam, że autorka świetnie go poprowadziła. Śledziłam go z zapartym tchem i w jednym momencie aż zmroziło mi krew w żyłach. To, co odkrywała główna bohaterka prowadziło do coraz niebezpieczniejszych sytuacji, a historia sprzed kilku lat, którą starała się odtworzyć, była coraz mroczniejsza. Mogłam bliżej przyjrzeć się przerażającemu tematowi, jakim jest porywanie dzieci i przyjrzeć się mu z perspektywy bohaterów, którzy tego doświadczyli.
Postaci w książce zostały niezwykle dopracowane i wspaniale wykreowane. Czułam, jakbym czytała o prawdziwych ludziach. Lisa Scottoline świetnie przedstawiła przepiękną miłość matki do adoptowanego dziecka. Bardzo dobrze oddała wszystkie emocje, jakie odczuwała Ellen. Inni bohaterowie również zapadli mi w pamięci, na przykład cudowny Marcelo, Sarah czy Bill, a także ojciec Ellen.
Autorka, zanim napisała „Spójrz mi w oczy” musiała najpierw poświęcić mnóstwo czasu na poszukiwanie informacji dotyczących procedur przy porwaniach dzieci czy nawet pracy prawników. Świetnie dopracowała swoją książkę pod tym względem i należą jej się za to ogromne brawa.
Jedyne, co mnie irytowało, to zachowania głównej bohaterki. Denerwowała mnie jej dociekliwość i to, że była gotowa nawet stracić pracę, aby poznać prawdę. Ja na jej miejscu chyba wolałabym pozostać w błogiej nieświadomości i już wcześniej uznałabym ten niepokój dotyczący ulotki za zwykłe urojenia. Jednak nie uważam tego za dużą wadę, ponieważ Ellen miała po prostu zupełnie inny charakter niż ja. No i była dziennikarką, więc miała to poszukiwanie prawdy we krwi.
„Spójrz mi w oczy” to świetna lektura poruszająca trudne tematy, która wciąga tak, że czyta się ją aż do ostatniej strony. Wywołała we mnie mnóstwo emocji, a pod koniec bardzo wzruszyła. Z pewnością sięgnę po kolejne dzieła pani Scottoline, bardzo polubiłam jej styl pisania. Myślę, że powieść spodoba się wszystkim kobietom, a szczególnie matkom, ponieważ porusza temat miłości do dziecka i wspaniale go obrazuje. Panie będą mogły sobie odpowiedzieć na pytanie, co by zrobiły w podobnej sytuacji.
Moja ocena: 9/10

sobota, 10 maja 2014

"Bez mojej zgody" Jodi Picoult

12 komentarzy:

Autor: Jodi Picoult
Tytuł: Bez mojej zgody
Tytuł oryginału: My Sister’s Keeper
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2009
Liczba stron: 528

Nieodłączną częścią Anny jest jej siostra, Kate, u której w wieku dwóch lat zdiagnozowano ostrą białaczkę promielocytową. Aby przeżyć, potrzebowała dawcy ze zgodnym materiałem genetycznym. Dlatego Anna została nienaturalnie poczęta, aby jej tkanki wykazywały całkowitą zgodność z tkankami siostry. W wieku trzynastu lat ma za sobą wiele poważnych zabiegów medycznych, każdy miał na celu podtrzymanie życia Kate. Szpital jest jej drugim domem. Nastolatka ma dość i kiedy rodzice proszą ją, aby oddała siostrze nerkę, zaczyna się buntować. Jej decyzje mogą podzielić całą rodzinę, a dla ukochanej Kate być wyrokiem śmierci…
Jodi Picoult to znana amerykańska autorka bestsellerów. Nakład jej książek na całym świecie przekracza siedem milionów egzemplarzy, przetłumaczono je na trzydzieści języków. Spod jej pióra wyszło już ponad dwadzieścia powieści, w tym jedna została napisana z córką. Pięć doczekało się ekranizacji, w tym „Bez mojej zgody”.
Pani Picoult to jedna z pisarek, których dzieła chciałam przeczytać już od dawna. W swoich książkach porusza tematy tabu, o których na co dzień się nie mówi. Autorka nie boi się poruszać coraz trudniejszych zagadnień i skłaniać ludzi do myślenia. Uwielbiam tego typu lektury, przy których można się zastanowić nad pewnymi sprawami, wzruszyć się, a nawet zmienić swój punkt widzenia. Kiedy moja polonistka poleciła mi „Bez mojej zgody”, wiedziałam już, że od niej zacznie się moja przygoda z Jodi. I tak też się stało.
„Bez mojej zgody” to wielowątkowa powieść, która nie opowiada jedynie o rodzinie dotkniętej tragedią. Choroba jest tylko jednym z wielu tematów, jakie porusza. Oprócz niej występuje wiele innych wątków, równie ważnych. Rzeczywistość została wykreowana z niezwykłą precyzją i jest przez to bardzo realistyczna. Przez pewien czas mogłam zamieszkać w domu państwa Fitzgeraldów i obserwować przebieg wydarzeń. Kiedy opuściłam ten świat, poczułam, jakby ktoś wyrwał mi kawałek duszy. Bardzo zżyłam się z bohaterami i teraz brakuje mi ich.
Bardzo ciekawym zabiegiem jest narracja z kilku punktów widzenia. W każdym rozdziale historię opowiadała inna osoba, dzięki czemu mogłam poznać myśli wielu postaci. Prawie każdy bohater miał swoją „chwilę” na wyrażenie własnych uczuć. To wszystko spowodowało, że wydawało mi się, że bohaterowie są prawdziwymi ludźmi, że żyją naprawdę.
W całej lekturze znalazłam tylko jeden minus, a mianowicie przewidywalność. Trochę się na tym zawiodłam, ponieważ spodziewałam się takiego zakończenia, jakie zaserwowała Jodi Picoult. Nie było ono dla mnie żadnym zaskoczeniem, choć to nie spowodowało, że mi się nie podobało. Wręcz przeciwnie, uważam, że takie jest najlepsze, jakie mogę sobie wyobrazić.
Powieść została napisana lekkim i przystępnym językiem, jednak przez to poruszane zagadnienia wcale nie wydawały mi się lekceważone czy zaniedbane. Dzięki temu autorka mogła lepiej dotrzeć do swoich czytelników, pokazać im rzeczywistość tak bliską ich życiu. Mimo tego prostego stylu „Bez mojej zgody” nie czytało się tak lekko, jak mogłoby się wydawać. Jest to książka, przy której trzeba pomyśleć, ponieważ porusza ciężkie tematy. Ja nieraz musiałam odkładać lekturę, żeby się trochę zastanowić nad niektórymi sprawami. Często miałam mieszane uczucia, ponieważ powieść przedstawiała wszystko inaczej, niż sobie to wyobrażałam.
„Bez mojej zgody” to fenomenalna opowieść o cierpieniu, śmierci, chorobie, rodzinie i trudnych wyborach. Bardzo wzrusza, czyta się ją ze łzami w oczach i ściśniętym gardłem. Pomogła mi zrozumieć niektóre zagadnienia, a nawet zmieniła mój punkt widzenia. Z pewnością obejrzę film, aby przekonać się, czy jest tak samo dobry. Nie mogę się też doczekać lektury innych dzieł Jodi Picoult. To serdecznie polecam, jednak od razu uprzedzam, że do takiej książki trzeba dojrzeć.
Moja ocena: 10/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

piątek, 25 maja 2012

"Zapomniane" Cat Patrick

10 komentarzy:

Autor: Cat Patrick
Tytuł: Zapomniane
Tytuł oryginału: Forgotten
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2012
Liczba stron: 308
Cena: 32 zł
 
Mam problem: Widzę migawki przyszłości, jakby to były wspomnienia. Ale przeszłość jest dla mnie tajemnicą. Pamiętam, co będę miała na sobie jutro, i kłótnię, która zdarzy się dopiero po południu. Ale nie wiem, co jadłam wczoraj na kolację. Radzę sobie dzięki notatkom, mamie i najlepszej przyjaciółce, Jamie, i system jakoś działa… Do czasu. Bo teraz wszystko się sypie. Jamie się buntuje. Mama mnie okłamuje. I nie widzę w swojej przyszłości chłopaka, za którym szaleję. Ale dzisiaj go kocham. I chciałbym zapamiętać na zawsze, jak bardzo…
 
Fragment:
„Pamiętam przyszłość. Pamiętam przyszłość i zapominam przeszłość. Moje wspomnienia – te złe, nudne i dobre – dotyczą tego, co jeszcze się nie wydarzyło. Więc czy chcę, czy nie – a nie chcę – będę pamiętać, jak stoję wśród ubranych na czarno postaci, otoczonych kamieniem i świeżo ściętą trawą, aż w końcu stanę wśród nich w rzeczywistości. Będę pamiętała pogrzeb póty, póki do niego nie dojdzie – póki ktoś nie umrze.
A potem o nim zapomnę.”
Wyobraź sobie, że pamiętasz przyszłość. To, co się jeszcze nie wydarzyło. Natomiast zapominasz przeszłość. Każdego ranka, o 4.33. A wszystko przez wypadek samochodowy. Radzisz sobie dzięki notatkom, które robisz każdego wieczoru, dzięki mamie oraz najlepszej przyjaciółce. Tylko one wiedzą o tym, co się z tobą dzieje. Pewnego dnia spotykasz w szkole chłopaka. Chłopaka, o którym może pomarzyć każda dziewczyna. Jednak kiedy tylko się budzisz, nie pamiętasz jak się nazywa, jak wygląda. Wiesz o nim ze swojego dziennika. Czy taki związek może przetrwać? Chcesz powiedzieć mu o swojej „chorobie”, ale jak zareaguje? Uzna za wariatkę i porzuci, czy będzie się tobą jeszcze lepiej opiekował i pomagał?
„Przeszłość jest dla mnie stracona, teraźniejszość to przygoda, a przyszłość – wspomnienie…”
Kiedy tylko usłyszałam o powieści „Zapomniane”, zapragnęłam ją przeczytać. Wiedziałam, a nawet czułam, że będzie to coś nowego, coś czego nie zapomina się jak zwykłej młodzieżówki. Czy miałam rację? Owszem.
Powieść ta nie opowiada o zwykłej miłości dwojga nastolatków. Zawiera coś więcej. Razem z bohaterami odkrywamy tajemnice przerażającego wspomnienia London, jej dziwnej przypadłości. Czy już zawsze jej przeszłością będą kartki notatnika? To pytanie zadajemy sobie czytając „Zapomniane”. Miłość jest tu tylko dodatkiem, takim delikatnym uczuciem, powoli się rozwijającym, jednak mającym wielkie znaczenie w przyszłości głównej bohaterki. Jest także przyjaźń. London zna przyszłość swojej przyjaciółki, która nie jest usiana różami. Jednak Jamie nie chce o niej wiedzieć…
Bardzo łatwo tutaj odróżnić bohaterów pierwszoplanowych, od tych mniej ważnych. Jest niewidzialna granica dzieląca ich. Główni bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, dowiadujemy się o nich wielu rzeczy, natomiast reszta była tylko tłem. Nie obniżyło to jednak umiejętności autorki. Sądzę, że potrafiłaby lepiej ich nam przedstawić, lecz nie było to wcale potrzebne. Dodałoby to tylko zbędne wątki i zwiększyłoby objętość książki.
Jedyne, co trochę mnie zniesmaczyło, to język młodzieżowy, słowa typu dzienks. Autorka posługiwała się prostym językiem. Na szczęście nie zwracałam na to zbyt wielkiej uwagi.
Dawno nie czytałam tak ciekawej młodzieżówki. Z żalem przewracałam ostatnie strony książki. Wiedziałam, że będzie mi brakowało London. Jestem pewna, że kiedyś wrócę do tej powieści. Ciekawa fabuła, sympatyczni bohaterowie, zakończenie osnute tajemnicą… Czegoż chcieć więcej? Zostawiam wam ocenę rozwiewającą wszystkie wątpliwości i z całego serca polecam „Zapomniane”.
Moja ocena: 9/10
***
Nie wiem, kiedy może pojawić się następna recenzja. Mam na razie mnóstwo kartkówek i sprawdzianów do których muszę się dużo uczyć. Z trudem napisałam tą recenzję, ciężko było dobrać odpowiednie słowa, aby przekazać to, co planowałam. Pozdrawiam.