Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 sierpnia 2014

"Gwiazd naszych wina" John Green

14 komentarzy:

Hazel Grace Lancaster jest siedemnastolatką chorą na raka. Pewnego dnia jej mama stwierdza, że córka wpadła w depresję i wysyła ją na spotkania grupy wsparcia. Dziewczyna nienawidzi tego i uważa, że to nie ma sensu. Któregoś dnia, kiedy mama znów zaciąga ją na spotkanie, Hazel spotyka niejakiego Augustusa Watersa, który od pierwszej chwili zwraca na siebie jej uwagę. Od tego czasu zaczyna się ich znajomość, która przeradza się w niesamowitą relację. Razem próbują odpowiedzieć sobie na pytania dotyczące życia, śmierci, sensu ich egzystencji… A w podróż przez życie zabierze ich wspaniała powieść „Cios udręki”.
John Green to genialny pisarz książek z gatunku Young Adult. Do jego najbardziej znanych utworów należą „Gwiazd naszych wina”, „Papierowe miasta”, „Szukając Alaski”, „19 razy Katherine” oraz „Will Grayson, Will Grayson”, którego współautorem jest David Levithan. Za swoje dzieła otrzymał wiele nagród literackich oraz nominacji. Mieszka w Indianapolis wraz z żoną i synem.
Do „Gwiazd naszych winy” podchodziłam z ogromnym entuzjazmem. Powieść zbiera same pozytywne opinie i wszędzie można trafić na ludzi wychwalających ją pod niebiosa i publicznie wyznających jej miłość. Jeszcze nie poznałam osoby, której ta książka by się nie spodobała. Kiedy ją kupiłam, myślałam, że trzymam w rękach arcydzieło, które na zawsze zawładnie moim sercem. Trochę bałam się ją przeczytać. Zastanawiałam się, co będzie, jeżeli lektura mi się nie spodoba. Nie chciałam się rozczarować. A kiedy w końcu ją zaczęłam… Ach, ciężko jest mi przeistoczyć wszystkie moje emocje w słowa…
Pokochałam Hazel niczym własną siostrę. Bardzo mi się podobało to, że była taka prawdziwa. Mówiła to, co myśli, nie będąc przy tym arogancka czy zbyt pewna siebie. Żyła we własnym świecie, przez co trochę przypominała mnie. Właściwie to chciałabym być taka, jak ona. Silna. Myśląca realistycznie, a przy tym taka pozytywna… Może piszę brednie, ale tak właśnie sądzę. A Augustus… Również kocham go całym sercem i nie wiem, czy moja miłość kiedykolwiek przeminie. Ach, te jego metafory. Chyba w swoim życiu nie poznałam tak mądrego chłopaka jak on. Oczywiście nie byli ideałami. Każde miało swoje wady, które w całości zaakceptowałam. I za to ich kocham.
Bardzo spodobał mi się pomysł autora na „Cios udręki”, książkę, jaką czytali Hazel i Augustus. Od razu sama zapragnęłam się z nią zapoznać i przekopałam Internet w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji na jej temat. Oczywiście ta powieść nie istnieje, co mnie bardzo zasmuciło, bo czuję, że byłaby kolejnym geniuszem. „Gwiazd naszych wina” trochę przypomina „Cios udręki” i zmusza czytelnika do refleksji i dopowiedzenia sobie tego, co będzie dalej.
Od razu po przeczytaniu tej książki, poczułam się trochę zawiedziona. Nie uroniłam ani jednej łzy, a wszyscy gwarantowali potworny płacz. Wtedy czułam, że to jednak nie to, czego oczekiwałam. Jednak „Gwiazd naszych wina” potrzebowała czasu, aby do mnie dotrzeć. Do tej pory często o niej myślę, nieraz mam łzy w oczach. Dopiero po kilku tygodniach to wszystko do mnie dotarło, jakby z opóźnieniem. Zrozumiałam całą jej ideę i pokochałam jeszcze bardziej. Głównie film pomógł mi wszystko sobie poukładać i wraz z powieścią stworzył genialne połączenie, którego chyba nic nie przebije.
„Gwiazd naszych wina” to również niezwykle pozytywna książka. Wiem, że teraz część osób popuka się w głowę i zastanowi się, czy przypadkiem nie jestem sadystką. Ja naprawdę tak myślę. Ta lektura pokazuje, że trzeba cieszyć się z tego, co daje nam życie. Z każdej najkrótszej chwili, która nas uszczęśliwia. Pokazuje, że mimo wszystko będzie dobrze. I że życie to najpiękniejszy dar, jaki dostaliśmy i mamy tylko jedną szansę, aby przeżyć je tak, jak chcemy.
Najsłynniejsza powieść Johna Greena to perełka wśród literatury młodzieżowej. Moim zdaniem każdy młody czy starszy człowiek powinien ją przeczytać. To przepiękna lektura, która może wiele nauczyć. Tylko niekiedy potrzebuje czasu, aby dotrzeć do czytelnika. Mi pomogła inaczej spojrzeć na sprawę śmierci, życia i choroby. Jest to książka, po którą będę sięgać wiele razy, a szczególnie w trudnych chwilach.
„Gwiazd naszych wina” to dzieło, które swoim geniuszem rozwala moją skalę oceniania.

Autor: John Green
Tytuł: Gwiazd naszych wina
Tytuł oryginału: The Fault In Our Stars
Wydawnictwo: Bukowy Las
Miejsce i rok wydania: Wrocław 2013
Liczba stron: 312

piątek, 12 kwietnia 2013

"Burza" Julie Cross

11 komentarzy:

Autor: Julie Cross
Tytuł: Burza
Tytuł oryginału: Tempest
Wydawnictwo: Bukowy Las
Miejsce i rok wydania: Wrocław 2012
Liczba stron: 416

Jackson Meyer potrafi podróżować w czasie. Nie wie dlaczego i czy jest jedyną taką osobą. Jego wsparciem jest najlepszy przyjaciel, Adam, który wie o jego umiejętnościach i pomaga mu to zrozumieć. Jego sposoby wydają się dla Jacksona dziwne, ale wiele razem odkryli. Pewnego dnia, kiedy jest ze swoją dziewczyną Holly, napadają ich nieznajomi mężczyźni. Holly została postrzelona i nie wiadomo czy żyje. Jackson w ataku paniki cofa się w przeszłość, ale ten skok wydaje się zupełnie inny. I nie może powrócić do swojego czasu, aby uratować ukochaną… Okazuje się, że musi odkryć jeszcze wiele mrocznych tajemnic dotyczących swojej przeszłości, co może być niebezpieczne.
Julie Cross mieszka wraz z mężem i trójką dzieci w stanie Illinois. Jej debiutem jest „Burza”, której druga część miała zostać wydana w USA w styczniu, a dokładnie piętnastego, więc już prawdopodobnie jest (nosi tytuł „Vortex”). Producent filmów „Zmierzch” oraz „Igrzyska śmierci” kupił prawa do ekranizacji powieści.
Jakiś czas temu na blogach z recenzjami książek było dość głośno o „Burzy”, a ja zachęcona pozytywnymi recenzjami postanowiłam ją przeczytać. Jednak zanim mi się to udało, minęło sporo czasu, bo kilka miesięcy. Może nikt już nie pamięta o tej powieści, ale ja czekałam na okazję i w końcu się nadarzyła któregoś razu w bibliotece. Od samego początku byłam zaintrygowana, dlatego szybko wzięłam się za czytanie.
Na początku wspomnę o jedynej rzeczy, która mnie zawiodła i mam nadzieję, że autorka poprawi się w kolejnych tomach. Chodzi mi o brak bardziej szczegółowych opisów. Do tej pory nie potrafię sobie wyobrazić Jacksona, jego obraz w mojej głowie jest rozmyty. O Holly wiem jedynie, że miała blond włosy. Nie tyczy się to zarysu charakterów, bo z tym było o wiele lepiej.
Wątek miłosny Jacksona i Holly nie był przesłodzony i choć wysuwał się na pierwszy plan, nie przeszkadzało mi to. Na samym początku irytowało mnie to, że główny bohater nie był pewien swoich uczuć pod wpływem tego, co mówili inni. Skoro do tej pory uważał, że kocha swoją dziewczynę, to nie może się to tak nagle zmienić. I zanim to zrozumiał minęło pół książki. Bardzo lubiłam chwile, które razem spędzali, rozmowy, które przeprowadzili. To dzięki nim polubiłam Holly.
Akcja co chwilę przyspiesza i zwalnia, dopiero pod koniec nabiera właściwego tempa, którego trzyma się prawie do samego zakończenia. Były czasem nudne momenty, jednak starałam się nie zwracać na to uwagi. Ważne, że autorka wie o czym pisze i od razu widać, że miała ułożony w głowie plan, który chciała zrealizować. A pomysł okazał się bardzo ciekawy. Z wielką chęcią sięgnę po drugą część, aby dowiedzieć się, co będzie dalej.
Są momenty, kiedy nie wiadomo, co może się zaraz stać, czy ktoś umrze, czy przeżyje. Szczególnie tak jest przez ostatnie sto stron, które zostały świetnie napisane. Przy nich najlepiej bawiłam się podczas czytania.
Bohaterowie zostali dość dobrze wykreowani, nie przypominam sobie żadnego poważniejszego błędu czy niedociągnięcia przy nich. Postaci drugoplanowe powinny być nieco dokładniej przedstawione, ale i tak jest nieźle. Adam i Holly zostali świetnie stworzeni, autorka musiała przy nich dłużej pracować. Były to bardzo ciekawe postacie.
„Burza” nie jest najambitniejszą książką, jaką przeczytałam. Ale podobała mi się i to jest najważniejsze. Tak wiem, ocena jest bardzo naciągnięta, lecz czytając miałam świetny humor i nie umiem postawić innej oceny. Dla niektórych może to być zwykły um
ilacz czasu i nie mogę się z nimi nie zgodzić. W każdym razie lektura jest warta zapoznania się z nią.
Moja ocena: 9/10
  WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ; PARANORMAL ROMANCE

sobota, 12 maja 2012

"Upiorna szkoła. Monster High" Lisi Harrison

7 komentarzy:

Autor: Lisi Harrison
Tytuł: Upiorna szkoła. Monster High
Tytuł oryginału: Monster High
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 276
Cena: 29,90
 
Nie bądź jak inni – wyróżnij się z tłumu!
Witajcie w szkole
MONSTER HIGH,
Tu potwory stają się…
Upiornie fajne!
 
Fragment:
„Co to ma być…?
Przerażona blondynka w zielono-białym stroju czirliderki zrobiła krok do tyłu.
- Albo cierpisz na ciężki przypadek choroby lokomocyjnej, albo po prostu jesteś… zielona – stwierdziła inna jasnowłosa dziewczyna.
- Czy to jakiś żart? – spytała kolejna, odsuwając się na wszelki wypadek.
- Nie, po prostu mam miętową skórę – odparła Frankie, uśmiechając się ostrożnie i wyciągając dłoń na przywitanie. Jedna z bransoletek odsunęła się nieco, odsłaniając szwy, ale dziewczyna zupełnie się tym nie przejęła. W końcu taka właśnie była: pozszywana i ośrubowana.
- Jestem tu nowa. Nazywam się Frankie i przyjechałam z…
- Fabryki zabawek? – dokończyła za nią jedna z czirliderek, zerkając na jej nadgarstek.
- To potwór! – zawołała jedyna w stadku brunetka, po czym wyszarpnęła telefon z kieszeni, wybrała numer alarmowy i w panice uciekła do szkoły.
- Aaaaaaa! – zapiszczały pozostałe, otrzepując się z obrzydzenia, jak gdyby po nogach pełzały im robaki.”
Co Ci przychodzi na myśl, gdy słyszysz słowo „potwory”? W Twojej głowie powstaje na pewno obraz zniekształconego człowieka, zwierzęcia lub czegoś tam innego, co próbuje Cię zabić. Albo potwór chowający się w szafie lub pod łóżkiem, którego bałeś się w dzieciństwie. Jak zareagowałbyś na to, gdyby wszyscy nagle zaczęli uważać, że w Twoim mieście mieszkają potwory i możliwe, że chodzą z Tobą do szkoły? Zacząłbyś się bać, czy próbowałbyś złapać owe strachy? Może jednak się okazać, że one nie są takie złe i chcą być akceptowane przez ludzi, chcą utrzymywać z nimi przyjazne kontakty. Tak jak w powieści „Monster High”…
W książce występują dwie główne bohaterki. Jedna z nich, Melody to zwykła dziewczyna, która niedawno przeprowadziła się do Salem. Podpada ona od razu  „królowej” szkoły, Cleo. Rozpoczyna z nią wojnę, dzięki czemu zdobywa dwie przyjaciółki – Bekkę oraz Haylee. Poznaje także intrygującego chłopaka z naprzeciwka o imieniu Jackson. Zaś drugą bohaterką jest Frankie Stein. Żyje dopiero od piętnastu dni i ma nietypowy, zielony kolor skóry, pozszywane części ciała i śruby. Bardzo chce, aby wszyscy zaakceptowali ją taką, jaka jest. Na początku obie okropnie mnie irytowały, każda miała w sobie coś, co mi się nie podobało. Później trochę przekonałam się do Melody, ale wciąż była tą głupiutką, naiwną nastolatką. Natomiast Frankie w ogóle mi się nie spodobała, działała mi na nerwy i z ulgą kończyłam rozdziały o niej. Bohaterowie są niestety dużym minusem, mimo iż byli dobrze wykreowani.
Sama fabuła też nie powala na kolana. Niby czegoś takiego jeszcze nie było, ale nie zaciekawiła mnie, tak jak się zresztą spodziewałam. Większą część książki zajmowały kłopoty sercowe bohaterek. Nic nadzwyczajnego. Punktem kulminacyjnym był tak długo oczekiwany bal. Powinien wywołać jakieś emocje, trzymać w niepewności. Niestety, nic takiego nie odczułam. To co tam się działo było tak bezsensowne, że całkowicie straciłam ochotę na czytanie. Całe szczęście, że to było jakieś ostatnie sto stron.
Znalazłam też i plus w tej książce, który trochę poprawia moją ocenę. W „Monster High” są przedstawione trudności z zaakceptowaniem otoczenia. Obie bohaterki były początkowo niezauważalne w szkole, Melody pierwszego dnia zyskała wrogów przez to, że była nowa. Chciały zabłysnąć i być podziwiane przez innych za to, kim są. Szkoda, że świat jest taki okrutny i wszyscy są oceniani po wyglądzie. Kiedy zrobisz złe pierwsze wrażenie, ciężko później być lubianym.
Podsumowując, są gorsze książki. Nie zawiodłam się na tej tak bardzo, ale pewnie tylko z tego powodu, że nie spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego. Trochę ciężko czytało się ją, głównie dlatego, że była nudna, ale chciałam ją jak najszybciej skończyć i czytałam gdzie się tylko dało. Nie polecam tej powieści, ale jeżeli ktoś chce poznać książkę promowaną przez laleczki, to niech czyta. Ja ją oceniam jako porażkę. Można było lepiej wykorzystać ten pomysł.
Moja ocena: 2/10