Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2/10. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 stycznia 2013

"Nieśmiertelny" Gillian Shields

12 komentarzy:

Autor: Gillian Shields
Tytuł: Nieśmiertelny
Tytuł oryginału: Immortal
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 303
Cena: 29,80 zł

Evie zostaje wysłana przez ojca do Wyldcliffe Abbey, elitarnej szkoły z internatem dla dziewcząt. Babcia, która się nią opiekowała, zachorowała i dziewczyną nie ma kto się zająć. Staje się jedną z nielicznych w szkole stypendystek, które zostają zmuszane do sprzątania naczyń po jedzeniu i wzorowego zachowywania się. Jednak Evie to jakoś nie wychodzi i cały czas pakuje się w kłopoty. Nocami spotyka się z tajemniczym Sebastianem, a za dnia sprzecza się z wrednymi koleżankami. Coraz częściej przytrafiają jej się dziwne rzeczy – miewa wizje, w których widzi dziewczynę bardzo podobną do siebie, ale przybywającą jakby z przeszłości. Czyżby nieznajoma chciała jej coś przekazać?
Sięgając po tę książkę nie spodziewałam się ambitnej lektury. Byłam niemalże pewna, że „Nieśmiertelny” nie wniesie nic do mojego życia. Czasem lubię się pomęczyć z takimi gniotami, żeby bardziej doceniać inne książki. Wzięłam ją po to, aby zobaczyć, co jeszcze nawymyślają autorzy dla pieniędzy i sławy. Jak widać, pomysły im się nie kończą…
Po pierwsze, fabuła. Nie do końca dopracowana. Niektóre wydarzenia nie miały sensu i zastanawiam się, po co autorka umieściła je w książce. Chyba po to, by miała więcej stron. W ogóle nie podobały mi się spotkania Evie z Sebastianem. Były… mdłe, a nie tajemnicze, jakie miały być. Oczywiście główna bohaterka od razu zakochała się w chłopaku wyglądającym jak książę z bajki. Choć bardzo chciała przestać się z nim widywać, nie mogła wytrzymać bez niego choćby jednej nocy i narażała siebie na ostrzeżenie od wymagającej dyrektorki. Ach, jakie to romantyczne!
Po drugie, bohaterowie. Tu już jest zupełne dno. Jedyną wartą uwagi postacią była Sara, którą jako jedyną polubiłam. Tylko ona wywoływała u mnie pozytywne emocje i uśmiech na twarzy. Evie, taka głupiutka, naiwna dziewczynka, którą pani Shields nieudolnie wykreowała. Jej przemyślenia sprawiały, że chciałam rzucić książką o ścianę, co nieczęsto się u mnie zdarza. A Sebastian… Stworzony na siłę, który oczywiście okłamywał z miłości swoją ukochaną. Im bardziej zagłębiałam się w historię, tym bardziej mnie irytował. A jego relacja z ukochaną stypendystką wydawała się taka sztuczna.
Po trzecie, styl autorki. Gillian Shields posługiwała się prostym językiem, ułatwiającym czytanie, co akurat wyszło na dobre. W niektórych momentach umiała mnie zainteresować, choć cały czas nieudolnie próbowała wprowadzić klimat gotyckiego romansu i powieści grozy, jakimi się cechuje ta powieść według opisu z tyłu okładki. Robiła to „na siłę”, przez co książka wydawała się jeszcze bardziej sztuczna i trudniejsza do zniesienia.
Jedyne, co mi się podobało, to fragmenty z pamiętnika lady Agnes, które były dość ciekawe, choć też nie zawsze. Niestety i tu pani Shields nie popisała się oryginalnością, gdyż taki motyw już w innych utworach występował.
Okładka też mi się nie podoba, nie ma w sobie tego „czegoś”. Kolorystyka dość ładna, choć nic nadzwyczajnego. Tylko ten błękit przyciąga wzrok, dobrze dobrany odcień.
„Nieśmiertelny” nie ma w sobie nic, co mogłoby być powodem, dla którego warto to przeczytać. Ot, kolejne czytadło. Kolejny gniot w moich rękach. Zdecydowanie nie polecam.
Moja ocena: 2/10

WYZWANIE: PARANORMAL ROMANCE; CZYTAM FANTASTYKĘ

wtorek, 31 lipca 2012

"Pocałunki z piekła" Kristin Cast, Alyson Noel, Richelle Mead, Kelley Armstrong, Francesca Lia Block

8 komentarzy:

Autor: Kristin Cast, Alyson Noel, Richelle Mead, Kelley Armstrong, Francesca Lia Block
Tytuł: Pocałunki z piekła
Tytuł oryginału: Kisses from Hell
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 262
Cena: 29,80 zł

Dziewczyna, której pocałunek może przywrócić życie.
Wampirzyca, która musi zaufać tajemniczemu chłopakowi.
Zakochani z dwóch różnych światów, których muszą się wyrzec dla uczucia.
Nieśmiertelni kochankowie, którzy dla miłości zaryzykują swą nieśmiertelność.
Wampir zauroczony śmiertelniczką niebezpieczną dla niego jak blask słońca…
Ten, kto zasmakował zakazanego pocałunku, zapłaci za chwilę zapamiętania własną duszą.

Zbiory opowiadań… Raczej niewiele osób za nimi przepada. Zazwyczaj autorzy nie wkładają w nie wiele wysiłku i są to marne historyjki napisane dla pieniędzy. Czasem jednak zdarzają się prawdziwe perełki. Niezbyt często, ale jednak jakieś są. Czy „Pocałunki z piekła” można do nich zaliczyć?
W tym zbiorze znajdziemy pięć opowiadań gatunku Paranormal Romance, każde napisane przez inną autorkę. Trzy z nich są autorkami bestsellerów, o których dość często się słyszy w tych czasach, opanowanych przez fantastykę. Dwie pozostałe są już mniej znane, o jednej z nich nigdy nie słyszałam, więc nie mam pojęcia, czy napisała jakąś książkę. To zacznijmy od początku…
Pierwszym opowiadaniem jest „Powyżej” Kristin Cast, autorki „Domu Nocy”. Opowiada o dziewczynie mieszkającej w podziemiach, w Poniżej. Nie jest tam zbyt dobrze traktowana, więc ojciec, chcąc się jej pozbyć, pozwolił jej wyruszyć wraz z mężczyznami do Powyżej, gdzie zamierza już zostać.
To opowiadanie było tak pogmatwane, że nie wiem, czy dobrze je zrozumiałam. Kristin Cast nie powinna w ogóle brać się za pisanie, co wyraźnie widać w tej książce, jak i w „Domu Nocy”. „Powyżej” to najgorsza opowieść ze zbioru, wzbudziła we mnie obrzydzenie. Żałuję, że to przeczytałam.
„Szept. Imię. Sfrunęło z księżyca i ucałowało jego serce.”
Jako kolejne widzimy „Przywróć mnie do życia” Alyson Noel. Poznajemy w nim Danikę Kavanaugh, która przyjeżdża do Akademii Sztuk Pięknych. Jednak, jak się okazuje, dotarła na miejsce jako jedyna z pięciu uczniów. Jest zmuszona przebywać w domu kryjącym mroczne tajemnice i nosić stare, ale przepiękne suknie.
Pierwsza połowa opowiadania była całkiem ciekawa. Historia mnie wciągnęła, nie robiłam żadnych przerw podczas czytania. Niestety, druga połowa była gorsza. Nagle to wszystko zaczęło mnie irytować, opowieść zrobiła się taka sztuczna, jakby autorka nie miała pomysłu, jak to wszystko zakończyć.
„Długo czekałem, długo cię szukałem”
Czytamy dalej i trafiamy na „Blask słońca” mojej ulubionej autorki, Richelle Mead. Przedstawia nam ona historię miłości Erica Dragomira, o którym mogliśmy trochę poczytać w „Akademii wampirów”. Eric szuka odpowiedniej dziewczyny, jego ojciec nalega, aby pospieszył się z wyborem. Jego zdaniem on i Emma już dawno powinni być małżeństwem. Jednak młody Dragomir podczas imprezy kończącej liceum poznaje intrygującą Rheę.
No, w końcu porządne opowiadanie. Może nie jest arcydziełem, ale w porównaniu do innych, można je tak nazwać. Przydałoby się trochę nad nim popracować, ale najwidoczniej opowiadania nie są mocną stroną pani Mead. Irytowało mnie tylko tłumaczenie – przywykłam do tego z „Akademii wampirów”, gdzie były strzygi, nie Strigoi, moroje, nie Moroi. Tłumacz nie miał wyobraźni i wszystko jest tak, jak w oryginale.
„Twoje włosy. Nawet w świetle księżyca… wyglądają jak słoneczny blask”
Nasze oczy spoglądają na kolejny tytuł: „Polowanie” autorstwa Kelley Armstrong. Już na pierwszej stronie dowiadujemy się, że główna bohaterka jest wampirem, a dalej, że została nim przez jakiś eksperyment. Ale o co chodzi? Czytamy dalej… Poznajemy jej opiekunkę, Marguerite. Wybierają się na jakieś spotkanie. I znów wampiry z eksperymentu. Ale o co chodzi?
Kolejna całkiem niezła historia, gdyby nie fakt, że nie jest do końca wytłumaczone, co to za eksperyment. Kiedy już myślałam, że rozumiem, nagle przychodzą kolejne informacje i już całkowicie można się pogubić. To nie jest jednak taka wielka wada, więc mogę uznać ten tekst za dobry.
„W tej chwili liczyło się tylko to, że patrzyłam na niego i widziałam przystojnego gościa, i czułam to samo, co czułabym sześć miesięcy temu”
I tak dochodzimy do ostatniej opowieści: „Lilith”, którą napisała Francesca Lia Block. Poznajemy jakiegoś Paula Michaela, który jednym słowem był dziwny. Spotyka tajemniczą Lilith, w której się zakochuje.
Najkrótsze, a za razem najdziwniejsze opowiadanie. Jakoś nie mogłam go zrozumieć, było bez sensu. Autorka chyba sama nie wiedziała o czym pisze. I tyle z mojej strony.
„Była dziwna, wiedziała o tym i była z tego dumna”
W końcu trafiamy na ostatnią stronę i możemy z ulgą odetchnąć. Zamykamy książkę i rzucamy w kąt, żeby więcej o niej nie pamiętać. I jaki z tego wyciągnąć wniosek? Trzeba było wybrać „Winter”.
Moja ocena: 2/10
***
Dziś obchodzę swoje czternaste urodziny, więc nie mogłam nie wstawić recenzji. Planowałam inną, ale tą przygotowałam już wcześniej, a ostatnio jakoś tak wyszło, że nie chciało mi się pisać... Dzisiaj postaram się napisać jakąś na pierwszy tydzień sierpnia. Jutro zapowiedzi się nie pojawią, ale postaram się to nadrobić do końca tygodnia. Stosik też niedługo Wam zaprezentuję, zebrało się sporo książek :)
Pozdrawiam!

sobota, 12 maja 2012

"Upiorna szkoła. Monster High" Lisi Harrison

7 komentarzy:

Autor: Lisi Harrison
Tytuł: Upiorna szkoła. Monster High
Tytuł oryginału: Monster High
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 276
Cena: 29,90
 
Nie bądź jak inni – wyróżnij się z tłumu!
Witajcie w szkole
MONSTER HIGH,
Tu potwory stają się…
Upiornie fajne!
 
Fragment:
„Co to ma być…?
Przerażona blondynka w zielono-białym stroju czirliderki zrobiła krok do tyłu.
- Albo cierpisz na ciężki przypadek choroby lokomocyjnej, albo po prostu jesteś… zielona – stwierdziła inna jasnowłosa dziewczyna.
- Czy to jakiś żart? – spytała kolejna, odsuwając się na wszelki wypadek.
- Nie, po prostu mam miętową skórę – odparła Frankie, uśmiechając się ostrożnie i wyciągając dłoń na przywitanie. Jedna z bransoletek odsunęła się nieco, odsłaniając szwy, ale dziewczyna zupełnie się tym nie przejęła. W końcu taka właśnie była: pozszywana i ośrubowana.
- Jestem tu nowa. Nazywam się Frankie i przyjechałam z…
- Fabryki zabawek? – dokończyła za nią jedna z czirliderek, zerkając na jej nadgarstek.
- To potwór! – zawołała jedyna w stadku brunetka, po czym wyszarpnęła telefon z kieszeni, wybrała numer alarmowy i w panice uciekła do szkoły.
- Aaaaaaa! – zapiszczały pozostałe, otrzepując się z obrzydzenia, jak gdyby po nogach pełzały im robaki.”
Co Ci przychodzi na myśl, gdy słyszysz słowo „potwory”? W Twojej głowie powstaje na pewno obraz zniekształconego człowieka, zwierzęcia lub czegoś tam innego, co próbuje Cię zabić. Albo potwór chowający się w szafie lub pod łóżkiem, którego bałeś się w dzieciństwie. Jak zareagowałbyś na to, gdyby wszyscy nagle zaczęli uważać, że w Twoim mieście mieszkają potwory i możliwe, że chodzą z Tobą do szkoły? Zacząłbyś się bać, czy próbowałbyś złapać owe strachy? Może jednak się okazać, że one nie są takie złe i chcą być akceptowane przez ludzi, chcą utrzymywać z nimi przyjazne kontakty. Tak jak w powieści „Monster High”…
W książce występują dwie główne bohaterki. Jedna z nich, Melody to zwykła dziewczyna, która niedawno przeprowadziła się do Salem. Podpada ona od razu  „królowej” szkoły, Cleo. Rozpoczyna z nią wojnę, dzięki czemu zdobywa dwie przyjaciółki – Bekkę oraz Haylee. Poznaje także intrygującego chłopaka z naprzeciwka o imieniu Jackson. Zaś drugą bohaterką jest Frankie Stein. Żyje dopiero od piętnastu dni i ma nietypowy, zielony kolor skóry, pozszywane części ciała i śruby. Bardzo chce, aby wszyscy zaakceptowali ją taką, jaka jest. Na początku obie okropnie mnie irytowały, każda miała w sobie coś, co mi się nie podobało. Później trochę przekonałam się do Melody, ale wciąż była tą głupiutką, naiwną nastolatką. Natomiast Frankie w ogóle mi się nie spodobała, działała mi na nerwy i z ulgą kończyłam rozdziały o niej. Bohaterowie są niestety dużym minusem, mimo iż byli dobrze wykreowani.
Sama fabuła też nie powala na kolana. Niby czegoś takiego jeszcze nie było, ale nie zaciekawiła mnie, tak jak się zresztą spodziewałam. Większą część książki zajmowały kłopoty sercowe bohaterek. Nic nadzwyczajnego. Punktem kulminacyjnym był tak długo oczekiwany bal. Powinien wywołać jakieś emocje, trzymać w niepewności. Niestety, nic takiego nie odczułam. To co tam się działo było tak bezsensowne, że całkowicie straciłam ochotę na czytanie. Całe szczęście, że to było jakieś ostatnie sto stron.
Znalazłam też i plus w tej książce, który trochę poprawia moją ocenę. W „Monster High” są przedstawione trudności z zaakceptowaniem otoczenia. Obie bohaterki były początkowo niezauważalne w szkole, Melody pierwszego dnia zyskała wrogów przez to, że była nowa. Chciały zabłysnąć i być podziwiane przez innych za to, kim są. Szkoda, że świat jest taki okrutny i wszyscy są oceniani po wyglądzie. Kiedy zrobisz złe pierwsze wrażenie, ciężko później być lubianym.
Podsumowując, są gorsze książki. Nie zawiodłam się na tej tak bardzo, ale pewnie tylko z tego powodu, że nie spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego. Trochę ciężko czytało się ją, głównie dlatego, że była nudna, ale chciałam ją jak najszybciej skończyć i czytałam gdzie się tylko dało. Nie polecam tej powieści, ale jeżeli ktoś chce poznać książkę promowaną przez laleczki, to niech czyta. Ja ją oceniam jako porażkę. Można było lepiej wykorzystać ten pomysł.
Moja ocena: 2/10