Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 listopada 2014

"Gra w kłamstwa" Sara Shepard

6 komentarzy:



Emma jest przeciętną nastolatką o dobrym sercu, jednak los nie żałował jej nieszczęść. W dzieciństwie została porzucona przez matkę, która była najważniejszą osobą w jej życiu. Od tego momentu dziewczyna przenosi się z jednej rodziny zastępczej do drugiej, raz lepszej, raz gorszej. Na dwa tygodnie przed swoimi osiemnastymi urodzinami Emma znajduje w sieci przerażający filmik, w którym główną rolę odgrywa dziewczyna niepokojąco podobna do niej. Nastolatka czuje, że podobieństwo nie jest przypadkowe i pragnie poznać osobę z filmiku. Kiedy dociera na miejsce spotkania, zostaje wciągnięta w niebezpieczną intrygę, która może kosztować ją życie… Jakie tajemnice odkryje? Kto za tym wszystkim stoi? I czym jest Gra w Kłamstwa?
Z Sarą Shepard już niejednokrotnie miałam do czynienia. Mogłabym ją nazwać starą znajomą, bo przeczytałam do tej pory osiem jej dzieł. Wcześniej byłam wielką fanką jej serii „Pretty Little Liars”, jednak od piątego tomu poziom tego cyklu coraz bardziej się obniża i niestety teraz za tym cyklem nie przepadam. Jednak zanim przeczytałam część, która mnie bardzo zniesmaczyła, zakupiłam „Grę w kłamstwa”. Po pewnym czasie postanowiłam dać jej szansę, choć podchodziłam do niej bardzo nieufnie. Bałam się, że pani Shepard nie będzie miała do zaoferowania nic nowego. Po lekturze pierwszego tomu „The Lying Game” mam bardzo mieszane uczucia.
W drugiej serii autorki znów pojawia się ten sam schemat. Wprowadzenie w intrygę, ciągłe pogróżki od nieznanego sprawcy, znalezienie głównego podejrzanego, a na sam koniec impreza, podczas której zostaje ujawniony fakt, który zmienia znaczenie wszystkich wcześniejszy poszlak i pozostawia w całkowitej dezorientacji. Książka była bardzo podobna do PLL, miała nawet podobne wątki. Nie rozumiem, dlaczego autorka nie chce pójść dalej, tylko ciągle korzysta ze sprawdzonych pomysłów. Po PLL już widzę, że przedłuża serie na siłę i pisze głównie dla pieniędzy. Moim zdaniem mogłaby stworzyć jedną dłuższą książkę, w której mogłaby połączyć wątki z kilku części, dzięki czemu powieść byłaby bardziej dynamiczna i trzymająca w napięciu.
Mimo wszystko „Gra w kłamstwa” bardzo wciąga. Przeczytałam tę książkę w ciągu kilku godzin, niemal nie odrywając się od lektury. Wciąż zastanawiałam się, kto za tym wszystkim stoi, miałam własne typy podejrzanych i nie mogłam się doczekać rozwiązania zagadki. Nawet po skończeniu lektury moje myśli wciąż były przy „Grze w kłamstwa”. Chciałam natychmiast nabyć drugą część i poznać dalsze losy Emmy.
Bardzo zaintrygowała mnie tytułowa Gra w Kłamstwa. Przez część książki czytelnik nie ma pojęcia o co w niej chodzi, dopiero w połowie poznajemy zasady gry. Kiedy dowiedziałam się, na czym ona polega, pierwsze, co mi przyszło do głowy to to, że bohaterki mają problemy psychiczne. To, co robiły było przerażające. Mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na genialny pomysł naśladowania tych dziewczyn, ponieważ może tym kogoś poważnie skrzywdzić! Podczas czytania lektury, czułam się, jakbym obserwowała prawdziwe psychopatki. Wydawało mi się, że nie tylko główne bohaterki miały nie po kolei w głowie, ale wszystkie postaci. Mam co do tego mieszane uczucia, ponieważ z jednej strony powieść porusza w ten sposób ważne tematy (choćby to, czym jest zemsta), ale z drugiej nie nadaje się dla każdego.
„Gra w kłamstwa” to lektura, która wywołała w mojej głowie zamęt. Wciągnęła mnie o wiele bardziej niż „Pretty Little Liars” i poruszyła ciekawsze wątki, ale miała też minusy. Główna bohaterka mnie irytowała i nie potrafiłam zrozumieć jej toku rozumowania, a co za tym idzie, działań, które podejmowała. Wiem, że przeczytam kolejne tomy, ponieważ chcę poznać rozwiązanie zagadki. Uważam, że jest to godna polecenia książka. Bardzo przyjemnie się ją czyta i może pokazać do czego prowadzi żądza zemsty.
Moja ocena: 7/10

Autor: Sara Shepard
Tytuł: Gra w kłamstwa
Tytuł oryginału: The Lying Game
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 296

sobota, 20 września 2014

"Nigdy nie gasną" Alexandra Bracken

8 komentarzy:


Ruby ponownie wpadła w szpony Ligi Dzieci i tym razem nie ma jak stamtąd uciec. Jako jedna z ostatnich Pomarańczowych jest bardzo cenną zdobyczą nie tylko dla Ligi, ale też żołnierzy czy łowców nagród. Odbywa trening i zostaje przydzielona do jednego z zespołów dzieci. Powoli przywyka do nowego życia, misji i bycia pod władzą dorosłych, choć wciąż nie daje jej spokoju myśl o przyjaciołach. Nie wie, co się z nimi stało, gdzie są, ani czy w ogóle żyją. Sama też nie może czuć się bezpiecznie – Liga tylko sprawia pozory, że chce pomóc dzieciom i wyzwolić je z obozów. Wśród członków czają się zdrajcy, którzy nieoczekiwanie mogą zmieść ich z powierzchni ziemi. Ruby dostaje jednak nieoczekiwaną szansę na wolność, która jest dla niej niczym promień słońca przebijający spośród chmur. Zostaje jej powierzona misja, którą wypełnić może tylko ona z pomocą nielicznego grona przyjaciół…
W kwietniu tego roku miałam okazję przeczytać pierwszą część serii „Mroczne umysły”. Wspominam ją bardzo miło, bo choć nie zachwyciła mnie, przyjemnie spędziłam przy niej czas i uważam, że jest to lektura godna uwagi. Nie powiela znanych już schematów i reprezentuje sobą pewien poziom. Na poznanie kolejnej części nie musiałam długo czekać, bo jej premiera miała miejsce już w sierpniu. Byłam bardzo ciekawa, czy autorka podołała zadaniu i stworzyła drugi tom, który w pełni wykorzystał potencjał trylogii.
Pierwsze kilkadziesiąt stron mnie rozczarowało. Nie potrafiłam się wciągnąć w akcję, a na początku trudno mi było połapać się o co chodzi, ponieważ już w pierwszym rozdziale czytelnik jest nagle wrzucany w wir wydarzeń, coś się dzieje, ale nie do końca wiadomo co. Nowe postaci, intrygi, strzelanina… Czułam się trochę zdezorientowana. Jednak na szczęście później wszystko zwolniło i z łatwością odnalazłam się w fabule. I przepadłam…
„Nigdy nie gasną” tak mnie wciągnęły, że nie mogłam się od nich oderwać. Moją najważniejszą potrzebą stało się poznanie dalszego ciągu wydarzeń, już nie mogłam się doczekać, kiedy dowiem się, co się dalej zdarzy. Niestety z powodu braku czasu czytałam tę powieść z dość dużymi odstępami czasu, co nie pozwoliło mi czerpać aż tak wielkiej przyjemności z lektury, jak chciałabym.
Alexandra Bracken dopiero w tej części pokazała pełnię swoich umiejętności pisarskich. Dowiodła, że naprawdę potrafi stworzyć świetną młodzieżową historię, która zawładnie sercami czytelników. Jedyne, co mi znów przeszkadzało w jej warsztacie literackim jest pewien chaos, który autorka wprowadza do swojego tekstu. Zazwyczaj bywało to w momentach, w których akcja toczyła się w najszybszym tempie. Miałam wrażenie, jakby nie nadążała ze spisywaniem wszystkich swoich myśli, przez co czasem musiałam przeczytać dany fragment kilka razy, aby zrozumieć, co się właściwie wydarzyło.
A jeśli chodzi o wątek miłosny… Zauroczył mnie. Jest on bardzo subtelny, co zawsze u mnie sprawia, że coraz bardziej się niecierpliwię o rozwój relacji pomiędzy bohaterami. Oczywiście w pozytywnym sensie. Po tej części czuję niedosyt i jestem ciekawa, co się dalej wydarzy pomiędzy Ruby a Liamem. A jeśli już o nim mowa, to jest on tak doskonale niedoskonały, że chyba każdą czytelniczkę przyprawia o szybsze bicie serca.
„Nigdy nie gasną” to świetna kontynuacja „Mrocznych umysłów”. Zakończenie znów wprawia w osłupienie i pozostawia niedosyt. Jestem bardzo ciekawa, jak zakończy się ta trylogia, bo nie potrafię sobie wyobrazić, co może się zdarzyć w ostatnim tomie. Myślę, że będzie jeszcze bardziej szokujący niż poprzednie…
Moja ocena: 8/10
Autor: Alexandra Bracken
Tytuł: Nigdy nie gasną
Tytuł oryginału: Never Fade
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2014
Liczba stron: 480

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte
http://otwarte.eu/

czwartek, 3 lipca 2014

"Tylko dzięki miłości" Bogna Ziembicka

4 komentarze:

Autor: Bogna Ziembicka
Tytuł: Tylko dzięki miłości
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2014
Liczba stron: 400

Zuzanna Hulewicz przeżywa żałobę po tragicznej śmierci swoich rodziców i siostry. Opiekuje się nią babcia Jadwiga. Razem często bywają w dworku w Różanach, gdzie mieszka mężczyzna, w którym dziewczyna jest zakochana od długiego czasu, a który jest nieosiągalny. Odbywają również niesamowite podróże po Europie, dzięki którym Zuzia poznaje Joachima. Na początku jest on dla niej obojętny, jednak później ich znajomość przeradza się we wspaniałą przyjaźń, a nawet coś więcej. Jednak przychodzą ciężkie czasy, a wraz z nimi wojna i Zuzanna musi się pożegnać z osobami, które znała i kochała. Czy jeszcze kiedyś się z nimi spotka? Czy te relacje przetrwają wojnę?
Seria Bogny Ziembickiej o Różanach jest niezwykle bliska mojemu sercu. Autorka pięknie pisze o naszej ojczyźnie, o Krakowie i powinna być przykładem dla innych polskich pisarzy, ponieważ pokazuje, że nie trzeba przenosić akcji do innego kraju, aby zainteresować czytelnika. Jej książki mnie zachwycają i jestem ogromną fanką serii o Zosi Boruckiej. „Tylko dzięki miłości” to dodatkowa część cyklu opowiadająca o młodości jednej z bohaterek.
Pani Zuzanna od początku była jedną z moich ulubionych postaci. Już wcześniej bardzo podobały mi się fragmenty z jej dziennika i bardzo się ucieszyłam, kiedy się dowiedziałam, że ma powstać cała książka. Czy była ona tak dobra, jak pozostałe części? Czy może okazała się zbędna?
Historia opisana przez autorkę niezwykle mnie wciągnęła. Tym bardziej, że w tle ukazywała prawdziwe wydarzenia z historii Polski, ale też i świata. Czytając ją, naprawdę przenosiłam się do czasów dwudziestolecia międzywojennego i czułam ten klimat zbliżającej się wojny. Podchodziłam do tego bardzo emocjonalnie, przeżywałam wszystkie wydarzenia wraz z bohaterką. Czas wojny Bogna Ziembicka również pokazała świetnie. Mogłam zobaczyć ją z punktu widzenia zwykłych ludzi.
Niestety, w powieści niewiele się dzieje. Bywało wiele stron, na których w każdym wpisie Zuzanny widniało zaledwie parę krótkich zdań. Przyznam, że się wtedy nudziłam i miałam ochotę przekartkować książkę do ciekawszego momentu, ale byłoby to wbrew moim zasadom i musiałam to przetrwać.
W „Tylko dzięki miłości” pojawiało się wiele rysunków czy wycinków z gazet, co sprawiło, że książka naprawdę przypominała dziennik. Uważam to za ciekawy zabieg, lecz niestety nie wszystkie artykuły mnie zaciekawiły. Niektóre czytałam z prawdziwym zainteresowaniem, natomiast inne mnie nudziły. W niektórych miejscach było ich naprawdę dużo i szczerze mówiąc, lekko mnie to irytowało. Wolałam czytać kolejne zapiski z dziennika. Muszę jednak pochwalić wydawnictwo, ponieważ te wycinki prezentują się naprawdę świetnie, wyglądają jak prawdziwe fragmenty gazet z lat trzydziestych XX wieku, dodają wspaniałego klimatu.
Muszę jeszcze koniecznie pochwalić okładkę, która jest przepiękna. Naprawdę mnie zachwyciła i świetnie pasuje do całej książki. Zdjęcia z tyłu również są wspaniałe i niezwykle klimatyczne. Oddają urok tamtych lat. Wydawnictwo Otwarte włożyło w nią mnóstwo pracy i zadbało o każdy szczegół.
„Tylko dzięki miłości” to lektura warta uwagi. Koniecznie powinni ją przeczytać fani cyklu o Różanach, ale nie tylko. Do zapoznania się z tą częścią nie potrzeba znajomości poprzednich. Uważam, że jest ona świetnym dodatkiem do serii i spodoba się osobom, które tak jak ja polubiły panią Zuzannę. Serdecznie polecam i czekam na kolejne dzieła spod pióra pani Ziembickiej.
Moja ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte!
http://otwarte.eu/

środa, 2 kwietnia 2014

Premierowo: "Mroczne umysły" Alexandra Bracken

7 komentarzy:

Autor: Alexandra Bracken
Tytuł: Mroczne umysły
Tytuł oryginału: The Darkest Minds
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2014
Liczba stron: 456

Ruby w wieku dziesięciu lat trafia do obozu „rehabilitacyjnego” dla dzieci cierpiących na chorobę OMNI. Wkrótce całe młode pokolenie Stanów Zjednoczonych znajduje się w podobnych miejscach, a rząd próbuje przekonać rodziców, że wysyłając swoje pociechy do obozu, postępują dobrze. Jednak władze ukrywają prawdę przed całym narodem. OMNI nie jest niebezpieczne, a dzieci nie da się wyleczyć z ich nadzwyczajnych zdolności. W obozach zostają podzielone według kolorów przypisanym ich zdolnościom – Zieloni, Niebiescy, Czerwoni, Żółci, Pomarańczowi. Ruby została przydzielona do Zielonych, lecz tak naprawdę jest jedną z Pomarańczowych, których uważa się za niebezpiecznych. Musi ukrywać to, kim jest, aby przeżyć…
Alexandra Bracken to młoda autorka książek młodzieżowych, które znajdowały się na szczycie list bestsellerów. Jej debiutem było „Brightly Woven”, które niestety nie zostało wydane u nas w Polsce. Kolejną serią jej autorstwa jest trylogia „Mroczne umysły”, której pierwsza część ma dzisiaj swoją premierę w Polsce.
„Mroczne umysły” intrygowały mnie już od pierwszych zapowiedzi. Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, co takiego mnie przyciągało do tej książki, ale po przeczytaniu opisu zapragnęłam ją przeczytać. Mój czytelniczy instynkt mówił mi, że powieść bardzo mi się spodoba i mnie nie zawiedzie. Czy rzeczywiście tak było?
Pierwsze co zauważyłam w lekturze, i to niezbyt pozytywne, to pewien chaos. Autorka nie wytłumaczyła na początku najważniejszych rzeczy, przez co się pogubiłam i zastanawiałam, czy nie ominęłam jakiejś ważnej części w książce. Przykładowo, nie zostało wyjaśnione, jakim umiejętnościom przyporządkowany jest dany kolor. Sama musiałam się tego domyślać, a przypuszczenia się potwierdzały dopiero w trakcie lektury. Powieść sama w sobie nie jest chaotycznie napisana, tylko wydaje mi się, że pani Bracken na początku się trochę pogubiła.
Ogromnym plusem książki są jej bohaterowie. Na początku nie mogłam się przekonać do Ruby, lecz szybko ją pokochałam i zrozumiałam jej dotychczasowe zachowanie. Pod koniec lektury byłam z nią tak zżyta, że nie chciałam opuszczać świata „Mrocznych umysłów”. Nie potrafię nawet stwierdzić, który bohater stał się moim ulubionym. Ruby lubiłam tak samo bardzo jak Liama, Pulpeta i Suzume i brak choć jednej z tych postaci obniżyłby moją ocenę dzieła. Nie wyobrażam sobie bez nich tej książki.
W „Mrocznych umysłach” wiele się dzieje. Często zdarzają się nieoczekiwane zwroty akcji, które przyspieszają bicie serca. Przez to powieść bardzo wciąga, nie mogłam się od niej oderwać i wciąż o niej myślałam.
Zakończenie mnie wzruszyło. Nie wywołało łez, ale wzbudziło we mnie mnóstwo emocji. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli zbyt długo czekać na drugą cześć, ponieważ nie mogę się doczekać, kiedy poznam dalszą część historii Ruby. Końcówka bardzo mnie zaskoczyła i nie mogę uwierzyć w to, co się wydarzyło. Nienawidzę takich zakończeń.
Podsumowując, „Mroczne umysły” to bardzo dobra powieść z wielkim potencjałem. Może nie do końca wykorzystanym, nie zwaliła mnie z nóg ani nie zafascynowała, lecz świetnie się ją czytało. Mam nadzieję, że drugi tom mnie nie zawiedzie i Alexandra Bracken pokaże, na co ją stać.
Moja ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ II  

niedziela, 9 marca 2014

"Zagrożeni" C.J. Daugherty

10 komentarzy:

Autor: C.J. Daugherty
Tytuł: Zagrożeni
Tytuł oryginału: Night School. Fracture
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2014
Liczba stron: 384

Allie przetrwała już w Cimmerii letni semestr i część kolejnego. Przybywając do tej szkoły, nie sądziła, że poczuje się w niej jak w domu i pokocha to miejsce całym swoim sercem. Jednak w akademii nie jest już bezpiecznie – Nathaniel może zaatakować w każdej chwili, a wciąż nie wiadomo, kto jest jego szpiegiem. Nikt już sobie nie ufa, wszyscy podejrzewają siebie nawzajem, wybuchają wewnętrzne walki. Wróg wydaje się być niezwyciężalny, ale Allie zamierza pomścić wszystkich zmarłych i rozpoczyna własne śledztwo. Czy szkoła jest gotowa na kolejny atak? Co odkryją Allie i jej przyjaciele?
Poprzednie dwa tomy serii „Wybrani” zachwyciły mnie. Już dawno żadna młodzieżówka tak pozytywnie mnie nie zaskoczyła. Na początku miałam małe obawy, że to kolejny schematyczny paranormal, ale okazało się, że lektura nie zawiera wątków fantastycznych, lecz elementy powieści kryminalnej.
„Zagrożeni” dorównują poziomem swoim poprzedniczkom. Powieść czytało się bardzo szybko i wciągała mnie tak, że nie mogłam oderwać się od lektury. A kiedy już udało mi się to zrobić, to wciąż myślałam: „co będzie dalej?”. Ta książka naprawdę uzależnia i żałuję, że jest taka krótka. Mam nadzieję, że pani Daugherty zafunduje nam większą ilość stron w dwóch kolejnych tomach. Byłabym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdyby okazało się, że czekają mnie dwie wspaniałe cegiełki. Jednak, szczerze mówiąc, nie liczę na to, że książki będą aż tak długie.
Wiele osób dziwi się, co takiego może mieć w sobie zwykła młodzieżówka i zazwyczaj zniechęcają się do czytania, ponieważ uważają, że czekają ich ambitniejsze lektury. Może i ambitniejsze tak, ale „Zagrożeni” dostarczają mnóstwo rozrywki i warto się czasem oderwać od książek „z wyższej półki”, bo nawet wśród popularnych powieści dla nastolatek można odnaleźć perełki. A jeżeli chodzi o pytanie zawarte w pierwszym zdaniu tego akapitu – naprawdę ciężko na nie jednoznacznie odpowiedzieć, ponieważ tak wiele czynników wpływa na świetność tej serii: szybka akcja, nietuzinkowy wątek Nocnej Szkoły (który nieraz NAPRAWDĘ zaskakuje), główna bohaterka, która jest mądrą i odważną młodą kobietą, a także Sylvain, w którym ja jestem okropnie zakochana.
Skoro już wspomniałam o Sylvainie, czas na analizę wątku miłosnego. W tej serii naprawdę mi on nie przeszkadza, śledzę go wręcz z niemałym zainteresowaniem. W pierwszej części był według mnie nieco przesłodzony, lecz później się to unormowało. W „Zagrożonych” było go nawet mniej niż w poprzednich tomach. Jednak nieco mnie irytowało to, że Allie wciąż się waha – Carter czy Sylvain. Za tym pierwszym nie przepadam, ale Sylvain… On jest jednym z największych plusów powieści. Mam nadzieję, że główna bohaterka dobrze wybierze, bo inaczej bardzo się zdenerwuję.
W „Zagrożonych” zostało odkrytych więcej tajemnic. Już dużo wiadomo na temat rodziny Allie i czym się zajmuje Nocna Szkoła. Bardzo podoba mi się to, co autorka wymyśliła, należą się jej ogromne brawa za ten wspaniały pomysł. Mam nadzieję, że dobrze to dalej rozwinie.
 „Zagrożeni” to świetna lektura. Łączy w sobie wszystko, co najbardziej lubię w książkach. Czekam z niecierpliwością na ostatnie dwa tomy. Jeżeli ktoś jeszcze zastanawia się nad przeczytaniem tej serii, niech w końcu zdecyduje się na to. Gwarantuję, że nie poczuje się oszukany. „Wybrani” to jedna z moich ulubionych serii młodzieżowych i mam nadzieję, że wszystkim innym cykl spodoba się równie mocno. Gorąco polecam.
Moja ocena: 10/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte

piątek, 1 listopada 2013

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" Matthew Quick

8 komentarzy:

Autor: Matthew Quick
Tytuł: Niezbędnik obserwatorów gwiazd
Tytuł oryginału: Boy 21
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 316

Finley od urodzenia mieszka w Bellmont i nigdy nie opuścił tego miejsca. Dla niego całym światem jest to małe i niebezpieczne miasteczko, gdzie rządzą gangi i irlandzka mafia. Mieszka tu z dziadkiem, który nie ma obu nóg i wciąż tęskni za swoją zmarłą żoną oraz z ojcem pragnącym zapewnić lepsze życie synowi od tego, jakie sam miał. Jego matka umarła, kiedy był mały i nikt z rodziny nie chce wspominać okoliczności jej śmierci. Sam Finley niewiele mówi, tylko wtedy, kiedy jest to konieczne. Jedyną osobą, która go rozumie, jest Erin – jego przyjaciółka i dziewczyna. Razem trenują grę w koszykówkę, oboje są w szkolnej drużynie. Wieczorami przesiadują na dachu jego domu i obserwują gwiazdy marząc o wyjeździe z Bellmont. Wszystko się zmienia, kiedy trener prosi Finleya o pewną przysługę. A przecież trenerowi nie można odmówić…
Matthew Quick to amerykański pisarz. Po rzuceniu pracy nauczyciela j. angielskiego, zadebiutował w 2008 roku powieścią „Poradnik pozytywnego myślenia”, jaka doczekała się ekranizacji w rolach głównych z Bradley’em Cooperem oraz Jennifer Lawrence, która dostała za tę rolę Oscara. Zostały wydane już cztery jego książki, piątą jeszcze pisze. W Polsce ukazały się do tej pory dwie – „Poradnik pozytywnego myślenia” oraz niedawno wydana „Niezbędnik obserwatorów gwiazd”.
Już od dawna miałam zamiar zapoznać się z twórczością Quicka. Kilka miesięcy temu zakupiłam jego pierwsze dzieło, jednak do tej pory nie znalazłam czasu na jej przeczytanie. Kiedy w moje ręce wpadła jego najnowsza książka, od razu zabrałam się za lekturę. Zachęcił mnie fragment opinii zamieszczony na tylnej części okładki: „Daje czytelnikowi poczucie nadziei i optymizmu”. Ostatnio potrzebowałam właśnie takiej powieści, która podniosłaby mnie na duchu. Ta sprawdziła się wyśmienicie.
Bohaterowie to chyba największy atut lektury. Finley był mi bardzo bliski. Rozumiałam każdą jego decyzję, razem z nim odczuwałam te wszystkie emocje, przeżywałam radość i smutek. Wiele razy przy czytaniu towarzyszyło mi współczucie dla niego. Erin także bardzo polubiłam. Była bardzo naturalna, co wyróżniało ją spośród innych bohaterek, których zachowania wydają się czasem sztuczne. Wspierała swojego przyjaciela i nie kwestionowała jego wyborów. Pozwalała mu milczeć, rozumiała go nawet wtedy, kiedy nic nie mówił. Porozumiewali się bez słów. To piękny przykład prawdziwej przyjaźni i miłości.
Wspaniały okazał się wątek kosmosu. Bohaterowie interesowali się nim, a przede wszystkim uwielbiali patrzeć na gwiazdy. Wtedy i ja zaczynałam snuć z nimi marzenia i zachwycać się pięknem wszechświata. Podczas czytania książki sama zapragnęłam położyć się w nocy na ziemi, obserwować niebo i zapomnieć o wszelkich troskach.
Russ, czy też Numer 21 okazał się intrygującą postacią. Przeżywał trudny okres, trudno mi było sobie wyobrazić siebie w podobnej sytuacji. Jego przyjaźń z Finleyem wydawała się bardzo szczera i prawdziwa. Rzadko teraz znaleźć taką relację dwojga ludzi. Byli w stanie poświęcić dla siebie to, co najbardziej kochali. Wydawali się tak do siebie podobni, a zarazem tak różni. Ciężko mi opisać ten wątek powieści, niesamowicie mnie poruszył i nie da się tego wyrazić w słowach.
„Niezbędnik obserwatorów gwiazd” bardzo mnie wzruszył. W wielu momentach miałam ściśnięte gardło i łzy napływały mi do oczu. Na koniec nie opanowałam emocji i płakałam, szczerze płakałam. Nie ze smutku, lecz z piękna książki. Długo nie mogłam się po tym pozbierać. To tak pozytywna lektura, pełna nadziei, poprawiająca humor i sprawiająca, że bardziej optymistycznie podchodzi się do życia. I przy okazji można sobie pomarzyć obserwując gwiazdy…
Podsumowując, „Niezbędnik obserwatorów gwiazd” to wspaniała i przepiękna powieść. Świetnie się ją czyta i może naprawdę wiele nauczyć, choćby cierpliwości dla innego człowieka. Jest to uniwersalna książka, każdy może się z nią zapoznać, bez względu na wiek i uważam, że każdy znajdzie w niej coś pozytywnego dla siebie. Ja już się nie mogę doczekać drugiego spotkania z panem Quickiem!
Moja ocena: 10/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte

niedziela, 13 października 2013

"Wiosna w Różanach" Bogna Ziembicka

3 komentarze:

Autor: Bogna Ziembicka
Tytuł: Wiosna w Różanach
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 370

Zofia Borucka po wielu trudnościach i przykrościach odnalazła szczęście. Odzyskała dom w Różanach, który tak bardzo kochała, a jej związek z Krzysztofem kwitnie, spodziewa się jego dziecka. Eryk cierpi po jej wyborze, jednak jest w każdej chwili gotów, aby powrócić do Zosi. Natomiast Marianna poznaje dwóch przystojnych panów, którzy okazują jej zainteresowanie. Co z tego wyniknie? Wkrótce życie Zosi zaczyna się walić. Spotyka ją nieszczęście za nieszczęściem i odbiera jej wszelką chęć do życia. Jej najbliżsi również muszą poradzić sobie z tymi problemami i nauczyć się dalej egzystować. Panna Borucka wyjeżdża do Włoch, Marianna randkuje z dwoma mężczyznami, natomiast Eryk szuka pocieszenia u koleżanki z pracy. Poznajcie dalszą historię bohaterów poznanych w „Drodze do Różan”!
Pierwszy tom serii niezmiernie przypadł mi do gustu. Byłam zachwycona samą ideą, jak i wykonaniem. Dawno powieść obyczajowa tak mnie nie wciągnęła, przeżywałam wszystko wraz z bohaterami, razem z nimi płakałam i śmiałam się. Może dlatego, że akcja została osadzona w Polsce, a dokładnie w Krakowie i pobliskich Różanach, co sprawiło, że opowieść stała się dla mnie bardziej realna i bliska. Z niecierpliwością wyczekiwałam nowego wydania drugiej części, które pięknie się prezentuje.
„Wiosna w Różanach” jak najbardziej spełniła moje oczekiwania. Stęskniłam się za Zosią, a dzięki tej książce mogłam do niej powrócić. Cała historia jest wspaniała, wzruszająca i wzbogacona o nowe wątki, jakich nie było w pierwszym tomie.
Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to większa rola Marianny w książce. W poprzednim tomie owszem, była ważna, ale tutaj ośmielę się nawet stwierdzić, że więcej rozdziałów było poświęconych jej, a nie Zosi. Uważam to za duży plus, ponieważ pani Ziembicka nie skupia się na jednej postaci, ale tworzy z wielką dokładnością każdego bohatera. Historia Marianny okazała się niezwykle ciekawa, tym bardziej, że przyjaciółkę panny Boruckiej bardzo polubiłam już w „Drodze do Różan”.
Bardzo się cieszyłam, że mogłam znów „spotkać się” z Zosią, choć serce mi się krajało, kiedy czytałam o jej cierpieniu i co jej się przydarzyło. Początkowo nie mogłam w to uwierzyć. Jej powrót do normalności, codzienności odbywał się stopniowo. Nie popadła w zbyt wielką depresję, ale też nie przeszła obok tragedii obojętnie, zostało to przedstawione bardzo realistycznie. Autorka dobrze zrobiła, że dodała wątki Marianny, ponieważ gdyby ta część skupiała się tylko na Zosi, z czasem czytelnik zaczynałby się nudzić jej chwilami słabości. To zostało zastąpione rozdziałami o jej przyjaciółce.
Co kilkadziesiąt stron występowały także Przepisy Pani Zuzanny na proste potrawy, które zostały wspomniane w książce. Za każdym razem, kiedy niania gotowała, ja robiłam się głodna. Ten zbiór kilku przepisów jest idealnym rozwiązaniem. Każda kobieta będzie mogła nie tylko przeczytać powieść, lecz także jej posmakować!
Bogna Ziembicka posługuje się niesamowitym językiem, który sprawiał, że powieść pochłaniała mnie bez reszty. Nie sądziłam, że obyczajówki mogą tak wciągać, ale ta jest tego najlepszym przykładem. Wykreowała intrygujących bohaterów, z którymi bardzo szybko się zżyłam. Pani Ziembicka ma naprawdę świetny styl i przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jej pióra.
Wątek Natalii Berg również okazał się interesującym dodatkiem. W pierwszej części mieliśmy okazję ją poznać, ale była to postać epizodyczna. Tym razem odegrała ważniejszą rolę. Czytelnik ma okazję poznać jej przeszłość i zamiary dotyczące innych bohaterów. Tę część powieści czytałam niemal z napięciem i byłam ciekawa, co wyniknie z jej intryg.
Podsumowując, „Wiosna w Różanach” to doskonała powieść na jesień. Można się oderwać na chwilę od szarej rzeczywistości. W tej części wiele razy się wzruszyłam, wydaje mi się, że było w niej więcej smutnych chwil. Bogna Ziembicka od teraz staje się jedną z moich ulubionych polskich autorek. To wspaniały przykład, że Polak też potrafi napisać coś dobrego!
Moja ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte
Możecie również przeczytać wywiad z autorką przeprowadzony przeze mnie - klik.

wtorek, 24 września 2013

Przedpremierowo: "Dziedzictwo" C.J. Daugherty

6 komentarzy:
PREMIERA 25 WRZEŚNIA

Autor: C.J. Daugherty
Tytuł: Dziedzictwo
Tytuł oryginału: Night School
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 398

W Akademii Cimmeria rozpoczyna się jesienny semestr. Uczniowie przyjeżdżają do szkoły wcześniej niż zazwyczaj, aby pomóc w remontach mających przywrócić budynkowi dawny blask, ponieważ został zniszczony przez pożar. Większość sypialni spłonęła, w bibliotece część zbiorów i zabytkowych mebli przepadła. Allie również zgłasza się na ochotnika do pomocy przy odnowieniu szkoły. Nowy semestr nie zapowiada się zbyt dobrze – atak, jaki miał miejsce na wakacjach utrzymuje dziewczynę w przekonaniu, że teraz powinna być ostrożniejsza niż zwykle. Isabelle jest tego samego zdania, dlatego postanawia, że Allie musi zacząć uczyć się samoobrony. Szkoła wciąż jest narażona na ataki ze strony Nathaniela, a prawdopodobnie wśród uczniów lub nauczycieli znajduje się zdrajca, który wyjawia wszystkie plany wrogowi. Kto nim jest? Co planuje Nathaniel? Jaką rolę odgrywa w tym Allie?
Około pół roku temu miałam okazję przeczytać „Wybranych”. Powieść pozytywnie mnie zaskoczyła, wręcz oczarowała. Okazała się nie być szablonową młodzieżówką, jakich pełno, ale niezmiernie intrygującą i wciągającą historią z wątkami sensacyjnymi, które uwielbiam. Z niecierpliwością wyczekiwałam informacji na temat drugiego tomu. Skakałam z radości trzymając go po długim oczekiwaniu w swoich rękach. Jak wypadł w porównaniu do „Wybranych”? Znakomicie!
„Dziedzictwo” zaczęło się bardzo intrygująco i tajemniczo. Nie wiedziałam co się dzieje, dlaczego, kto, jak, gdzie. Dopiero później pani Daugherty to wyjaśnia. Zresztą nie tylko początek jest taki. Cała powieść wciąga, zaniedbywałam swoje obowiązki, aby móc dowiedzieć się, co stanie się dalej. Wracając ze szkoły myślałam tylko o tym, aby czytać dalej. Przeżywałam tę historię całym swoim sercem.
Bohaterowie są mocną, może nawet najlepszą stroną książki. Allie przez poprzedni semestr w Cimmerii bardzo się zmieniła i widać to na pierwszy rzut oka. Moim zdaniem wyszło jej to na dobre. Może i miała słabsze momenty, w których użalała się nad sobą i nie za bardzo mi się to podobało, ale przecież każdy ma gorsze chwile. Poza tym jej postać została świetnie wykreowana, jest to jedna z bohaterek, które bardzo miło się wspomina. Carter także przeszedł pewną przemianę. Bardziej otworzył się przed innymi i w końcu mogłam poznać jego przeszłość, która mnie ciekawiła już w poprzednim tomie. Jednak jego zazdrość stała się irytująca i warunki, jakie stawiał swojej dziewczynie, były idiotyczne, kolokwialnie mówiąc. Za to Sylvain… Mmm, bezsprzecznie moja ulubiona postać. Szybko wybaczyłam mu wcześniejsze zachowanie (szybciej niż Allie) i wrócił do moich łask. Zdobył moje serce i fragmenty, w których występował, czytałam z wypiekami na twarzy i przyspieszonym tętnem.
Wątek miłosny, który w tamtej części wydawał mi się trochę sztuczny i przerysowany, tym razem został idealnie poprowadzony. Uczucia nie rozwijały się tak szybko, a bohaterowie potrzebowali czasu na ich zrozumienie. Na pewną sytuację musiałam czekać niemal przez całą książkę, niemal płacząc z niecierpliwości i napięcia.
C.J. Daugherty dopiero w „Dziedzictwie” pokazała swój prawdziwy talent. „Wybrani” byli jej debiutem, a dopiero po kolejnych tomach i książkach można ocenić, czy autor naprawdę potrafi pisać i nie osiądzie na laurach z poprzedniego dzieła. Niesamowite opisy i wspaniale wykreowane postaci to jedne z licznych plusów powieści.
Wydawnictwo Otwarte naprawdę się postarało i zaprojektowało piękne okładki. Mają klimat grozy i tajemniczości, przyciągają wzrok i wspaniale pasują do treści. Z każdą częścią lepsza, mam nadzieję, że trzecia również mnie nie zawiedzie.
W książce znalazły się również wątki sensacyjne, oczywiście umiejętnie prowadzone, zaskakujące i intrygujące, niczym z dobrego kryminału. Cały czas zastanawiałam się, kto jest zdrajcą szkoły, nie wiedziałam już, kogo mam podejrzewać, więc podejrzewałam wszystkich. Moje domysły po części się sprawdziły, lecz niestety wciąż nie znam tożsamości zdrajcy.
„Dziedzictwo” okazało się jeszcze lepsze od swojej poprzedniczki. C.J. Daugherty poprawiła błędy, które popełniła wcześniej i teraz tak naprawdę do niczego nie mogę się za bardzo przyczepić. Historia tak mnie wciągnęła, że nie wiem, jak ja będę funkcjonować do premiery trzeciego tomu. Serię już teraz będę zaliczać do moich ulubionych. Właśnie tak powinny wyglądać dobre młodzieżówki.
Moja ocena: 10/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte

niedziela, 15 września 2013

"Pretty Little Liars. Zabójcze" Sara Shepard

7 komentarzy:

Autor: Sara Shepard
Tytuł: Pretty Little Liars. Zabójcze
Tytuł oryginału: Killer. A Pretty Little Liars Novel
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2012
Liczba stron: 322

Nasze kochane dziewczęta znów mają kłopoty. A. powróciło i znów nęka je swoimi wiadomościami. Wydaje się, że zna każdy epizod z życia Emily, Arii, Spencer oraz Hanny i wykorzystuje je do manipulowania nimi. Jednak teraz coś się zmienia – A. zaczyna dawać im podpowiedzi, które mają doprowadzić do rozwiązania zagadki śmierci ich dawnej przyjaciółki, Alison. Nastolatki, zamiast poszukiwać zabójcy, próbują ułożyć od nowa swoje życie, uporać się z problemami. Spencer próbuje dowiedzieć się, czy naprawdę została adoptowana i zamierza odnaleźć prawdziwą matkę. Hanna wciąż na każdym kroku walczy z Kate i wcale nie jest coraz łatwiej. Emily znalazła świetnego chłopaka i wszystko byłoby idealnie gdyby nie jego matka… Natomiast Aria coraz bardziej zaprzyjaźnia się z niedawno przybyłym do miasta bratem Ali i stara się unikać nowego faceta swojej mamy. Co tym razem czeka cztery przyjaciółki? Co nowego odkryją?
Sara Shepard jest amerykańską autorką dwóch serii młodzieżowych. Obie stały się bestsellerami i doczekały ekranizacji w formie serialu. Pisarka twierdzi, że do stworzenia książek zainspirowały ją własne wspomnienia z czasów, kiedy sama była nastolatką, co jest dość ciekawym faktem. Cykl „Pretty Little Liars” jest bardzo znany także w Polsce, a pierwsza część „The Lying Game” zostanie wydana w październiku tego roku.
Gdybym napisała, że lubię PLL to byłoby kłamstwo. Wręcz uwielbiam tę serię, zakochałam się w pierwszych częściach i uważam, że to jedne z najlepszych książek dla młodzieży, jakie czytałam. Po zapoznaniu się z tomem piątym i szóstym mój entuzjazm trochę opadł. To już nie to samo co wcześniej i cykl wydaje się na siłę przedłużany.
W „Zabójczych” Sara Shepard nie wprowadziła nic nowego. Bohaterki nie odkryły niczego ważnego i jedynie końcówka ma większe znaczenie. Przez całą powieść dziewczęta otrzymują wiadomości od A., dzięki którym mogą odkryć prawdę, a właśnie tego chcą, prawda? I niby mówią „musimy poprowadzić śledztwo na własną rękę”, ale na tym się kończy. Nie zamierzają nawet kiwnąć palcem, dopóki anonimowy nadawca nie spełni swoich gróźb. Zajmują się swoimi prywatnymi sprawami, które zaczynają mnie już nużyć.
Cztery główne bohaterki, które przedtem tak lubiłam, nagle stały się dla mnie irytujące. Podejmują coraz więcej nieprzemyślanych decyzji, których później żałują. Są zbyt naiwne, sądzą, że tak łatwo zmienią swoje życie w idealną sielankę. Hanna najmniej przypadła mi do gustu. Na każdym kroku rywalizuje z Kate, przyszłą przyrodnią siostrą, to prawie obsesja. We wszystkim musi być lepsza, stara się to udowodnić i sobie, i jej. Spencer, którą wcześniej lubiłam najbardziej, teraz nie popisała się inteligencją. Jej wątek okazał się najciekawszy ze wszystkich, ale to nie zmienia faktu, że właśnie ona mnie najbardziej rozczarowała. Aria w sumie była mi dość obojętna. Nie zrobiła nic nazbyt głupiego, lecz wciąż brakuje mi Ezry. Mam nadzieję, że niebawem i on wkroczy do akcji. Emily irytowała mnie swoim przekonaniem o świętości Ali. Ale na koniec dobrze postąpiła w pewnej kwestii.
Tak jak wcześniej wspomniałam, jedynie końcówka książki wprowadza coś nowego. Pewnie byłabym bardzo zaskoczona i przez chwilę nie mogłabym się otrząsnąć, gdyby nie to, że koleżanka zdradziła mi zakończenie. Cóż, tak czasem w życiu bywa, ale te ostatnie trzydzieści, może czterdzieści stron sprawia, że chcę sięgnąć po siódmą część.
Sara Shepard posługuje się prostym, młodzieżowym językiem, który jest łatwy w odbiorze. Ma specyficzny styl i gdybym przeczytała gdzieś fragment jej książki, na pewno bym ją rozpoznała. Ciekawie wprowadza czytelnika w swoją opowieść i sprawia, że nie chce się tak szybko odkładać lektury.
„Zabójcze” nie są najlepszą powieścią z serii, lecz fanom z pewnością się podoba. Autorka wprowadza zbyt wiele wątków i mam wrażenie, że na siłę przedłuża cykl, co nie jest zbyt pozytywnym uczuciem. Pierwsze cztery tomy są zdecydowanie najlepsze, jednak ktoś, kto chce poznać rozwiązanie wszystkich zagadek, musi przeczytać wszystkie. Ja w każdym razie polecam i chętnie zapoznam się także z „The Lying Game”.
Moja ocena: 7/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

wtorek, 27 sierpnia 2013

"Przez burze ognia" Veronica Rossi

9 komentarzy:

Autor: Veronica Rossi
Tytuł: Przez burze ognia
Tytuł oryginału: Under the Never Sky
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 368

Świat został podzielony. Część ludzi mieszka pod szczelną kopułą, z której nie da się wyjść. Tam nikt nie wie, co to ból, nikt nie choruje, można żyć setki lat. Ograniczoną przestrzeń rekompensują Sfery, które są tylko wizualizacją, lecz poprzez rozwiniętą technologię wydają się lepsze niż rzeczywistość. Druga grupa ludzi, to ci mieszkający na zewnątrz. Połączyli się w plemiona, usiłują przeżyć burze eterowe i nie umrzeć z głodu. DNA części tych osób uległo mutacji, co wyostrzyło ich zmysły. Jedni świetnie widzą z daleka, inni słyszą każdy szmer w promieniu kilku kilometrów, albo czują emocje otaczających ich ludzi. Są narażeni także na ataki ze strony kanibali.
Aria należy do tej pierwszej grupy. Żyje w Reverie, pod kopułą i do tej pory prowadziła dość beztroskie życie. Jednak wszystko się zmienia, kiedy z przyjaciółmi udaje się do zakazanej części Reverie. Rozpalają tam ogień, który zaczyna się rozprzestrzeniać. Część nastolatków nie wyszła z tego żywa. Na Arię zostaje zrzucona cała wina i zostaje wygnana. Nie wie, jak uda jej się przeżyć poza kopułą, jej bezpiecznym małym światem.
Natomiast Perry mieszka na zewnątrz. Jego brat jest Wodzem Krwi plemienia Fal. Chętnie zastąpiłby go i sam zaczął przewodzić ludziom, lecz nie może walczyć z Vale’em ze względu na swojego bratanka, Talona. Pewnego dnia zostaje on porwany, a Perry za wszelką cenę chce go odzyskać. Wtedy drogi jego i Arii się krzyżują…
Veronica Rossi jest autorką postapokaliptycznych książek dla młodzieży. Zadebiutowała powieścią „Przez burze ognia”, która otwiera trylogię. Odniosła nią ogromny sukces. Mieszka w północnej Kalifornii z mężem i dwoma synami. Oprócz pisania lubi czytać i malować.
Już od premiery bardzo chciałam zapoznać się z książką „Przez burze ognia”. Przeczytałam wtedy mnóstwo pozytywnych recenzji na jej temat, więc oczekiwałam świetnej lektury. Czy ją otrzymałam?
Bardzo spodobało mi się wiele pomysłów autorki. Stworzyła w swojej powieści zupełnie nowy i oryginalny świat. Intrygujące były Wizjery, które nosili Osadnicy. To coś jak przezroczysty komputer nakładany na oko. Dzięki nim mogli się znaleźć w Sferach, napisać do kogoś wiadomość, nagrać coś, sprawdzić godzinę itd. Bardzo interesujące urządzenie. Podobnie jest ze Sferami. Na początku miałam trudności ze zrozumieniem, czym one dokładnie są. Autorka nie od razu to wyjaśniła, choć moim zdaniem powinna, ponieważ zdążyłam się trochę pogubić.
Została zastosowana narracja trzecioosobowa, ale uważam, że tutaj bardziej sprawdziłaby się pierwszoosobowa. Jednak autorka i tak świetnie oddała emocje bohaterów. Raz historia była opowiadana z perspektywy Arii, a raz Perry’ego, dzięki czemu czytelnik może dowiedzieć się więcej o obu bohaterach.
Postacie zostały bardzo dobrze wykreowane. Pani Rossi poświęciła uwagę także drugoplanowym bohaterom i to dobrze widać. Nawet oni mieli swoje tajemnice, które czytelnik chce jak najszybciej odkryć. Ale przejdźmy teraz do tych najważniejszych osób. Arię szybko polubiłam. Nawet nie potrafię tego wyjaśnić, nie wyróżniała się za bardzo spośród innych, ale miała w sobie to „coś”. Na początku trochę kojarzyła mi się z Arią z PLL, ale sądzę że nie tylko mi. Perry także okazał się ciekawą postacią. Ukrywał przed wszystkimi swoje uczucia, choć sam znał emocje innych. Na początku nie lubił Arii, była dla niego uciążliwa, ale później… Pewnie sami już się domyślacie. Spodobało mi się jego oddanie Talonowi. Chciał za wszelką cenę go uratować, obwiniał się o jego porwanie.
Veronica Rossi posługuje się przyjemnym, młodzieżowym językiem, dzięki któremu powieść bardzo szybko się czyta. Jak na debiut jest dobrze, ale mam nadzieję, że w następnej części będzie jeszcze lepiej.
Wątek miłosny jest przewidywalny. Oczywiste było, że Aria i Perry się w sobie zakochają, nie muszę nawet tego przed wami ukrywać. Ale bohaterowie od razu nie padli sobie w ramiona, uczucie rozwinęło się z czasem. Na początku nawet się nie lubili, ale musieli trzymać się razem, żeby sobie pomóc.
Moce, czy umiejętności postaci (nie wiem jak to inaczej nazwać) zaintrygowały mnie. Choć na początku nie za bardzo je rozumiałam, to im dalej czytałam, tym więcej się wyjaśniało. Ciekawe było to, że Perry miał tak czuły węch, że wyczuwał emocje innych. Smutek czy radość, kłamstwo czy prawda. Interesujący dar, jednak czasem uciążliwy.
Podsumowując, „Przez burze ognia” to świetna powieść. Przedstawia ciekawą wizję przyszłości i interesujące nowe urządzenia. Zastanawiam się, jak doszło do takiego podzielenia ludzkości i mam nadzieję, że Veronica Rossi wyjaśni to w kolejnej części. Spodziewałam się po książce czegoś naprawdę niezwykłego, ale w tym się trochę zawiodłam. Mimo wszystko jest to warta uwagi powieść.
Moja ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte

wtorek, 13 sierpnia 2013

Przedpremierowo: "Piąta fala" Rick Yancey

12 komentarzy:

PREMIERA 14 SIERPNIA
Autor: Rick Yancey
Tytuł: Piąta fala
Tytuł oryginału: The 5th Wave
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 508

Statek przybyszów z innej planety pojawił się niedaleko Ziemi. Przez dziesięć dni nic się nie działo. Nie próbowali się porozumieć z ludźmi, nie dawali żadnych znaków. Jednak dziesiątego dnia o godzinie jedenastej pojawiła się pierwsza fala, która miała doprowadzić do zagłady ludzkości. A za nią druga, trzecia i czwarta… Przeżyli tylko nieliczni ludzie, którzy stracili rodziny i wszystkie bliskie osoby, mogą liczyć jedynie na siebie. Oczekują nadejścia piątej fali i usiłują przetrwać kolejny dzień… Chyba nie tak wyobrażaliście sobie przybycie kosmitów na naszą planetę, prawda? Hm, ci ludzie także nie.
Jedną z ocalałych jest Cassie. Jej rodzice nie żyją, a ona usiłuje dotrzymać obietnicy złożonej bratu, choć nie wie, czy on jeszcze nie umarł. Pozostają jej tylko nadzieje. Sammy to jedyna osoba, o którą warto jeszcze walczyć. Dziewczyna wyrusza w podróż, choć nie zna dokładnie jej celu. A mogłoby się gdzieś ukryć, siedzieć cicho i liczyć na to, że Przybysze jej nie znajdą…
Co tak naprawdę dzieje się na Ziemi? Czego chcą obcy? Czy to już koniec świata, jaki wszyscy znaliśmy? Bohaterowie starają się odnaleźć odpowiedzi na te pytania.
Rick Yancey to amerykański pisarz i krytyk. Spod jego pióra zostało wydanych już kilkanaście książek, które zostały opublikowane w wielu krajach. W Polsce została wydana już jego seria dla młodzieży o Alfredzie Kroppie. 14 sierpnia, czyli już jutro, w naszym kraju ukaże się jego najnowsza powieść, pierwsza z gatunku science-fiction, „Piąta fala”. Prawa do ekranizacji zostały już wykupione przez GK Films i Sony Pictures.
Nie przepadam za science-fiction. Nigdy nie interesowali mnie kosmici, podróże w statkach kosmicznych, czy najazdy na Ziemię. Zwykle nie zbliżałam się do takich książek lub filmów, unikałam ich jak ognia. Jednak kiedy przeczytałam fragment „Piątej fali”… Przepadłam. Zakochałam się w powieści znając zaledwie kilkadziesiąt stron i nie mogłam się doczekać, kiedy w moje ręce wpadnie cała książka. A całość okazała się jeszcze lepsza, wręcz fenomenalna. Teraz już będę chętniej sięgać po lektury z tego gatunku!
„Piątą falę” czyta się błyskawicznie. Nie można się od niej oderwać, tak wciąga, a kiedy choć na chwilę się ją odłoży, opanowuje myśli czytelnika. Cały czas zastanawiałam się, jaki cel mają Przybysze, czy bohaterom uda się przetrwać. W niektórych momentach robiło się bardzo niebezpiecznie, bałam się o życie postaci, trzymałam kciuki, aby im się udało.
A jeśli już mowa o bohaterach… Zostali znakomicie wykreowani. Cassie polubiłam już od pierwszych stron. Straciła prawie całą rodzinę, sama może w każdym momencie zginąć, ale ryzykuje swój żywot, aby dotrzymać obietnicy. Chce odnaleźć swojego brata i właśnie to mnie tak wzruszyło. Cały czas o nim myślała i nawet w najtrudniejszych sytuacjach się nie poddawała. Bardzo go kochała i to widać na pierwszy rzut oka. Urocze było także zauroczenie Cassie chłopakiem ze szkoły. On jej zapewne nie znał, a o jej fascynacji wiedziało dużo osób. Kiedy ukrywała się przed Przybyszami i walczyła o przetrwanie, miała gdzieś przy sobie jego zdjęcie – jedną z niewielu rzeczy, które przypominały jej o dawnym życiu. Pięcioletni Sammy to wbrew pozorom odważny i silny chłopiec. Pocieszał inną samotną dziewczynkę, starał się jej pomóc. Cały czas tęsknił za siostrą, wszędzie jej wypatrywał i miał nadzieję, że Cassie wróci po niego. Zauważyłam błąd w jego postaci. Ma około pięć lat, ale moim zdaniem zachowuje się jak siedmiolatek. Mój brat jest w tym samym wieku, co Sammy, więc wiem, o czym mówię. Jednak nie uważam tego za jakiś ogromny minus, to po prostu małe potknięcie, czasem ciężko oddać w powieści rzeczywiste zachowanie dziecka. Ciekawa jest także postać Zombie (nie, nie jest to potwór, który zjada ludziom mózgi, tak siebie nazwał bohater). Zaopiekował się on Samem i także złożył mu obietnicę, którą chciał dotrzymać. Niestety, od razu domyśliłam się, kim on jest, a to pewnie miało być dla czytelnika zaskoczeniem.
Poza tożsamością Zombie niczego nie przewidziałam. Niektóre fakty mnie wręcz zszokowały. Kiedy już myślałam, że wiem, co jest tytułową piątą falą, okazywało się, że wcale nie byłam bliska prawdy.
Zakończenie jest niesamowite. Nie mogę uwierzyć, że skończyło się w takim momencie. Chcę jak najszybciej dowiedzieć się, co będzie dalej. Nie mogę się doczekać kolejnych tomów. Napisy na okładce nie kłamią – jest to jedna z najlepszych fantastycznych książek tego roku.
Wątek miłosny okazał się w „Piątej fali” bardzo przyjemnym dodatkiem. Nie wychodzi na pierwszy plan i jest dość delikatny. Zaczął się już rozwijać, ale nie za bardzo. Autor znał umiar.
Rick Yancey ma wspaniały styl pisarski. Pisze ciekawie, intryguje czytelnika i wciąga w swoją opowieść. Posługuje się bogatym słownictwem i prezentuje znakomite opisy. Mam ogromną nadzieję, że stworzy coś jeszcze z tego gatunku, ponieważ idzie mu naprawdę dobrze.
„Piąta fala” to cudowna powieść. Nieraz się przy niej wzruszyłam, bohaterowie musieli dużo wycierpieć. I przekonałam się do gatunku science-fiction, odkryłam, że można się świetnie bawić czytając tego typu lektury. Serdecznie polecam „Piątą falę” dla każdego, może ktoś tak jak ja, polubi ten gatunek? Warto, naprawdę warto. Ja będę niecierpliwie czekać na kolejne tomy i ekranizację.
Moja ocena: 9/10
Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte