poniedziałek, 31 marca 2014

Podsumowanie marca

9 komentarzy:
źródło
Dzisiaj bardzo krótko, ponieważ nie mam zbyt dużo czasu na wylewanie swych żali :)
Tak jak miesiąc temu narzekałam na luty, teraz ponarzekam na marzec. W nadmiarze obowiązków, prac domowych, nauki itd. nie miałam zbyt dużo czasu wolnego. Napisałam może dwie-trzy recenzje, ale to w sumie i tak dużo, jak na tak ciężki miesiąc. Nie był on pod żadnym względem dobry, ani tym książkowym, ani prywatnym. Mam wrażenie, że im bardziej się staram, tym gorzej mi wychodzi :( Czuję, że mimo egzaminów gimnazjalnych kwiecień będzie bardzo dobrym miesiącem. Przyszła już wiosna, co sprawia, że czuję się o wiele lepiej, a już 11 kwietnia rozpoczynają się III Targi Książki w Białymstoku! :) Już się nie mogę doczekać. Zjawię się na nich na pewno w sobotę :)
  1. "Balladyna" Juliusz Słowacki (160 stron)
  2. "Więzień Labiryntu" James Dashner (424 strony)
  3. "Ogień" Mats Starndberg, Sara B. Elfgren (696 stron)
  4. "Mąż zastępczy" Joanna M. Chmielewska (288 stron)
  5. "Mroczne umysły" Alexandra Bracken (456 stron)  
Z ilością książek nie jest źle, bo udało mi się przeczytać ich pięć. Nawet odejmując lekturę wychodzą cztery, czyli więcej niż w lutym :)
Liczba stron: 2024
Liczba stron na dzień: ok.65
Średnia ocen: 7,25
Liczba opublikowanych recenzji książek:3
Liczba opublikowanych recenzji filmów: 0
Liczba wszystkich wpisów na bloga: 5
Z mojej biblioteczki pochodzi niestety tylko jedna powieść, czyli Więzień Labiryntu, jedna to lektura ze szkolnej biblioteki, a pozostałe trzy to egzemplarze recenzenckie. W tym miesiącu niestety nie udało mi się przeczytać zbyt dużo własnych książek :(
Nie potrafię wybrać najlepszej książki, ponieważ wszystkie były dobre. Tylko Balladyna średnio mi się podobała.
W tym miesiącu udało mi się zapełnić wszystkie wolne półki i nie mam już gdzie ustawiać książek xD A to oznacza, że pod koniec kwietnia, albo na początku maja pokażę Wam swoją biblioteczkę :)
A jak u Was minął marzec?
Pozdrawiam!

czwartek, 27 marca 2014

"Ogień" Mats Strandberg, Sara B. Elfgren

10 komentarzy:

Tytuł: Ogień
Tytuł oryginału: Eld
Wydawnictwo: Czarna Owca
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2013
Liczba stron: 696

Nastoletnim czarownicom udało się pokonać zło. Ale to jeszcze nie koniec… Zaczyna się kolejny rok szkolny pełen trudnych wyzwań i niebezpieczeństw. Dziewczęta muszą nie tylko nauczyć się używać swoich mocy, ale również sobie ufać. Zło może zaatakować w najmniej oczekiwanej chwili. Oprócz tego mają na głowie jeszcze członków Rady, do której nie mają zaufania. A w Engelsfors dzieje się coś dziwnego… Wybrańcy muszą działać szybko, aby pokonać wroga i dowiedzieć się, kim tak naprawdę są, aby zapobiec apokalipsie. Czy nastolatkom uda się zaakceptować swoje przeznaczenie? Co je tym razem czeka? I jak to się skończy?
Pierwsza część trylogii o Engelsfors mnie nie zachwyciła, spodziewałam się czegoś innego, ale mimo to mi się podobała. Nieraz zmroziła mi krew w żyłach i cały czas trzymała w napięciu. Bardzo chciałam przeczytać drugą część, która intrygowała mnie od dawna, głównie swoją objętością (to porządna cegiełka). Jakie są więc moje uczucia z nią związane?
Już od samego początku „Ogień” bardzo mnie wciągnął. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba, ale czytałam go z ogromnym zainteresowaniem. Nie mogłam się oderwać od tej powieści i mimo, że ma dużą ilość stron, przeczytałam ją bardzo szybko.
Podczas lektury książki bardzo zżyłam się z bohaterkami. W pierwszej części mi się to nie udało, niektórych dziewczyn wręcz nie znosiłam, a teraz jestem nawet zdziwiona, że tak je polubiłam. Annę-Karin, do której wcześniej nie pałałam zbyt wielką sympatią, zdołałam zrozumieć i moje nastawienie do niej się zmieniło. Rozdziały poświęcone tej postaci czytałam z większą przyjemnością niż wcześniej, nawet na nie czekałam. Idę, która wcześniej mnie irytowała, teraz bardzo polubiłam. W tej części mogłam ją lepiej poznać i dowiedzieć się, dlaczego jest taka a nie inna. Vanessa przeszła pewną zmianę. Zrozumiała swoje błędy, zaczęła naprawiać życie i stała się silną kobietą. Jest to jedna z moich ulubionych bohaterek, choć tak naprawdę wszystkie pokochałam. „Ogień” przybliża ich cechy charakteru, sytuacje w rodzinie i przeszłość, dzięki czemu każdą mogłam lepiej poznać.
Zakończenie niezwykle mnie zasmuciło. Nie spodziewałam się, że wzbudzi we mnie tyle uczuć. Wzruszyłam się i nie mogłam uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Myślałam, że jeszcze uda się wszystko cofnąć. Długo rozmyślałam nad tym zakończeniem i teraz obawiam się finału trylogii, ponieważ wiem, że może nie skończyć się tak dobrze, jak mam nadzieję.
Sara B. Elfgren i Mats Strandberg wykonali kawał dobrej roboty. Napisali razem prawie 700-stronnicową powieść i widać, że jest ona niezwykle dopracowana. Nie mogę się poskarżyć na ich styl pisania czy to, że się nie zgrali, bo jest wręcz przeciwnie. Ma się wrażenie, że książkę napisała jedna osoba. Nie widać różnicy ich stylów.
Za to mogę ponarzekać na korektę, ponieważ to zapewne jej wina, że w „Ogniu” są błędy. I to nie tylko stylistyczne, interpunkcyjne czy literówki – bardzo często są mylone imiona bohaterek. Przykładowo, jest mowa o Annie-Karin, ale jest napisane imię Vanessy, choć to nie o nią chodzi. Gdybym policzyła, ile razy coś takiego zauważyłam, wyszłoby tego sporo.
Podsumowując, „Ogień” to świetna kontynuacja „Kręgu”. Powieść w żadnym stopniu mnie nie zawiodła, podobała mi się bardziej niż pierwsza część i zżyłam się z bohaterkami. Jestem ciekawa, co się wydarzy w ostatnim tomie, ale też się go trochę boję. Nie chcę kończyć przygody z Engelsfors. Serdecznie polecam tę książkę, wzbudza ona dużo emocji i pełno w niej magii.
Moja ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi nakanapie.pl
http://nakanapie.pl/

WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ II 

sobota, 15 marca 2014

"Mroczna toń" Tricia Rayburn

10 komentarzy:

Autor: Tricia Rayburn
Tytuł: Mroczna toń
Tytuł oryginału: Dark Water
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Miejsce i rok wydania: Wrocław 2013
Liczba stron: 392

Vanessa Sands wraca do Winter Harbor kolejnego lata, aby zamknąć bolesny rozdział życia i zacząć od nowa. Dlatego jej rodzice postanowili sprzedać ich stary domek, a kupić nową rezydencję tuż nad morzem. Jest to korzystne dla ich córki, której natura syreny coraz bardziej dokucza i potrzebuje częstych kąpieli w słonej wodzie. Zwraca na siebie uwagę coraz większego grona młodych chłopaków czy mężczyzn, co staje się coraz bardziej niebezpieczne. Dodatkowo ma problemy ze swoim ukochanym – Simonem, do którego nie może się zbliżyć z obawy zrobienia mu krzywdy. W Winter Harbor znów robi się coraz niebezpieczniej, a mieszkańcy zaczynają się niepokoić. Co tym razem spotka Vanessę? Czy do miasteczka powróci kiedyś spokój?
Pierwsza część serii o syrenach niezmiernie przypadła mi do gustu. Byłam zafascynowana historią, jaką przedstawiła mi Tricia Rayburn. Jednak z drugim tomem było już nieco gorzej. Okazał się on słabszy od poprzedniego i nieco mnie zawiódł. Pełna wątpliwości i obaw sięgnęłam po trzecią część, o której słyszałam skrajne opinie. Jak wypadła ona w moich oczach?
W „Mrocznej toni” zabrakło mi akcji. Moim zdaniem autorka za dużo uwagi poświęciła miłosnym rozterkom Vanessy, a zaniedbała rozwój wydarzeń. Mało kiedy czułam dreszczyk emocji towarzyszący zaskakującym i przerażającym wydarzeniom. Nie twierdzę, że się nudziłam przy lekturze, bo wcale tak nie było, jednak autorkę stać na więcej i wydawało mi się, że ta część nic nowego, ważnego nie wnosi, miała tylko oficjalnie zamknąć trylogię.
Dużym pozytywem, jednak nie wiem, czy nie tylko dla mnie, okazały się opisy tych wspaniałych nadmorskich miejscowości. Rozmarzyłam się przy czytaniu o wycieczce, jaką urządzili sobie Vanessa i Simon do pobliskiej wsi, przejażdżka wśród pól i łąk, wędrówka po lesie… Jak dla mnie, pani Rayburn doskonale oddała klimat tamtych miejsc i zapragnęłam się w nich znaleźć. Niemal czułam na twarzy powiew słonego wiatru i słyszałam szum morza (a także drzew)…
W recenzji drugiego tomu tak narzekałam na bohaterów. Przy lekturze „Mrocznej toni” nieco zmieniłam o nich zdanie. Vanessa nadal mnie irytowała, ale w znacznie mniejszym stopniu. Zmieniła się na lepsze i po przeczytaniu wszystkich części mogę nawet stwierdzić, że ją lubiłam. Nie bardzo, ale jednak. Paige jest chyba moją ulubioną postacią z trylogii. Okazała się wspaniałą przyjaciółką, o jakiej można pomarzyć. Do Simona zdążyłam się już przyzwyczaić. Nie był już tak nieznośny jak wcześniej i bardzo się z tego powodu cieszę.
Tricia Rayburn wspaniale wykreowała syreny. Wykorzystała trochę mitologię, ale nie zabrakło jej własnych pomysłów. Bardzo mi się spodobały te morskie stworzenia i jestem nimi zafascynowana. Autorka popisała się swoją wyobraźnią i jestem ciekawa, co jeszcze wymyśli w innych swoich dziełach.
„Mroczna toń” jest ciekawą lekturą, nieco lepszą od drugiej części, ale wciąż nie przebija pierwszej. Moim zdaniem „Syrena” była najlepszym tomem trylogii i szkoda, że pisarce nie udało się jej przebić. Powieść polecam, bardzo przyjemnie i szybko się ją czyta i uważam, że to dobre zakończenie przygód Vanessy.
Moja ocena: 7/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
 Za egzemplarz książki dziękuję w/w portalowi!
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ II