sobota, 31 sierpnia 2013

Podsumowanie wakacji

16 komentarzy:
Tegoroczne wakacje minęły bardzo szybko. Choć dni w lipcu ciągnęły mi się (ku mojemu zadowoleniu), to sierpień przeminął jak jeden dzień. I w tym miesiącu obudził się we mnie leń, przez co nie dobiłam do planowanej liczby przeczytanych książek (30) ;( Ale i tak jestem bardzo zadowolona z wyników. Mam nadzieję, że w roku szkolnym uda mi się utrzymywać równie dobre ^^

Lista przeczytanych książek:
  1. "Klątwa tygrysa. Wyprawa" Colleen Houck (470 stron)
  2. "Drozdy. Posłaniec śmierci" Chuck Wendig (367 stron)
  3. "Klątwa tygrysa. Przeznaczenie" Colleen Houck (386 stron)
  4. "Zieleń Szmaragdu" Kerstin Gier (455 stron)
  5. "Winter" Asia Greenhorn (454 strony)
  6. "Bogini oceanu" P.C. Cast (408 stron)
  7. "Sebastian" Anne Bishop (400 stron)
  8. "W pierścieniu ognia" Suzanne Collins (360 stron)
  9. "Melancholia sukuba" Richelle Mead (334 strony)
  10. "Wyspa z mgły i kamienia" Magdalena Kawka (285 stron)
  11. "Podboje sukuba" Richelle Mead (315 stron)
  12. "Marzenia sukuba" Richelle Mead (299 stron)
  13. "Wampiry z Morganville. Księga 5: Miasto widmo" Rachel Caine (391 stron)
  14. "Namiętność sukuba" Richelle Mead (334 strony)
  15. "Zbuntowana" Veronica Roth (368 stron)
  16. "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" J.K. Rowling (328 stron)
  17. "Król Kruków" Maggie Stiefvater (490 stron)
  18. "Cienie sukuba" Richelle Mead (299 stron)
  19. "Piąta fala" Rick Yancey (508 stron)
  20. "Password" Mirjam Mous (328 stron)
  21. "Pretty Little Liars. Zabójcze" Sara Shepard (322 strony)
  22. "Śniąc na jawie" Gwen Hayes (320 stron)
  23. "Odkrycie sukuba" Richelle Mead (304 strony)
  24. "Wschodzący księżyc" Keri Arthur (440 stron)
  25. "Przez burze ognia" Veronica Rossi (362 strony)
  26. "Cień Nocy" Andrea Cremer (416 stron)
  27. "Upadli" Lauren Kate (464 strony)
Tę ostatnią książkę jeszcze czytam, może skończę jutro albo pojutrze. Wyprawę skończyłam pod koniec czerwca, więc zaliczam ją już do wakacji :)
Od Posłańca śmierci zaczyna się lipiec, a kończy na Namiętności sukuba, więc w poprzednim miesiącu przeczytałam 13 książek. Uważam, że to świetny wynik.
Pierwszą powieścią przeczytaną w sierpniu była Zbuntowana, a ostatnią jeszcze czytam. W sierpniu też było 13 książek.
Liczba przeczytanych stron w ciągu dwóch miesięcy: 10207
Liczba stron na dzień: ok. 162
Liczba wszystkich wpisów na bloga: 25
Liczba recenzji książek: 19
Liczba recenzji filmów: 1
Dużo tego ;) A jeszcze napisałam kilka recenzji, których nie wstawiłam :) Ale dopiero kilka dni temu wróciła mi wena i mogłam napisać coś sensownego...


Co udało mi się osiągnąć/zrobić/przeczytać/obejrzeć itd.?
  • Przeczytałam całą serię o sukubie mojej ulubionej autorki, Richelle Mead. Przy ostatniej części się nawet popłakałam... Ale więcej w recenzji, która się ukaże nie wiem kiedy, ponieważ jeszcze jej nie napisałam. Miałam dzisiaj, ale Zbuntowana okazała się pilniejsza. Do serii należą: Melancholia sukuba, Podboje sukuba, Marzenia sukuba, Namiętność sukuba, Cienie sukuba oraz Odkrycie sukuba.
  • W końcu przeczytałam po raz kolejny Harry'ego Pottera. Już od dawna to planowałam, a teraz mi się udało. Co prawda tylko pierwszą część, ale i tak moje szczęście nie zna granic :)
  • Spełniłam jedne ze swoich największych wakacyjnych marzeń książkowych - przeczytałam Piątą falę oraz Króla Kruków.
  • Przeczytałam wiele pozycji z własnej półki, a dokładnie 14, z czego się bardzo cieszę.
  • Udało mi się ograniczyć egzemplarze recenzenckie na wakacje. Otrzymałam ich tylko 5. Ale już idą do mnie te na wrzesień...
  • Zakupiłam bardzo dużo nowych powieści. Wszystko zobaczycie w najnowszym stosiku, który prawdopodobnie wstawię w następnym tygodniu. Jeszcze nigdy nie kupiłam tylu książek w tak krótkim czasie. Ale od września znów będę się ograniczać ;)
  • Obejrzałam ponownie wszystkie części Harry'ego Pottera na TVN. Została mi tylko ostatnia, ale mam ją w domu, więc pewnie niedługo sobie włączę :) Co prawda na niektórych trochę przysnęłam ze zmęczenia (wszystko przez te głupie reklamy!), ale cieszę się, że mogłam ponownie przeżyć przygody młodego czarodzieja.
  • Obejrzałam jakże wspaniałą i piękną, i zachwycającą ekranizację Miasta Kości. Recenzja tu.
  • Oglądałam 4 sezon PLL, ale ostatnio jakoś nie miałam na to ochoty, więc jestem 3 odcinki do tyłu.
  • Nawiązałam współpracę z Wydawnictwem Uroboros i zostałam redaktorką portalu literatura.juventum.
  • Przebiłam swój wynik z wakacji z tamtego roku. W 2012 było 21 książek, a teraz jest 27.


Najlepsze i najgorsze:

Najlepszymi przeczytanymi książkami są: seria Klątwa tygrysa, Zieleń Szmaragdu, W pierścieniu ognia, seria o Sukubie, Harry Potter (to chyba oczywiste), Król Kruków, Piąta fala.
Najgorsze to zdecydowanie: Winter, seria Drozdy i Cień Nocy (choć ta była taka najlepsza z najgorszych).


A we wrześniu planuję dalej utrzymywać dobre wyniki, dopóki jeszcze można ;) Rok szkolny zapowiada się dobrze. Będę walczyć o laureata z WOSu, bo to już ostatni rok. I będę z niecierpliwością czekać na ekranizację Miasta Popiołów. Mam też pytanie związane z tym: czy chcecie, abym trochę urozmaiciła bloga i zaczęła wstawiać różne nowe informacje, zwiastuny o tym filmie? Nie byłoby tego dużo, obiecuję, a i ja, i wy byście wiedzieli wszystko na bieżąco :) Oprócz tego planuję jeszcze recenzję 4 sezonu PLL.
A jak u Was minęły wakacje? :)

Pozdrawiam!

czwartek, 29 sierpnia 2013

Film: Miasto Kości - Harald Zwart

14 komentarzy:
Tytuł: Dary Anioła: Miasto Kości
Reżyseria: Harald Zwart
Produkcja: USA, Niemcy
Premiera światowa: 12 sierpnia 2013
Czas trwania: 2 godz. 10 min.
Gatunek: fantastyka, przygodowy, dramat


Clary Frey jest zwyczajną nastolatką. Mieszka z matką, która zarabia na życie malując. W wolnym czasie spotyka się ze swoim najlepszym przyjacielem. Tak jest do momentu, w którym zaczyna rysować pewien symbol i nie wie, co on oznacza. Pewnego dnia wchodzi z Simonem do klubu, w którym jest świadkiem przerażającej sytuacji. Trójka ludzi zabija jednego z imprezowiczów, lecz wszyscy inni wydają się tego nie widzieć. Niedługo po tym jej matka zostaje porwana w tajemniczych okolicznościach. Te sytuacje zapoczątkowały wir nieprzewidywanych wydarzeń, dzięki którym Clary trafia do świata Nocnych Łowców i angażuje się w sprawy, które na zawsze mogą zmienić jej życie...
Jak pewnie każdy czytelnik bloga wie - kocham serię "Dary Anioła". To jeden z moich ulubionych cykli, a Cassandra Clare dołączyła do grona uwielbianych przeze mnie autorów. Historia Clary mnie urzekła, z ogromnym zapałem i wypiekami na twarzy śledziłam losy jej trudnej miłości i walki ze złem. Kiedy dowiedziałam się o ekranizacji byłam zachwycona, że tak wspaniałą książkę przeniosą na wielki ekran i chętnie oglądałam coraz to nowsze zwiastuny. W piątek wybrałam się do kina. I wyszłam oczarowana.
Powieść była pełna akcji i trzymała w napięciu. W filmie nie pominięto ważnych walk, które, tak samo jak książka, wbijały w fotel. Zostały wspaniale przedstawione i była ich zadowalająca ilość. Wspaniale się je oglądało i z podziwem patrzyłam na aktorów, jak musieli się nauczyć tych wszystkich ciosów. Walka matki Clary z ludźmi Valentine'a - bezbłędna!
Pięknie przedstawiono niektóre miejsca. Instytut był zachwycający, a szklarnia zapierająca dech w piersiach. Nie spodziewałam się, że tak wspaniale to ukażą. Runy też są dokładnie takie, jak sobie wyobrażałam. Lepiej już być nie mogło.
Często się wzruszałam i prawie płakałam. Bardziej z tego powodu, że wciąż nie mogłam uwierzyć, że moja ulubiona książka została tak wspaniale zekranizowana. Scena w szklarni jest moją ulubioną i cieszę się, że mogłam ją jeszcze raz przeżyć, tym razem podczas oglądania filmu. Po prostu piękna.
Znakomici aktorzy. Jeszcze przed pójściem do kina uważałam trochę inaczej. Kiedy dowiedziałam się, kto zagra Jace'a, byłam zawiedziona. Zupełnie inaczej go sobie wyobrażałam, Jamie Campbell Bower nie podobał mi się i nie pasował mi do tej roli. Jednak teraz myślę zupełnie inaczej. Nie wyobrażam sobie nikogo innego jako mojego ukochanego Jace'a. Jamie nie był wcześniej zbyt znany, grał m.in. w "Księżycu w nowiu" i 'Przed świtem" jednego z Volturi oraz w filmie "Harry Potter i Insygnia Śmierci" Gellerta Grindelwalda. Jedynie w tych ekranizacjach go widziałam, ale niezbyt rzucił mi się w oczy. Teraz z pewnością będę o nim pamiętać. Za to od samego początku byłam zadowolona z tego, że rolę Clary dostała także wcześniej mało znana Lily Collins. Jest naprawdę ładna i przede wszystkim bardzo podobna do moich wyobrażeń o bohaterce, już lepiej nie mogli trafić. Doskonale wczuła się w postać i odzwierciedliła jej charakter. Mogę nawet stwierdzić, że zagrała najlepiej ze wszystkich. Czuję, że czeka ją sukces. Ciekawym faktem jest również to, że Lily była fanką "Darów Anioła" zanim dowiedziała się, że wcieli się w Clary, co jest godne podziwu. Jednym z jej ważniejszych dotychczasowych filmów była "Królewna Śnieżka", gdzie zagrała główną rolę, ale niestety nie miałam go jeszcze okazji obejrzeć. W Magnusa, czarownika którego zapamiętali wszyscy fani serii, wcielił się Godfrey Gao. Świetny wybór. Co prawda nieco inaczej go sobie wyobrażam, ale na tego aktora narzekać nie mogę. Krótko mówiąc - obsada idealna.
Ścieżka dźwiękowa okazała się wzruszająca i zjawiskowa. Wiele piosenek zapadło mi w pamięć i słuchając ich mogę powiedzieć z którego momentu filmu pochodzą. Choć nie słucham Demi Lovato czy Colbie Caillat to ich utwory naprawdę mi się spodobały i od obejrzenia ekranizacji nie słucham niczego innego, ponieważ przypominają mi ulubione sceny. Muzyka z walk także była świetna i wzbudzała jeszcze więcej emocji.
"Miasto Kości" uważam za jedną z najlepszych ekranizacji książek, jakie obejrzałam. To film na miarę "Harry'ego Pottera". Uważam, że kolejne części odniosą jeszcze większy sukces. Film okazał się genialny i do tej pory nie mogę się po nim otrząsnąć. Niecierpliwie czekam na "Miasto Popiołów", nad którym prace zaczną się już 23 września. Recenzja jest całkowicie subiektywna, więc nie mogę napisać, że każdy się tak zachwyci. Ale polecam iść do kina i wyrobić własne zdanie. Ja teraz czekam, aż będzie na DVD, żeby móc obejrzeć jeszcze raz, a potem kolejny. I chętnie znów przeczytam powieść.
Moja ocena: 10/10

***
Ciężko jest oddać mój zachwyt i cały czas się zastanawiam, czy o niczym nie zapomniałam. Mam nadzieję, że nie ^^ A chętni niech zajrzą na fanpejdża, gdzie zamieściłam wywiady z aktorami (jak chcecie więcej, to piszcie śmiało, oglądałam ich całą masę :)).
źródło

wtorek, 27 sierpnia 2013

"Przez burze ognia" Veronica Rossi

9 komentarzy:

Autor: Veronica Rossi
Tytuł: Przez burze ognia
Tytuł oryginału: Under the Never Sky
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 368

Świat został podzielony. Część ludzi mieszka pod szczelną kopułą, z której nie da się wyjść. Tam nikt nie wie, co to ból, nikt nie choruje, można żyć setki lat. Ograniczoną przestrzeń rekompensują Sfery, które są tylko wizualizacją, lecz poprzez rozwiniętą technologię wydają się lepsze niż rzeczywistość. Druga grupa ludzi, to ci mieszkający na zewnątrz. Połączyli się w plemiona, usiłują przeżyć burze eterowe i nie umrzeć z głodu. DNA części tych osób uległo mutacji, co wyostrzyło ich zmysły. Jedni świetnie widzą z daleka, inni słyszą każdy szmer w promieniu kilku kilometrów, albo czują emocje otaczających ich ludzi. Są narażeni także na ataki ze strony kanibali.
Aria należy do tej pierwszej grupy. Żyje w Reverie, pod kopułą i do tej pory prowadziła dość beztroskie życie. Jednak wszystko się zmienia, kiedy z przyjaciółmi udaje się do zakazanej części Reverie. Rozpalają tam ogień, który zaczyna się rozprzestrzeniać. Część nastolatków nie wyszła z tego żywa. Na Arię zostaje zrzucona cała wina i zostaje wygnana. Nie wie, jak uda jej się przeżyć poza kopułą, jej bezpiecznym małym światem.
Natomiast Perry mieszka na zewnątrz. Jego brat jest Wodzem Krwi plemienia Fal. Chętnie zastąpiłby go i sam zaczął przewodzić ludziom, lecz nie może walczyć z Vale’em ze względu na swojego bratanka, Talona. Pewnego dnia zostaje on porwany, a Perry za wszelką cenę chce go odzyskać. Wtedy drogi jego i Arii się krzyżują…
Veronica Rossi jest autorką postapokaliptycznych książek dla młodzieży. Zadebiutowała powieścią „Przez burze ognia”, która otwiera trylogię. Odniosła nią ogromny sukces. Mieszka w północnej Kalifornii z mężem i dwoma synami. Oprócz pisania lubi czytać i malować.
Już od premiery bardzo chciałam zapoznać się z książką „Przez burze ognia”. Przeczytałam wtedy mnóstwo pozytywnych recenzji na jej temat, więc oczekiwałam świetnej lektury. Czy ją otrzymałam?
Bardzo spodobało mi się wiele pomysłów autorki. Stworzyła w swojej powieści zupełnie nowy i oryginalny świat. Intrygujące były Wizjery, które nosili Osadnicy. To coś jak przezroczysty komputer nakładany na oko. Dzięki nim mogli się znaleźć w Sferach, napisać do kogoś wiadomość, nagrać coś, sprawdzić godzinę itd. Bardzo interesujące urządzenie. Podobnie jest ze Sferami. Na początku miałam trudności ze zrozumieniem, czym one dokładnie są. Autorka nie od razu to wyjaśniła, choć moim zdaniem powinna, ponieważ zdążyłam się trochę pogubić.
Została zastosowana narracja trzecioosobowa, ale uważam, że tutaj bardziej sprawdziłaby się pierwszoosobowa. Jednak autorka i tak świetnie oddała emocje bohaterów. Raz historia była opowiadana z perspektywy Arii, a raz Perry’ego, dzięki czemu czytelnik może dowiedzieć się więcej o obu bohaterach.
Postacie zostały bardzo dobrze wykreowane. Pani Rossi poświęciła uwagę także drugoplanowym bohaterom i to dobrze widać. Nawet oni mieli swoje tajemnice, które czytelnik chce jak najszybciej odkryć. Ale przejdźmy teraz do tych najważniejszych osób. Arię szybko polubiłam. Nawet nie potrafię tego wyjaśnić, nie wyróżniała się za bardzo spośród innych, ale miała w sobie to „coś”. Na początku trochę kojarzyła mi się z Arią z PLL, ale sądzę że nie tylko mi. Perry także okazał się ciekawą postacią. Ukrywał przed wszystkimi swoje uczucia, choć sam znał emocje innych. Na początku nie lubił Arii, była dla niego uciążliwa, ale później… Pewnie sami już się domyślacie. Spodobało mi się jego oddanie Talonowi. Chciał za wszelką cenę go uratować, obwiniał się o jego porwanie.
Veronica Rossi posługuje się przyjemnym, młodzieżowym językiem, dzięki któremu powieść bardzo szybko się czyta. Jak na debiut jest dobrze, ale mam nadzieję, że w następnej części będzie jeszcze lepiej.
Wątek miłosny jest przewidywalny. Oczywiste było, że Aria i Perry się w sobie zakochają, nie muszę nawet tego przed wami ukrywać. Ale bohaterowie od razu nie padli sobie w ramiona, uczucie rozwinęło się z czasem. Na początku nawet się nie lubili, ale musieli trzymać się razem, żeby sobie pomóc.
Moce, czy umiejętności postaci (nie wiem jak to inaczej nazwać) zaintrygowały mnie. Choć na początku nie za bardzo je rozumiałam, to im dalej czytałam, tym więcej się wyjaśniało. Ciekawe było to, że Perry miał tak czuły węch, że wyczuwał emocje innych. Smutek czy radość, kłamstwo czy prawda. Interesujący dar, jednak czasem uciążliwy.
Podsumowując, „Przez burze ognia” to świetna powieść. Przedstawia ciekawą wizję przyszłości i interesujące nowe urządzenia. Zastanawiam się, jak doszło do takiego podzielenia ludzkości i mam nadzieję, że Veronica Rossi wyjaśni to w kolejnej części. Spodziewałam się po książce czegoś naprawdę niezwykłego, ale w tym się trochę zawiodłam. Mimo wszystko jest to warta uwagi powieść.
Moja ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte