Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 czerwca 2014

"Płonący stos. Księga 1: Kielich Wiatru, Krąg Popiołów" Cate Tiernan

4 komentarze:

Autor: Cate Tiernan
Tytuł: Płonący stos. Księga 1: Kielich Wiatru, Krąg Popiołów
Tytuł oryginału: Balefire Omnibus #1: A Chalice of Wind; A Circle of Ashes
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2011
Liczba stron: 416

Clio od dzieciństwa jest wychowywana na czarownicę. Uczy się zaklęć, właściwości roślin, a przede wszystkim jedności z naturą, od której pochodzi magia. Thais niedawno przeprowadziła się do Nowego Orleanu. Musi zamieszkać z nową opiekunką w nieznanym mieście i ostatnią klasę spędzić w nieznanej szkole, ponieważ jej tata zginął w wypadku. Kiedy obie dziewczyny spotykają się pierwszego dnia szkoły, odkrywają coś niesamowitego. Są identyczne niczym dwie krople wody. Bliźniaczki? Dla dlaczego zostały rozdzielone po urodzeniu? Prawda okazuje się być bardziej mroczna i niesamowita, niż podejrzewały. Wywraca im życie do góry nogami i sprawia, że nic już nigdy nie będzie takie samo…
Cate Tiernan to pseudonim amerykańskiej pisarki powieści z gatunku paranormal romance. Zaczynała pisać w młodym wieku od średniej długości książeczek, ale sławę przyniosły jej dopiero cykle „Płonący stos” oraz „Sweep”. Oba poruszają tematy magii oraz czarownic. W 2010 roku zaczęła pisać nową trylogię „Ukochany nieśmiertelny”.
Uwielbiam książki pełne magii i tajemnic, w których bohaterkami są czarownice posługujące się wszelkimi zaklęciami, tworzące kręgi itd. Bardzo chętnie się w nich zaczytuję. Jednak zazwyczaj prawie każda lektura o tej tematyce mnie zawodzi. Brakuje im tego „czegoś”. Często za mało jest w nich magii i czarów, które mnie tak intrygują. Pod tym względem „Płonącemu stosowi” niczego nie brakuje. Mogłam uważnie śledzić magiczne zwyczaje Bonne Magie, którą zajmowały się główne bohaterki. Autorka poświęciła temu tematowi sporo czasu i spełniła moje wymagania.
Dwie główne bohaterki są zupełnie różne. Choć z wyglądu identyczne, pod względem charakteru są swoimi przeciwieństwami. Clio, zawsze pewna siebie, ma świadomość, jaka jest atrakcyjna i chętnie to podkreśla. Jest impulsywna, wybuchowa i często mówi to, co myśli. Z mężczyznami obchodzi się jak z zabawkami. Zazwyczaj tego typu postaci mnie strasznie irytują, jednak w tym wypadku, ku mojemu zdziwieniu, było odwrotnie. To Clio lubiłam bardziej od jej bliźniaczki. Thais okazała się bardzo naiwna, delikatna, skromna i cicha. Wciąż się nad sobą użalała, a jej rozpaczanie nad śmiercią ojca było sztuczne. Zawsze była posłuszna i nie chciała sprawić zawodu innym. Wydaje mi się, że pani Tiernan próbowała na siłę zrobić z niej idealną postać, co jej się zupełnie nie udało. Thais mnie denerwowała i niestety ani trochę jej nie polubiłam.
Spodobało mi się to, że co rozdział narratorką była inna z bliźniaczek. Dzięki temu mogłam poznać je lepiej, spojrzeć na różne sytuacje z perspektywy dwóch osób. Choć rozdziały poświęcone Clio czytałam z większą przyjemnością niż te poświęcone Thais.
Wydawnictwo Amber znów nie popisało się swoimi korektorami. W książce znalazłam mnóstwo błędów. Czy to literówek, czy stylistycznych, ortograficznych, a nawet powtórzenia! Tych ostatnich było naprawdę dużo i bardzo mnie one irytowały. Widać je gołym okiem i zastanawiam się, jak to możliwe, że nikt ich nie wyłapał.
Przez większość powieści akcja wlecze się niemiłosiernie. Brak zaskakujących wydarzeń, które ożywiłyby lekturę. Dopiero pod koniec akcja troszeczkę przyspiesza, ale nie tak, jak bym chciała.
„Płonący stos” to bardzo przeciętna książka. Nie jest ani zła, ani dobra. Na pewno nie należy do literatury wysokich lotów, ale zapewnia rozrywkę na długi wieczór. Gdybym nie posiadała we własnych zbiorach drugiego tomu, zapewne bym go nie przeczytała. Ale z tego względu dam lekturze drugą szansę. Kupiłam obie części za marne grosze, więc nawet nie żałuję wydanych pieniędzy. Nie polecam, ani nie odradzam tej powieści. Sami zadecydujcie, czy chcecie zaryzykować.
Moja ocena: 5/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
 
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ II   

sobota, 14 czerwca 2014

"Anna i pocałunek w Paryżu" Stephanie Perkins

2 komentarze:

Autor: Stephanie Perkins
Tytuł: Anna i pocałunek w Paryżu
Tytuł oryginału: Anna and the French Kiss
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2013
Liczba stron: 320

Ojciec Anny jest bestsellerowym pisarzem książek dla kobiet. Aby zaimponować swoim nowym znajomym, wysyła córkę na ostatni rok nauki w liceum do amerykańskiej szkoły w Paryżu. Każda inna dziewczyna byłaby zachwycona, ale nie Anna. W Atlancie ma swoją najlepszą przyjaciółkę oraz chłopaka, który bardzo jej się podoba i nie chce ich zostawiać. Na nic zdają się błagania oraz płacz i dziewczyna w końcu przyjeżdża do Francji. Paryż w ogóle jej się nie podoba, a szkoła tym bardziej. Jednak kiedy spotyka Etienne’a, wszystko się zmienia. Jest przystojny, zabawny, bardzo miły i wyrozumiały. Niestety – ma też dziewczynę. Czy we Francji spełnią się wszystkie marzenia Anny? Czy będzie jej dane przeżyć wspaniały pocałunek w Paryżu?
Stephanie Perkins dopiero zaczyna swoją przygodę z pisarstwem. W 2010 roku zadebiutowała powieścią „Anna i pocałunek w Paryżu”, która przyniosła jej wielką popularność. Mnóstwo dziewcząt wprost oszalało na punkcie jej książki, która zdobyła mnóstwo pozytywnych opinii w Stanach Zjednoczonych. Rok później pojawiła się jej kontynuacja, „Lola and the Boy Next Door”, a w tym roku ukaże się jeszcze trzecia część – „Isla and the Happily Ever After”. Obie opowiadają odrębne historie.
Bardzo lubię czytać od czasu do czasu, dla odprężenia, zwykłe młodzieżówki. Można się przy nich pośmiać, wypocząć czy pomarzyć o księciu z bajki. Zazwyczaj są do bólu przewidywalne, ale bardzo miło się je czyta, ponieważ opowiadają historie ludzi takich jak my, którzy przeżywają być może podobne problemy, lecz w końcu wszystko kończy się niewiarygodnie szczęśliwie. Ja już dawno nie miałam z takimi do czynienia, więc kiedy byłam w bibliotece, wybór padł na „Annę i pocałunek w Paryżu”, którą od dawna miałam na oku.
Anna jest dość głupiutką i naiwną bohaterką, która czasem irytowała mnie swoim zachowaniem. Większość jej kłopotów dałoby się rozwiązać w prosty sposób, a ona to niepotrzebnie komplikowała. Etienne był za to wyidealizowany. Przystojny, mądry, zabawny, przyjacielski, wyrozumiały i po prostu wspaniały… W wielu momentach mnie to denerwowało, choć tak podsumowując jego postać, doszłam do wniosku, że nawet go polubiłam. Ze wszystkich bohaterów najbardziej przypadła mi do gustu Rashmi – wierna przyjaciółka, twardo stąpająca po ziemi dziewczyna.
Język, jakim posługuje się Stephanie Perkins, jest prosty, dostosowany do odbiorców, czyli nastolatek. W tekście występuje dużo dialogów, a niestety za mało opisów. Spodziewałam się czegoś więcej, pragnęłam poczuć się, jakbym sama była we Francji, a pod tym względem się zawiodłam. W końcu to nie jest przypadkowe miasto, Paryż, więc powinno się móc wyczuć jego magię i klimat.
Książka jest bardzo przewidywalna i niewiele się w niej dzieje. Były nawet takie momenty, w których się nudziłam lub które mnie irytowały. Jednak mimo to lektura okazała się dość przyjemna, a przede wszystkim niewymagająca, więc te wszystkie błędy aż tak bardzo nie raziły ani nie przeszkadzały.
„Anna i pocałunek w Paryżu” to słodka i infantylna książka dla nastolatek poszukujących swojego księcia z bajki. Czy jest zatem coś, co wyróżnia ją spośród innych o podobnej tematyce? Tak. Uważam, że nie należy do najgorszych z tego gatunku. Szczerze mówiąc, często zabrawszy się za lekturę młodzieżówki, nieraz odrzucałam taką w kąt i do niej nie wracałam. Dodatkowo, akcja rozgrywa się w pięknym i romantycznym Paryżu, który doskonale pobudza wyobraźnię.
Moja ocena: 5/10
 

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

sobota, 15 lutego 2014

"Namiętność sukuba" Richelle Mead

9 komentarzy:

Autor: Richelle Mead
Tytuł: Namiętność sukuba
Tytuł oryginału: Succubus Heat
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 336

Georgina wpada w przygnębienie, a nawet depresję po zerwaniu z Sethem. Kłóci się ze swoimi przyjaciółmi i szefem, Jeromem. Przespała się nawet ze swoim psychologiem. I zaczęła się spotykać z Dantem. Przy nim przynajmniej nie musi się niczego bać. Nie będzie tak żałowała, gdy on w końcu umrze, nie musi się obawiać o skażenie jego duszy. Ale ma on jedną wadę – nie jest Sethem… Pewnego dnia Georgie przekracza granicę i wkurza swojego przełożonego na tyle, że wysyła ją do znajomego demona na jakiś czas, aby popracowała u niego. I może trochę szpiegowała. Wkrótce Jerome znika w niewyjaśnionych okolicznościach, a jakoś nikt oprócz niej i jej przyjaciół za bardzo się tym nie martwi i nie zamierza go odszukać. Georgina znów jest zdana na siebie. Czy uda jej się uratować Jerome’a? Kto za tym wszystkim stoi?
Po przeczytaniu trzeciej części o sukubie, nie mogłam się doczekać, kiedy sięgnę po kolejną. Zakończenie mnie zszokowało, więc jak najszybciej zabrałam się za czwartą. Richelle Mead jak zwykle mnie nie zawiodła i już chyba nigdy w nią nie zwątpię (i tak mi się to nigdy nie zdarzyło). Teraz za cel postawię sobie przeczytanie wszystkich jej książek.
„Namiętność sukuba” nieco różni się od poprzednich tomów. Mamy tutaj okazję lepiej poznać Piekło, pracowników i zasady panujące w nim. Wcześniej cały czas napływały nowe informacje, jednak tutaj dowiadujemy się więcej, co jest dużym plusem.
W powieści pojawiają się nowi bohaterowie, choćby demony mające władzę, tak jak Jerome, nad danym terytorium. I cały czas walczą o powiększenie go. Cedric i Nanette pojawiali się najczęściej. Czytając nie wiedziałam, co mam o nich myśleć, z jednej strony polubiłam któreś z nich, ale z drugiej cały czas mi się wydawało, że coś ukrywa. Georginę, jak wspominałam w poprzednich recenzjach, uwielbiam. To jedna z tych głównych bohaterek, jakich nie da się nie lubić. Richelle Mead idealnie umie takie tworzyć. Za to Seth zaczął mnie trochę irytować. Oczywiście to nie żadna wada, po prostu byłam na niego wściekła za to, co zrobił. Ale później przebaczyłam mu. Warto też wspomnieć o przyjaciołach Georgie. Bardzo sympatyczna grupka. Każdy odznacza się innymi cechami i to za te zachowania się ich kocha. Tak oryginalnej i szalonej paczki to jeszcze nie widziałam. Jerome także wzbudził moją sympatię, choć nie wiem, czy powinien. Czasem nie zachowywał się zbyt dobrze w stosunku do swoich podwładnych, okłamywał ich i nie zależało mu na nich tak bardzo. Ale mimo wszystko miał w sobie to „coś”.
Tym razem Georginie bezpośrednio nie zagraża niebezpieczeństwo, a w poprzednich częściach właśnie tak było. Tym razem to ona musi kogoś ocalić, a nie ktoś ją. Zależało jej na tym, żeby odnaleźć Jerome’a, kiedy inni nie byli do tego chętni. Wcześniej utrzymywali dobre stosunki, co wiadomo z pierwszej części, jednak z tomu na tom jest coraz gorzej i nie wiem, czy dalej można ich nazywać przyjaciółmi. Mimo wszystko czuła do niego jakąś sympatię, ponieważ była gotowa na wplątanie się w niebezpieczną sprawę szukając go.
Richelle Mead posługuje się bardzo przyjemnym językiem. Jasno wyraża swoje myśli, a w każdym tomie przypomina najważniejsze wydarzenie z poprzednich, aby czytelnik czytając na przykład w dużych odstępach serię, mógł się we wszystkim połapać. Sceny erotyczne opisała subtelnie, a w książce nie pojawiła się ich nazbyt wielka ilość, co mogłoby zniechęcić osoby, które ich nie lubią.
Podsumowując, „Namiętność sukuba” utrzymuje poziom poprzedniej części. Zakończenie znów zwala z nóg, kiedy się przewraca ostatnie kartki, nie można uwierzyć, że powieść tak szybko się skończyła. Serdecznie polecam całą serię osobom, które jeszcze nie miały z nią do czynienia, a czytelników, którzy zatrzymali się przy którymś tomie zachęcam do sięgnięcia po kolejne.
Moja ocena: 10/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ II  

sobota, 19 października 2013

"Cień Nocy" Andrea Cremer

13 komentarzy:

Autor: Andrea Cremer
Tytuł: Cień Nocy
Tytuł oryginału: Nightshade
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2011
Liczba stron: 416

Calla jest młodą alfą klanu wilkołaków Cień Nocy. Ma już ustaloną przyszłość przez Opiekunów, którym usługują. Po ukończeniu osiemnastu lat wyjdzie za mąż za alfę drugiego klanu, Kara Nocy, aby stworzyć nową grupę Strażników, której będą razem przewodzić. Do tej pory posłusznie wykonywała wszystkie rozkazy i zgadzała się z ich wolą. Ale kiedy łamie pierwszy zakaz ratując przed śmiercią pewnego chłopaka, zaczyna się buntować…  Robi się coraz niebezpieczniej, kiedy Shay, bo tak miał na imię ten młodzieniec, przenosi się do ich liceum. Calla zaczyna coś do niego czuć, choć Ren, młody alfa Kary Nocy, także nie pozostaje jej obojętny… Co wybierze dziewczyna – miłość czy posłuszeństwo? Swoim wyborem może ryzykować nie tylko własne życie, ale też życie swojej rodziny i przyjaciół.
Andrea Cremer mieszka z mężem i swoimi zwierzakami w Minnesocie. W dzieciństwie uwielbiała marzyć, często udawała się do pięknych i malowniczych miejsc w Wisconsin. Fascynowała ją magia. Jest fanką twórczości Christine Feehan. Debiutem pani Cremer jest „Cień Nocy”, pierwsza część serii. U nas, w Polsce, ukazały się jedynie dwa tomy cyklu, a wydawnictwo prawdopodobnie nie zamierza kontynuować serii.
Wcześniej nie zamierzałam czytać tej książki, nie miałam jej w planach. Ale tak wyszło, że kupiłam ją właściwie przez przypadek. W tamtym roku robiłam sobie prezent na urodziny, a w księgarni internetowej była przecena. Zauważyłam powieść, przeczytałam kilka opinii i postanowiłam dać jej szansę. Czy warto było?
Książka bardzo wciąga. Choć historia sama w sobie nie jest najlepsza, to chętnie zagłębiałam się w fabułę. A później nie mogłam się oderwać. Nawet kiedy nic się nie działo, to czytanie sprawiało przyjemność i chciałam poznać dalszy ciąg opowieści.
Bohaterowie nie są mocną stroną lektury. Są wręcz dużym minusem. Calli nie polubiłam, ale też tak bardzo jej nie znienawidziłam. Często mnie irytowała, podejmowała złe decyzje. A jej zauroczenie Shayem całkowicie niezrozumiałe. Nie podobało mi się to, że tak ryzykowała życie dla tego chłopaka. Jej postać po prostu nie przypadła mi do gustu. Ren za to okazał się całkiem niezły. Na pierwszy rzut oka widać, że zależy mu na Calli i dobru klanu. Nie zmuszał jej do niczego, ale nie podobało mu się jej zainteresowanie Shayem. I w tym go popierałam. Też czułam wściekłość. Samego Shaya nie mogłam znieść. Kiedy tylko się pojawił, wiedziałam, że będą kłopoty. Tak mnie wkurzał, że miałam ochotę rozszarpać książkę na strzępy. Ta jego naiwność, głupota, upór i obstawanie przy swoim…  Nie znał zasad rządzących Strażnikami, a kłócił się o nie z główną bohaterką. Doprawdy, nie mam pojęcia, co ona w nim widziała. Ja sto razy bardziej wolałam Rena. Ale jestem prawie pewna, że dziewczyna wybierze tego drugiego. To najgorsza postać ze wszystkich i nie mogę tego przeboleć.
Końcówka książki jest beznadziejna. Nie chcę za dużo zdradzać, ale miałam nadzieję, że Calla pójdzie po rozum do głowy. Ostatnie pięćdziesiąt stron to męki i katusze, choć akcja mknie w szybkim tempie i czytanie powinno sprawiać największą przyjemność. To nie było na moje nerwy…
Andrea Cremer posługuje się prostym językiem, dzięki któremu powieść czyta się jeszcze szybciej. Potrafi wciągnąć czytelnika w swoją opowieść, choć nie jest ona wysokich lotów. Było dużo opisów, które ułatwiały wyobrażanie sobie świata wilkołaków. Autorka dobrze wyjaśniła czym są Strażnicy i Opiekunowie, świetnie dopracowała ich historię.
„Cień Nocy” ma zjawiskową okładkę. To głównie ona zachęciła mnie do lektury. Pięknie wygląda na półce, przyciąga wzrok. Szkoda, że nie kryje tak wspaniałej treści. Czcionka w środku jest wygodna dla wzroku, nie męczy oczu.
Powieść pani Cremer nie jest zła, ale też nie dobra. Znalazłam w niej wiele mankamentów i niestety nie mogłam zatracić się w historii. Bohaterowie i ich wybory bardzo mnie irytowały, Shaya nie mogłam znieść. Nie wiem, czy sięgnę po drugą część. „Cień Nocy” skończył się tak, że wiem, iż „Blask Nocy” będzie kosztował mnie jeszcze więcej nerwów. Nie wiem, czy chcę wiedzieć, co będzie dalej. Mimo wszystko jest to wciągająca i przyjemna lektura, mniej wymagający czytelnicy mogą być zachwyceni światem przedstawionym przez autorkę.
Moja ocena: 5/10
 

piątek, 11 października 2013

"Wampiry z Morganville. Księga 5: Miasto Widmo" Rachel Caine

5 komentarzy:

Autor: Rachel Caine
Tytuł: Wampiry z Morganville. Księga 5: Miasto Widmo
Tytuł oryginału: The Morganville Vampires. Ghost Town
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2011
Liczba stron: 400

Claire i jej przyjaciele powrócili do Morganville z małej wycieczki, jaką sobie urządzili. Niebezpieczeństwo i tam ich dopadło. Nie mogą zaznać dłuższego spokoju, cały czas przyciągają kłopoty. Tak jest i tym razem. Claire w obliczu zagrożenia zabija wampira, co jest karane w mieście śmiercią. Jednak Amelie, Założycielka Morganville, pozwala jej na odkupienie win poprzez pracę nad nowym systemem ochrony. Dziewczyna musi naprawić maszynę, która odpowiadała za utrzymywanie barier ochronnych, wymazywanie wspomnień, czy tworzenie portali. Podczas wykonywania zadania nie może pozwolić sobie na odpoczynek czy sen, ma dostarczane jedynie jedzenie. To wydaje jej się prawie nie wykonywalne, a jednak dzięki jej inteligencji udaje się. Później okazuje się, że mimo starań maszyna nie działa jak należy, a w Morganville robi się jeszcze niebezpieczniej, o ile to możliwe…
Rachel Caine to amerykańska pisarka powieści fantastycznych z elementami horroru i romansu. Tak naprawdę nazywa się Roxanne Longstreet Conrad. Napisała kilka serii, jednak w Polsce ukazały się do tej pory tylko dwie – „Czas wygnania” oraz „Wampiry z Morganville” powoli dobiegające końca. Za tę drugą serię bardzo cenię sobie autorkę. Nie mam dość tych książek, choć wampiry już dawno mi się znudziły.
Pisarka, choć nie wprowadziła niczego oryginalnego, nie przedstawiła krwiopijców w innym świetle, napisała interesujący cykl. Wszystkie części, które przeczytałam do tej pory, były bardzo wciągające. Z piątą nie jest inaczej.
„Miasto Widmo” trzyma w napięciu. Cały czas martwiłam się o bohaterów, czy przeżyją, czy uda im się uratować innych. W książce co chwilę coś się działo. Nie było czasu na odpoczynek, przyjaciele musieli działać, aby ocalić miasto.
Przez te wszystkie tomy, które mam już za sobą, bardzo zżyłam się z bohaterami, szczególnie czwórką głównych. Eve, Shane, Claire i Michael zostali świetnie wykreowani. Każdy ma zupełnie inny charakter, ale mimo to pasują do siebie i rozumiem, czemu się zaprzyjaźnili. Nie tylko Claire jest ważną postacią – bez pozostałej trójki nie wyobrażam sobie książki, oni także odgrywają ważną rolę. Claire na początku (w pierwszych częściach) wydawała się nieśmiała i nieco zagubiona, lecz zaczęła się zmieniać i z każdym tomem jest coraz pewniejsza siebie, odważniejsza, nie boi się walczyć o dobro ludzi. Ponadto jest bardzo inteligenta, nie bez powodu Amelie dała jej za zadanie naprawienie maszyny. Eve, zwariowana gotka, od początku lubiła Clarie i była za tym, aby zamieszkała z nimi w domu. Nieraz pokazała, że jest prawdziwą przyjaciółką, za którą pójdzie wszędzie. Michael zamieniony w wampira był gotów w każdej chwili bronić przyjaciół i walczyć za nich. I Shane. Zakochałam się w nim od pierwszych stron, na których się pojawił. Tworzy z główną bohaterką wspaniałą parę, jest bardzo opiekuńczy. Czasem okazuje także słabość, jaką jest jego przeszłość, a szczególnie rodzina. W „Mieście Widmo” bohaterowie i ich przyjaźń zostają wystawieni na próbę, która ukazuje, jak silne wiążą ich związki.
Wątek miłosny jest w powieści świetnym dodatkiem. Nie robi z książki przesłodzonego romansu, o nie. Z przyjemnością obserwowałam, jak rodzi się i rozwija uczucie między Claire i Shanem oraz Eve i Michaelem.
Bardzo spodobał mi się wątek z maszyną. W żadnej powieści, jakie do tej pory czytałam, nie spotkałam się z czymś takim. Cieszę się, że Rachel Caine wysila swoją wyobraźnię, aby stworzyć coś oryginalnego, coś, co by zaintrygowało czytelnika. Wcześniejszy komputer także był interesujący – sterował nim mózg martwej osoby, co mnie trochę przeraziło.
Muszę z przykrością stwierdzić, że wydawnictwo się nie spisało przy korekcie książki. Co kilka stron pojawiały się błędy – ortograficzne, interpunkcyjne, literówki. Miałam dość po jakimś czasie. Kilka jeszcze mogłam wybaczyć, lecz tu znalazłam ich mnóstwo. To naprawdę utrudnia czytanie i zaczęłam się zastanawiać, czy ktokolwiek sprawdził powieść przed wydaniem.
Podsumowując, „Miasto Widmo” bardzo mi się spodobało. Dorównuje poziomem do poprzednich części. Całą serię „Wampiry z Morganville” czytam z ogromną chęcią, ale też z sentymentem – to jedne z moich pierwszych książek o wampirach. Serdecznie polecam cały cykl.
Moja ocena: 8/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

niedziela, 22 września 2013

"Zbuntowana" Veronica Roth

15 komentarzy:

Autor: Veronica Roth
Tytuł: Zbuntowana
Tytuł oryginału: Insurgent
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2012
Liczba stron: 368

Po wybuchu wojny między frakcjami nic już nigdy nie będzie takie same. Większą część Altruistów wymordowano. Erudyci szykują plan, który ma im pomóc zapanować nad całym miastem. Nieustraszeni okazali się zdrajcami. Prawość chce pomóc walczyć pozostałym żyjącym osobom z innych frakcji. Natomiast Serdeczność nie chce się mieszać i oferuje schronienie ludziom. Tris właśnie tam na początku się udaje, jednak nie podobają jej się zasady. Zero agresji i bójek. Miłe nastawienie do każdego. To nie w jej stylu. Później przenosi się do Prawości, gdzie w końcu może robić coś pożytecznego. W międzyczasie Tris dowiaduje się, że Erudyci strzegą czegoś, za co jej frakcja była gotowa poświęcić życie. Czy uda jej się zatrzymać wojnę? Co odkryje?
Kilka miesięcy temu miałam przyjemność przeczytać „Niezgodną”. Widziałam różne opinie – pozytywne, negatywne, neutralne. Byłam bardzo ciekawa co się kryje w treści książki porównywanej trafnie bądź nietrafnie do „Igrzysk śmierci”. I… Powieść oczarowała mnie. Naprawdę, nie spodziewałam się tak dobrej lektury. Dużo akcji, walki, wojna, niebezpieczeństwo, miłość…
Pełna nadziei zabrałam się na wakacjach za „Zbuntowaną”. Oczekiwałam tak samo świetnej książki, a nawet lepszej, jak zapewniała mnie siostra. Jednak druga część mnie nieco rozczarowała. Nie bardzo, ale pewien niesmak pozostał. Mimo wszystko z niecierpliwością czekam na kolejny tom.
Przez całą powieść toczy się wojna pomiędzy frakcjami. Co chwila Veronica Roth serwuje czytelnikom nieoczekiwane zwroty akcji. Kiedy wydaje się, że bohaterowie mają chwilę spokoju, kilka stron dalej są atakowani i rozgrywa się kolejna bitwa. Tak naprawdę nie można domyślić się, kto przeżyje, ponieważ autorka nie boi się posłać na śmierć swoich postaci. Uważam to za duży plus, ponieważ książka jest nieprzewidywalna i bardziej realna. Ludzie nie zawsze wychodzą z walk żywi czy tylko lekko poobijani. Nie zliczę ile razy ktoś miał postrzeloną rękę, nogę czy głowę.
Bohaterowie w pierwszej części byli mocną stroną książki. Teraz nie mogę powiedzieć tego samego. Tris zaczęła mnie irytować. Tak bardzo chciała poświęcić swoje życie. Nie pomyślała, że inni, których kochała, zrobili to za nią i jeżeli da się tak łatwo zabić, to ich śmierć pójdzie na marne. Dodatkowo zaczęła się często kłócić z Czterym o głupie rzeczy. Ich związek wiele razy został wystawiony na próbę, a przez jej bezmyślność prawie zerwali. Choć Cztery też nie był bez winy. Oboje powinni sobie bardziej ufać. Te ciągłe sekrety mnie denerwowały. Przez to w tym tomie moja sympatia to tej dwójki nieco opadła, a czytanie nie sprawia już takiej przyjemności, jeżeli nie lubi się bohaterów.
Veronica Roth posługuje się ciekawym językiem. Świetnie opisywała wszystkie walki, dzięki czemu z łatwością mogłam je sobie wyobrazić. Nie nużyły, tylko trzymały w napięciu. Historia rozgrywa się w przyszłości, więc w „Zbuntowanej” nie brakuje przeróżnych nowoczesnych urządzeń wymyślonych przez autorkę. Przedstawiła je w interesującym świetle.
Bardzo spodobało mi się to, że czytelnik mógł się więcej dowiedzieć o innych frakcjach i panujących w nich zasadach, a to dzięki temu, że Tris i Cztery wędrowali po wszystkich częściach miasta. W pierwszej części autorka podała zaledwie skrawki informacji.
Końcówka książki zwalała z nóg. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw i byłam zszokowana. Na początku z natłoku wrażeń nie mogłam zrozumieć o co chodzi i musiałam sobie te ostatnie strony przeczytać jeszcze raz. Takie zakończenie zapowiada wspaniałą ostatnią część.
„Zbuntowana” to świetna powieść. Jest nieprzewidywalna i bardzo dużo w niej akcji. Nie mogę się doczekać finału trylogii, jestem ciekawa, jak to się wszystko skończy. Szkoda, że książka nie była tak dobra, jak jej poprzedniczka, ale mam nadzieję, że tom trzeci zrekompensuje ten mały zawód. Gorąco polecam!
Moja ocena: 9/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

sobota, 21 września 2013

"Marzenia sukuba" Richelle Mead

14 komentarzy:

Autor: Richelle Mead
Tytuł: Marzenia sukuba
Tytuł oryginału: Succubus Dreams
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 304

Georgina znowu ma kłopoty. Ale to już chyba nie nowość, prawda? Co rusz przytrafiają się jej dziwne i niebezpieczne rzeczy. Tym razem chodzi o sny… Ktoś wysysa z niej energię życiową, jaką zabrała od mężczyzn podczas seksu, w trakcie gdy ona ma pełne emocji marzenia nocne, z których nie chce się budzić. Widzi siebie szczęśliwą, której spełniło się jej najskrytsze marzenie… Jednak robi się coraz bardziej niebezpiecznie. Georgie musi coraz częściej znajdywać ofiary, ponieważ jej natura sukuba ją do tego zmusza. Inaczej nie przeżyje. Zastanawia się też, co zrobić, aby jej związek z Sethem przetrwał. Coraz częściej dochodzi do sprzeczek, nie mogą całkowicie poddać się uczuciu, gdyż Georgina może mu zabrać przy tym kilka lat życia. Jak tym razem sukub poradzi sobie z problemami?
Dwa poprzednie tomy serii były świetne. Wspaniale się bawię czytając perypetie Georgie, często poprawiają mi humor i muszę przyznać, że coraz bardziej przywiązuję się do tego cyklu. Po tej części już wiem, że na pewno będę rozpaczać po zakończeniu z nim przygody. Historia sukuba opanowała mój umysł, często myślę o wydarzeniach opisanych w książce, kilka razy mi się śniły (naprawdę!).
Bardzo spodobały mi się sny Georginy przedstawione w tym tomie. Wydawały się dla niej takie realne i piękne. Jak się później okazało, mają dość duże znaczenie, choć wciąż pozostają zagadką (ten kto czytał, powinien wiedzieć o co chodzi). Bardzo spodobał mi się pomysł autorki, jestem nim zachwycona.
Widać, że styl Richelle Mead coraz bardziej się rozwija. Uwielbiam go, właśnie za to pokochałam jej książki. Pisze tak, że nie można się oderwać. Opisy nie są nudnawe i zbyt długie, ale interesujące i pomagają zadziałać wyobraźni.
Wcześniej o tym nie wspominałam, więc teraz to zrobię – uwielbiam kotkę Georginy! Choć niewiele jej w powieści, to nie można jej nie zauważyć. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale po prostu skradła mi serce. Mam słabość do zwierząt, więc proszę mi się nie dziwić. Sama chciałabym mieć kiedyś taką słodką kotkę.
Richelle Mead ma talent w kreowaniu postaci. Wszystkie z nich są niepowtarzalne, prawdziwe i zapadające w pamięć. Mają ludzkie cechy, nie są idealne. Georgina zalicza się do moich ulubionych bohaterek książkowych. Takich trzeba ze świecą szukać! Nie jest szarą myszką, która boi się wyrazić własnego zdania, wręcz przeciwnie. Jest duszą towarzystwa, zawsze wie, co powiedzieć i jest zdecydowana w swoich uczuciach. Setha także uwielbiam. Jak wspominałam w innej recenzji – on pokazuje, że bohater płci męskiej nie zawsze musi być odważny, arogancki i pewny siebie.
Zakończenie powieści zwaliło mnie z nóg. Dosłownie. Traf chciał, że kończyłam „Marzenia sukuba” w środku nocy i po końcówce nie mogłam spać. Byłam oszołomiona i nie mogłam uwierzyć, że sprawy tak się potoczyły. Chociaż nie, nie byłam oszołomiona, tylko wzburzona! Przez resztę nocy przekręcałam się z boku na bok i myślałam o książce.
Podsumowując. „Marzenia sukuba” to wspaniała kontynuacja. Po jej przeczytaniu już nie wiem, czego mogę się spodziewać po kolejnych tomach. Nie mogę się doczekać, kiedy je przeczytam, ale z drugiej strony nie chcę tego zrobić zbyt szybko. Zakończenie wywarło na mnie ogromne wrażenie. Serdecznie polecam, mam ogromną nadzieję, że innym ta powieść spodoba się tak bardzo, jak mi.
Moja ocena: 9/10
 

środa, 21 sierpnia 2013

"Śniąc na jawie" Gwen Hayes

13 komentarzy:

Autor: Gwen Hayes
Tytuł: Śniąc na jawie
Tytuł oryginału: Dreaming Awake
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2012
Liczba stron: 320

Theia uciekła z Podziemi wraz z ukochanym. Może powrócić do normalności – chodzić do szkoły, spotykać się z przyjaciółmi. Jednak już nic nie pozostanie takie, jakim było dawniej. Dziewczyna ma teraz demoniczne moce i nie wie, czego może się po sobie spodziewać. Od czas do czasu odczuwa potężny głód i czasem musi się powstrzymywać, aby nie wyrządzić nikomu krzywdy. Mara, królowa Podziemi, szuka sposobu, aby się zemścić i wkrótce znów pojawia się na drodze Thei i Hadena. Ich bliscy są w niebezpieczeństwie, dlatego muszą zacząć szybko działać. Dodatkowo w szkole nastolatka zaobserwowała dziwne zachowanie osób, za którymi nie przepada. Kto lub co za tym stoi? Czy Theia i Haden w końcu będą mogli być razem szczęśliwi?
Gwen Hayes jest amerykańską pisarką. Mieszka w Pacific Northwest wraz z mężem (jej największą miłością, chłopakiem ze snów), dwójką dzieci oraz z kilkoma czworonożnymi przyjaciółmi. Spod jej pióra wyszło już kilka powieści, jednak dopiero „Strąceni” przynieśli jej największą sławę. Dzięki tej powieści dołączyła do grona najpopularniejszych autorek gatunku paranormal romance.
„Strąconych” czytałam już dawno temu. Kupiłam tę powieść ze względu na okładkę, która mnie zauroczyła. Kiedy ujrzałam ją stojącą na półce w księgarni, pomyślałam, że muszę ją mieć. Dlatego następnego dnia z przeliczonymi pieniędzmi (wtedy jeszcze nie znałam tanich księgarni internetowych, więc zapłaciłam cenę okładkową!) wróciłam i bez namysłu kupiłam książkę. Szybko wzięłam się za czytanie. Powieść bardzo mi się spodobała, ale nie miałam pojęcia, że ma być druga część. Dla mnie historia się zakończyła, co z tego, że nie wiadomo, czy bohaterowie będą żyli razem długo i szczęśliwie tak do końca. Jednak kiedy ukazał się kolejny tom, czekałam na jakąś promocję, aby go kupić. I tak właśnie niedawno wpadła w moje ręce książka „Śniąc na jawie”. I nie stała wcale tak długo na półce!
Powieść nie spodobała mi się tak bardzo, jak pierwsza część. Może jest to kwestia tego, że teraz czytam o wiele więcej i poznałam już tyle podobnych historii, że czasem mam dość. W niektórych momentach się nudziłam, chciałam jak najszybciej skończyć lekturę.
Bohaterowie nie wzbudzili we mnie zbyt dużo emocji. Kiedy ktoś umierał, wcale nie płakałam, nie robiło mi się przykro. Nie przywiązałam się do nich i szybko o nich zapomnę. Zaczynając czytać pamiętałam tak naprawdę tylko imiona głównej bohaterki i jej chłopaka. Theia w tej części zaczęła mnie irytować. Nie bardzo, ale w niektórych momentach, owszem. Bardzo się zmieniła i czasem jej zachowanie było lekkomyślne. Podejmowała głupie i nieprzemyślane decyzje, zaczęła się oddalać od swoich przyjaciół. Haden też nie jest warty zbyt wielkiej uwagi. On także mnie denerwował, autorka mogła go lepiej wykreować. Spodobało mi się natomiast to, że zostały przedstawione największe lęki przyjaciół Thei, dzięki czemu można było ich lepiej poznać. Dwa rozdziały zostały poświęcone Donny i Amelii, w każdym z nich, jedna z dziewczyn prowadziła narrację, co było ciekawym pomysłem. Czytelnik mógł zrozumieć niektóre ich zachowania czy decyzje.
Wątek miłosny za bardzo wysuwa się na pierwszy plan. Był bardzo irytujący i niedojrzały. Theia rumieniła się za każdym razem, kiedy pomyślała o pocałunku. A jeszcze częściej zdarzało się to w obecności Hadena. Zresztą on nie był lepszy. No litości! Ileż można o tym czytać, o tej wielkiej miłości i wyznaniach typu „nie potrafię bez ciebie żyć”?
Za to Podziemia były bardzo interesujące i dość oryginalne. Uwielbiałam, kiedy akcja rozgrywała się w tym miejscu. Autorka barwie opisała stworzony przez siebie świat, szczerze mówiąc sama chciałabym się tam znaleźć (oczywiście tylko w niektórych miejscach), choćby na chwilę.
Okładki obu tomów są piękne. Przyciągają wzrok i zachęcają do czytania. Głównie za sprawą okładki kupiłam „Strąconych” i pomimo tego, że powieść nie jest arcydziełem, nie żałuję.
„Śniąc na jawie” to ciekawa lektura, choć niewyróżniająca się na tle innych romansów paranormalnych. Nie żałuję, że ją przeczytałam i jeżeli ukaże się trzecia część (ale chyba się na to nie zapowiada) to chętnie się z nią zapoznam. Polecam powieść na chwilę wytchnienia i dla mniej wymagających czytelników.
Moja ocena: 6/10

czwartek, 15 sierpnia 2013

"Podboje sukuba" Richelle Mead

10 komentarzy:

Autor: Richelle Mead
Tytuł: Podboje sukuba
Tytuł oryginału: Succubus on Top
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 320

Georgina otrzymuje wyróżnienie za osiągnięcie sukcesów w swoim zawodzie sukuba. Zdeprawowała tyle dusz śmiertelników, że wszyscy są z niej dumni. Tylko nie ona. Gdyby miała wybór, nadal ograniczałaby ich do jak najmniejszej liczby i wybierała tych gorszych mężczyzn. Wszystko za sprawą umowy z jej przełożonym. Nienawidzi swojej pracy i tego kim jest, nie może sobie pozwolić na bliskość z Sethem, którego kocha. Jej problemy miłosne muszą poczekać, ponieważ do miasta przyjeżdża jej dawny przyjaciel inkub, Bastien. Ma on w mieście zadanie do wykonania, a Georgina chce mu pomóc. Dochodzi jeszcze problem z dziwnym zachowaniem jej śmiertelnego kumpla. Jest czym się martwić, a Georgina tego tak nie zostawi. Jakie kolejne niebezpieczeństwa spotkają dziewczynę? Czy jej związek z Sethem Mortensenem przetrwa?
Pierwszy tom serii o sukubie mnie zachwycił. To była świetna lektura, więc bardzo szybko wzięłam się za czytanie drugiego. Mogę spokojnie powiedzieć, że Richelle Mead to jedna z moich ulubionych autorek, że się na niej za zawiodłam i wątpię, aby to się kiedyś stało.
Muszę przyznać, że „Podboje sukuba” okazały się lepsze od „Melancholii…”. Choć tamta część była bardzo dobra, to można w niej znaleźć kilka niedociągnięć. Wybaczyłam je autorce, ponieważ był to jej debiut, ale od tej książki wymagałam już więcej. Pani Mead spełniła moje oczekiwania i ten tom sprawił, że pokochałam całą serię. Już wiem, że kiedy zapoznam się ze wszystkimi, będzie mi brakowało Georginy i chętnie powrócę do jej przygód.
Już teraz bardzo przywiązałam się do bohaterów. Są bardzo realni i naturalni, dzięki czemu wydają się jeszcze bliżsi. Georgie jest wprost urocza. Powinna być bezlitosnym demonem, który uwodzi mężczyzn, jednak ona znalazła miłość swojego życia i ma wyrzuty sumienia, kiedy sypia z innymi. Lecz to wciąż silna kobieta, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Zależy jej na bezpieczeństwie przyjaciół, także tych śmiertelnych. Ma lepsze serce niż niektórzy ludzie, a jest istotą z piekieł. W tym tomie poznajemy także kilku nowych bohaterów, na przykład Bastiena. Polubiłam go, choć czasem jego zachowanie mnie irytowało.
Cała książka nie skupia się oczywiście na rozterkach miłosnych Georginy. Jest w niej mnóstwo akcji, często postaciom grozi niebezpieczeństwo. Richelle Mead zachowała równowagę pomiędzy problemami sercowymi a przygodami, za co należą jej się brawa. Ta granica jest bardzo cienka i łatwo ją przekroczyć, czytelnika często zaczynają nudzić przemyślenia bohaterów i sceny miłosne, lecz w tym przypadku tak nie jest. Powieść czyta się z ogromną przyjemnością i zainteresowaniem.
W „Melancholii sukuba” trochę raziła mnie przewidywalność. Na szczęście w drugim tomie nie ma już tego błędu. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się takiego rozwiązania sprawy i byłam bardzo zaskoczona w wielu momentach.
Przygody sukuba coraz bardziej mnie intrygują. Czuję, że ta seria niedługo stanie się jedną z moich ulubionych. Powieści bardzo wciągają, szkoda tylko, że są tak krótkie. Każda z części ma około trzysta stron, a ja bardzo lubię dłuższe książki. Mimo to autorka wykorzystuje te strony jak najlepiej i mieści na nich dużą ilość akcji, nie ma czasu na nudę w jej dziełach.
„Podboje sukuba” to godna kontynuacja pierwszej części. Widać, że Richelle Mead nie brakuje pomysłów. Umie stworzyć bohaterów, których czytelnicy pokochają całym sercem i cały czas będą chcieli więcej. Serdecznie polecam, mam nadzieję, że tak jak mi spodoba się wam ten cykl.
Moja ocena: 9/10

sobota, 10 sierpnia 2013

"Melancholia sukuba" Richelle Mead

13 komentarzy:

Autor: Richelle Mead
Tytuł: Melancholia sukuba
Tytuł oryginału: Succubus Blues
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 336

Georgina Kincaid jest nieśmiertelnym sukubem mieszkającym w Seattle. To jedno z najlepszych zajęć, o jakim można pomarzyć w piekle. Jest piękna i pożądana przez mężczyzn, którym zabiera energię życiową, może w każdej chwili zmienić postać, wyglądać tak, jak w danej chwili potrzebuje. Jednak Georginie nie podoba się takie życie; nie może poznać prawdziwej miłości, ponieważ zabiłaby swojego chłopaka, nawet gdyby tego nie chciała. Dziewczyna w wolnym czasie zaczytuje się w książkach niejakiego Setha Mortensena. W księgarni, w której pracuje, pojawia się on na spotkaniu autorskim. Georgie ma w końcu okazję go poznać… Jej marzenia muszą jednak poczekać, ponieważ w nadnaturalnym świecie ktoś zaczyna mordować jej nieśmiertelnych znajomych.
Richelle Mead to niezaprzeczalnie jedna z moich ulubionych pisarek. Oczarowała i zachwyciła mnie serią „Akademia wampirów”. Po zakończeniu jej postanowiłam zapoznać się z innymi dziełami autorki. Na pierwszy ogień poszła „Melancholia sukuba”, która była jej debiutem. Cykl o Georginie został już zakończony, liczy sobie sześć tomów. Oprócz tego pani Mead napisała serię „Dark Swan” i zaczęła „Kroniki krwi”, które są powiązane z „Akademią wampirów”. Jej książki odniosły sukces, autorka postanowiła zrezygnować z pracy i zaczęła pisać zawodowo.
Za czytanie zabierałam się pełna nadziei, wierzyłam, że Richelle Mead mnie nie zawiedzie. I tak też się stało. Choć historia z początku nie wyglądała na jakąś szczególnie dobrą, to im dalej zagłębiałam się w fabułę, tym bardziej mnie wciągała i intrygowała.
Bohaterowie zostali wspaniale wykreowani. Nie da się ich nie lubić, nawet tych mniej sympatycznych. Georgina szczególnie zapada w pamięć. To kobieta, którą nie da się pomiatać. Z pozoru wydaje się silna, ale kiedy poznaje się ją bliżej, widać, że ma wrażliwe serce. Spodobało mi się to, że była impulsywna i energiczna, nie bała się wyrazić własnego zdania. Z jednej strony nieco przypominała mi Rose (bohaterkę „Akademii wampirów”), lecz z drugiej bardzo się różniły. Takie postaci zapadają w pamięć. Seth także szybko zdobył moje serce. Jest dla odmiany spokojnym, miłym, nieśmiałym mężczyzną. Jak widać bohater nie zawsze musi być aroganckim, śmiałym facetem, aby podbić serca czytelniczek.
Minusem powieści jest przewidywalność. Niestety łatwo samemu rozwiązać zagadkę morderstwa i odgadnąć kto za tym wszystkim stoi. Na szczęście nie odbiera to przyjemności z czytania i wciąż można rozkoszować się lekturą.
Uwielbiam styl i język, jakim posługuje się pani Mead. W książce nie brakuje interesujących opisów, ale też nie ma ich nadmiaru. Zastosowała narrację pierwszoosobową, co uważam za świetny wybór. Narracja trzecioosobowa by się tu nie sprawdziła i lektura wypadłaby o wiele słabiej. Richelle Mead świetnie przedstawia emocje swojej bohaterki, dzięki czemu czytelnik odczuwa to samo. Scen erotycznych nie ma za dużo, choć można się spodziewać czegoś innego, w końcu sukuby zajmują się kuszeniem i uwodzeniem mężczyzn.
Z ogromną chęcią przeczytam kolejne tomy, wprost nie mogę się tego doczekać. Historia Georginy mnie zaintrygowała, nie była tylko opowiastką o perypetiach miłosnych dziewczyny. Bohaterowie bardzo sympatyczni i oryginalni. Jest to warta uwagi powieść, która powinna się znaleźć na liście obowiązkowych lektur fanów Richelle Mead. Nie zawiedziecie się.
Moja ocena: 8/10

piątek, 17 maja 2013

"Niezgodna" Veronica Roth

13 komentarzy:

Autor: Veronica Roth
Tytuł: Niezgodna
Tytuł oryginału: Divergent
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2012
Liczba stron: 351

Na ruinach Chicago powstało nowe miasto, które zostało podzielone na pięć różnych frakcji. Altruizm – bezinteresowność, Serdeczność – życzliwość, Erudycja – inteligencja, Nieustraszoność – odwaga, Prawość – uczciwość. Tymi cechami odznaczają się mieszkańcy. Każdy w wieku szesnastu lat musi podczas ceremonii wybrać jedną z frakcji. Może zostać w tej, w której się urodził, lub opuścić rodzinę i zdecydować się na inną. Główna bohaterka, Beatrice (pochodząca z Altruizmu) nie może się zdecydować. Z wyborem zwleka do samej ceremonii, a jej wybór zaskakuje wszystkich wokół. Porzuca rodzinną frakcję i przenosi się do Nieustraszoności, gdzie musi walczyć o przetrwanie podczas nowicjatu. Od tamtej chwili staje się odważną Tris. Ma jednak sekret, którego nikt nie może poznać, ponieważ jej życie będzie zagrożone…
Veronica Roth studiowała na Northwestern University. Lubi rozmawiać na Twitterze i Facebooku, pisze także bloga, na którym opowiada o sobie. „Niezgodną” napisała mając zaledwie 21 lat. Prawa do ekranizacji kupiła wytwórnia Summit Entertainment i film już niedługo będzie kręcony.
Książka już od dawna mnie intrygowała. Trochę odstraszało mnie to porównanie do „Igrzysk śmierci”, zazwyczaj nigdy to nie jest prawdziwe ani trafne. Prawie żadna powieść nie dorówna moim ukochanym „Igrzyskom”, a twierdzenie, że przypadkowa antyutopia jest lepsza, sprawia, że gotuję się w środku. To bezsensowny chwyt reklamowy. Jednak muszę przyznać, że „Niezgodna” okazała się świetną książką i sądzę, że przez jakiś czas o niej nie zapomnę.
Bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę. Społeczeństwo podzielone na pięć różnych frakcji, gromadzących ludzi o danych cechach. Moim zdaniem takie coś nigdy by się nie sprawdziło, ponieważ każdy człowiek jest inny i nie da się go przyporządkować do innych, do których może być podobny. Niemniej pomysł uważam za bardzo udany, w końcu nie wiadomo, jak może kiedyś wyglądać świat. Przedstawienie frakcji także mi się podobało. Czytając, czułam jakbym razem z Tris przyłączyła się do Nieustraszonych i musiała odbyć nowicjat.
„Niezgodna” trochę przypominała „Igrzyska śmierci”, ale tylko w niektórych momentach. W obu powieściach bohaterki musiały walczyć o przetrwanie, mogły ufać tylko sobie i z każdym dniem stawały się coraz silniejsze. Walki pomiędzy nowicjuszami były bardzo brutalne i do tej pory zastanawiam się, jak taka mała i słaba (oczywiście fizycznie) Tris trzymała się na nogach.
Bohaterowie są mocną stroną tejże powieści. Beatrice, później Tris tak naprawdę od początku była silną kobietą, tylko musiała to w sobie odkryć. Frakcja, w której się wychowywała, na to nie pozwalała. Główna bohaterka, mimo że każdy mógł się okazać jej wrogiem, chciała pomagać innym, nie oczekując niczego w zamian, odkrywała, że odwaga łączy się z bezinteresownością. Czterego pokochałam niemal od razu. Szybko stał się jedną z moich ulubionych postaci w „Niezgodnej”. O takim chłopaku marzyłaby niejedna dziewczyna.
Veronica Roth posługuje się bogatym językiem i ciekawie opisuje wydarzenia oraz miejsca, które sama wykreowała. Wszystko łatwo sobie wyobrazić i po dokładnym opisie każdej z frakcji (nie takim, jaki znają mieszkańcy, tylko takim, w którym nie zostały pominięte istotne szczegóły, rzeczy, których nikt się nie domyśla) można stwierdzić, którą by się wybrało, gdyby mieszkało się w takim świecie. Ja sądzę, że pasowałabym do Serdeczności, choć Nieustraszoność też nieźle brzmi.
„Niezgodna” na jakiś czas opanowała mój umysł, przeżywałam wszystkie przygody wraz z bohaterami. Wątek miłosny jest i muszę przyznać, że bardzo mi się podobał. Uczucia rozwijały się powoli i cała książka nie skupiała się na nich. Nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam drugi tom. Lektura może się spodobać fanom „Igrzysk śmierci”, ponieważ jest do tej książki podobna, lecz od razu uprzedzam, że nie jest lepsza.
Moja ocena: 10/10

WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ;

wtorek, 29 stycznia 2013

"Nieśmiertelny" Gillian Shields

12 komentarzy:

Autor: Gillian Shields
Tytuł: Nieśmiertelny
Tytuł oryginału: Immortal
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 303
Cena: 29,80 zł

Evie zostaje wysłana przez ojca do Wyldcliffe Abbey, elitarnej szkoły z internatem dla dziewcząt. Babcia, która się nią opiekowała, zachorowała i dziewczyną nie ma kto się zająć. Staje się jedną z nielicznych w szkole stypendystek, które zostają zmuszane do sprzątania naczyń po jedzeniu i wzorowego zachowywania się. Jednak Evie to jakoś nie wychodzi i cały czas pakuje się w kłopoty. Nocami spotyka się z tajemniczym Sebastianem, a za dnia sprzecza się z wrednymi koleżankami. Coraz częściej przytrafiają jej się dziwne rzeczy – miewa wizje, w których widzi dziewczynę bardzo podobną do siebie, ale przybywającą jakby z przeszłości. Czyżby nieznajoma chciała jej coś przekazać?
Sięgając po tę książkę nie spodziewałam się ambitnej lektury. Byłam niemalże pewna, że „Nieśmiertelny” nie wniesie nic do mojego życia. Czasem lubię się pomęczyć z takimi gniotami, żeby bardziej doceniać inne książki. Wzięłam ją po to, aby zobaczyć, co jeszcze nawymyślają autorzy dla pieniędzy i sławy. Jak widać, pomysły im się nie kończą…
Po pierwsze, fabuła. Nie do końca dopracowana. Niektóre wydarzenia nie miały sensu i zastanawiam się, po co autorka umieściła je w książce. Chyba po to, by miała więcej stron. W ogóle nie podobały mi się spotkania Evie z Sebastianem. Były… mdłe, a nie tajemnicze, jakie miały być. Oczywiście główna bohaterka od razu zakochała się w chłopaku wyglądającym jak książę z bajki. Choć bardzo chciała przestać się z nim widywać, nie mogła wytrzymać bez niego choćby jednej nocy i narażała siebie na ostrzeżenie od wymagającej dyrektorki. Ach, jakie to romantyczne!
Po drugie, bohaterowie. Tu już jest zupełne dno. Jedyną wartą uwagi postacią była Sara, którą jako jedyną polubiłam. Tylko ona wywoływała u mnie pozytywne emocje i uśmiech na twarzy. Evie, taka głupiutka, naiwna dziewczynka, którą pani Shields nieudolnie wykreowała. Jej przemyślenia sprawiały, że chciałam rzucić książką o ścianę, co nieczęsto się u mnie zdarza. A Sebastian… Stworzony na siłę, który oczywiście okłamywał z miłości swoją ukochaną. Im bardziej zagłębiałam się w historię, tym bardziej mnie irytował. A jego relacja z ukochaną stypendystką wydawała się taka sztuczna.
Po trzecie, styl autorki. Gillian Shields posługiwała się prostym językiem, ułatwiającym czytanie, co akurat wyszło na dobre. W niektórych momentach umiała mnie zainteresować, choć cały czas nieudolnie próbowała wprowadzić klimat gotyckiego romansu i powieści grozy, jakimi się cechuje ta powieść według opisu z tyłu okładki. Robiła to „na siłę”, przez co książka wydawała się jeszcze bardziej sztuczna i trudniejsza do zniesienia.
Jedyne, co mi się podobało, to fragmenty z pamiętnika lady Agnes, które były dość ciekawe, choć też nie zawsze. Niestety i tu pani Shields nie popisała się oryginalnością, gdyż taki motyw już w innych utworach występował.
Okładka też mi się nie podoba, nie ma w sobie tego „czegoś”. Kolorystyka dość ładna, choć nic nadzwyczajnego. Tylko ten błękit przyciąga wzrok, dobrze dobrany odcień.
„Nieśmiertelny” nie ma w sobie nic, co mogłoby być powodem, dla którego warto to przeczytać. Ot, kolejne czytadło. Kolejny gniot w moich rękach. Zdecydowanie nie polecam.
Moja ocena: 2/10

WYZWANIE: PARANORMAL ROMANCE; CZYTAM FANTASTYKĘ