Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Muza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 grudnia 2014

"Mroczna bohaterka. Jesienna Róża" Abigail Gibbs

4 komentarze:


Jesienna Róża jest jednym z Mędrców – rasy władającej magią i mającej chronić ludzi przed niebezpiecznymi istotami i czarną magią. Uczęszcza do zwyczajnej szkoły średniej w hrabstwie Devon i tam pełni funkcję strażniczki. Codzienną rutynę przerywa jej przybycie syna króla Mędrców – księcia Fallona. Narzuca on jej swoje towarzystwo i ciągle przypomina o jej tytule książęcym, o którym dziewczyna wolałaby zapomnieć. Z każdym dniem piętnastolatka coraz bardziej nienawidzi przybysza, ponieważ rujnuje on jej dotychczasowe życie. Róża nie może jednak zapomnieć o tym, że w chwili niebezpieczeństwa Fallon będzie jej jedynym sprzymierzeńcem i że aby ocalić uczniów przed jakimkolwiek zagrożeniem będą musieli działać razem. A od wojny między ludźmi a mrocznymi istotami dzieli ich tylko krok od czasu porwania Violet Lee…
Ponad rok temu miałam okazję przeczytać pierwszą część serii „Mroczna bohaterka”, „Kolację z wampirem”. Książka, mimo że już wtedy przeminęła moda na wampiry, a mi na samą myśl o nich robiło się niedobrze, bardzo mi się spodobała. Wniosła pewien powiew świeżości w tym temacie i zaintrygowała mnie. Jednak na tom drugi musiałam czekać cały rok. Kiedy ujrzałam go w końcu w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę go jak najszybciej przeczytać. Zasiadłam do lektury pełna nadziei, lecz także obaw…
W „Kolacji z wampirem” zwróciłam uwagę na chaotyczny styl autorki. Niestety, w tej części nic się nie zmieniło. W pewnych momentach nie wiedziałam już kto w danej chwili mówi lub co się dzieje, bo Gibbs zdążyła już przejść do czegoś zupełnie innego nie wyjaśniając niczego. Często czułam zdezorientowanie. Szkoda, że Abigail spoczęła na laurach i nie poprawiła swojego warsztatu literackiego, bo – jak już wspominałam w recenzji poprzedniego tomu – widzę w niej spory potencjał. Niestety, na razie niewykorzystany chociażby w połowie.
Najbardziej irytował mnie wątek miłosny – był zdecydowanie przesłodzony i sztuczny. Już od samego początku widać co się święci, a bohaterowie zachowywali się bardzo dziecinnie spostrzegłszy swoje uczucia. A raczej udając, że ich nie ma. Niektóre sytuacje były tak ckliwe i melodramatyczne, że miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Fallon zachowywał się tak żałośnie i natarczywie, że zaczęłam się zastanawiać, jak można umyślnie stworzyć tak przeidealizowanego bohatera. Sama Róża również mnie niezmiernie irytowała swoją niewinnością i naiwnością, ale wolałam ją niż księcia. Odniosłam również wrażenie, że bardzo przypominała Violet Lee, bohaterkę „Kolacji z wampirem”.
Mimo wymienionych wad „Jesienna Róża” bardzo mnie wciągnęła. Pochłaniałam lekturę w błyskawicznym tempie, a po jej skończeniu czułam niedosyt. Wciąż o niej myślałam i przekopywałam Internet w poszukiwaniu informacji o następnej części. Niestety, żadnych nie znalazłam.
Na pochwałę zasługuje również świat wykreowany przez autorkę. Z podobną wizją rzeczywistości jeszcze się nie spotkałam, a bardzo mnie ona zaintrygowała. Żałuję, że Abigail Gibbs nie opisała jej zbyt dokładnie, ale mam nadzieję, że zrobi to w kolejnej części. Świat przedstawiony w powieści jest podzielony na dziewięć wymiarów, z których w każdym oprócz ludzi żyje jedna rasa magicznych istot. Przykładowo, w pierwszym rządzą Mędrcy, a w drugim wampiry. We wszystkich wymiarach (z wyjątkiem drugiego) ludzie widzą o istnieniu tych istot.
„Jesienna Róża” to przeciętna powieść fantastyczna dla młodzieży. Myślę, że spodoba się naiwnym nastolatkom, fankom „Zmierzchu”, lecz osobom szukającym czegoś więcej w książkach zapewne się nie spodoba. Ja bawiłam się przy niej dość dobrze i mogłam się porządnie zrelaksować po kilku stresujących miesiącach w szkole. Do tego nadaje się idealnie.
Moja ocena: 5/10

Autor: Abigail Gibbs
Tytuł: Mroczna bohaterka. Jesienna Róża
Tytuł oryginału: The Dark Heroine: Autumn Rose
Wydawnictwo: Muza
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2014
Liczba stron: 464
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Business & Culture



piątek, 29 listopada 2013

"Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem" Abigail Gibbs

8 komentarzy:

Autor: Abigail Gibbs
Tytuł: Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem
Tytuł oryginału: The Dark Heroine: Dinner with a Vampire
Wydawnictwo: Muza
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2013
Liczba stron: 560

Życie Violet Lee diametralnie się zmienia odkąd stała się świadkiem przerażającego wydarzenia mającego miejsce na Trafalgar Square. Nie dość, że na własne oczy widziała okropne morderstwo trzydziestu osób, została jeszcze porwana przez sprawców, którzy wydają się być psychopatami… Dziewczyna trafia do wielkiego dworu, z którego nie ma ucieczki i poznaje mroczny świat, o jakim do tej pory nie śniła. Jest na łasce i niełasce tamtejszego księcia, aroganckiego i zabójczo przystojnego Kaspara. Konflikt między nimi pojawia się już pierwszego dnia spotkania. Ich oboje coś do siebie ciągnie, tylko nie potrafią się do tego przyznać. Co spotka Violet w magicznym świecie? Czy komuś uda się ją uratować?
Abigail Gibbs, mając piętnaście lat, zaczęła publikować w Internecie swoją powieść. Zachwyciła nią wielu czytelników i po kilku latach zdecydowała się wydać ją w formie papierowej książki. „Mroczna bohaterka” podbiła serca Brytyjczyków, Amerykanów, a może niedługo też Polaków? Kto wie. Obecnie Abi studiuje literaturę na Oxfordzie. Nie można również zapomnieć, że boi się krwi i jest wegetarianką, tak jak jej bohaterka, przez co można sądzić, że Violet ma w sobie choć małą cząsteczkę autorki.
Już dawno przeminęła moda na wampiry. Od czasu, kiedy „Zmierzch” stał się światowym bestsellerem, na półkach księgarni pojawiały się coraz to nowsze tytuły przedstawiające krwiopijców od różnych stron. Jedne lepsze, inne gorsze. Jednak z czasem autorom coraz trudniej wymyślić coś nowego, oryginalnego i niemal każda książka była taka sama. Czytelników po jakimś czasie zaczęło to nudzić i wątki wampirów zaczęły zanikać. Ostatnio w zapowiedziach pojawiła się nowa lektura – „Kolacja z wampirem”. Opis mnie do niej nie przekonał i nigdy bym jej nie przeczytała, gdyby nie tyle pozytywnych recenzji. A okazuje się, że miałabym czego żałować.
Bohaterowie zostali dobrze wykreowani. Można by było coś jeszcze gdzieniegdzie poprawić, ale jak na debiut literacki Gibbs wykazała się niemałymi umiejętnościami. Violet szybko zyskała moją sympatię. Była odważną i pyskatą dziewczyną, nie dawała sobą pomiatać, choć często miała przez to problemy. Nieraz mnie rozbawiła. W niektórych momentach jej zachowanie mnie irytowało, ale zdarzało się to rzadko. Kaspara również lubiłam. Czułam, że za tą arogancją i sarkazmem skryte jest coś więcej i wolałam go o wiele bardziej niż Fabiana, który również startował do Violet. Ten drugi wydawał mi się bez charakteru, nijaki, nieciekawy…
Bardzo zaintrygował mnie wątek Mrocznych Bohaterek. To powiew nowości wśród natłoku powieści fantastycznych. Kiedy tylko została przedstawiona legenda o tych dziewczętach, wiedziałam, że będzie to jedna z najlepszych stron książki. Co prawda ta historia nie została jeszcze w pełni rozwinięta, ale uważam, że druga część nie zawiedzie mnie pod tym względem.
W Abigail Gibbs widzę duży potencjał. Młoda autorka ma szansę zabłysnąć i z niecierpliwością będę oczekiwała jej kolejnych dzieł. Bardzo spodobał mi się jej styl. W powieści nie brakowało bogatych opisów, które pobudzały moją wyobraźnię, lecz nie zanudzały i nie spowalniały akcji.
Tym, co najbardziej mnie rozczarowało w „Mrocznej bohaterce. Kolacji z wampirem”, był fakt, że na koniec autorka chaotycznie wyjaśniła niektóre wątki. Zbyt szybko chciała wytłumaczyć czytelnikowi pewne kwestie i zaniedbała to. Wcześniej wszystko było dla mnie jasne, a to poplątanie na koniec okazało się niczym cios w twarz.
Podsumowując, uważam, że „Kolacja z wampirem” to bardzo dobra książka, jaką szybko i przyjemnie się czyta. Można by było ją jeszcze trochę dopracować, ale jak na debiut, moim zdaniem Abigail Gibbs poradziła sobie świetnie. To wampiry w nowej odsłonie i jeżeli jeszcze ktoś ma na nie ochotę, zapraszam do lektury. Ja już się nie mogę doczekać „Jesiennej Róży”, która ma się ukazać w następnym roku.
Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Business & Culture

środa, 25 lipca 2012

"Światła września" Carlos Ruiz Zafón

9 komentarzy:

Autor: Carlos Ruiz Zafón
Tytuł: Światła września
Tytuł oryginału: Las luces de septiembre
Wydawnictwo: Muza
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2011
Liczba stron: 255
Cena: 29,99 zł

Francja, rok 1936. Pani Sauvelle, wdowa z dwójką dzieci, Irene i Dorianem, ma zacząć pracę u ekscentrycznego wynalazcy i fabrykanta zabawek. Na pierwszy rzut oka jego nadmorska rezydencja wywiera na nich jak najgorsze wrażenie. I mimo że gospodarz okazuje się miłym człowiekiem, to rodzina cały czas czuje się nieswojo w nowym miejscu.
Być może intuicja nie zawodzi pani Sauvelle i jej dzieci? Czy budząca grozę, wypełniona armią mechanicznych zabawek rezydencja jest siedliskiem uśpionych mrocznych sił z przeszłości?
Kiedy dochodzi do niewyjaśnionego morderstwa, okazuje się, że jedyne osoby, które mają odwagę zmierzyć się ze złowrogą tajemnicą, to dwójka nastolatków: Irene i Ismael.
 
Przenieśmy się na chwilę do Francji, dokładnie do roku 1936. Trafiamy do domku rodziny Sauvelle, w dość smutnym momencie, a mianowicie w chwili śmierci Armanda Sauvelle, który pozostawił żonę z dwójką dzieci wraz z masą długów. Mają bardzo trudną sytuację finansową, ledwie starcza im pieniędzy na życie. Rodziną zajął się stary przyjaciel Armanda – Henri Leconte – który załatwia Simone Sauvelle pracę w malutkim miasteczku, Błękitnej Zatoce, leżącym na północnym wybrzeżu. Będzie się ona zajmowała rezydencją zamożnego wynalazcy i fabrykanta zabawek, Lazarusa Janna. W końcu szczęście uśmiechnęło się do rodziny. Zamieszkają w niewielkim Domu na Cyplu, nieopodal rezydencji Cravenmoore. W czerwcu 1937 roku przybywają na miejsce i zaczynają poznawać sekrety starego właściciela oraz jego domu.
Carlos Ruiz Zafón debiutował w 1993 roku powieścią „Książę Mgły”, którą miałam przyjemność przeczytać w tamtym roku na wakacjach. Podbiła ona moje serce, stronice były dosłownie przesiąknięte magią. Dziś skończyłam czytać jego trzecią książkę – „Światła września” i muszę przyznać, że jestem nią oczarowana.
Styl autora jest niepowtarzalny, cudowny. Nie mogłam oderwać oczu od kartek. Historia zawarta w tej powieści budziła we mnie grozę i strach, nie wiem czy teraz będę mogła ze spokojem patrzeć na zabawki. To, co się przydarzyło tej rodzinie było tak niesamowite i niemożliwe, a za razem realne. Czytając słyszałam szum morza, szelest liści na drzewach, czułam wiatr we włosach. Magię tej opowieści da się wyczuć na każdej stronie, można ją zobaczyć i usłyszeć. Kiedy tylko miałam tę książkę w rękach przenosiłam się do innego świata, świata pełnego cieni, strachu i mechanicznych zabawek. To było niezapomniane przeżycie.
Bohaterowie powieści byli dopracowani, każdy ich ruch przemyślany przez autora. Poznajemy dorastającą Irene, zafascynowanego światem mechanizmów i wyrobem zabawek Doriana, zamkniętego w sobie Ismaela oraz tajemniczą Almę Maltisse. Wszyscy są tacy realni, można by ich przypadkowo spotkać na ulicy. Mniej niż trzysta stron wystarczyło, abym przywiązała się do wszystkich bohaterów.
Pan Zafón stworzył nieprzewidywalną historię, w której główną rolę odegrały zwykłe zabawki. Nic nie jest takie, jakie się nam wydaje…
„Na tym świecie cieni i świateł wszyscy, każdy z nas, musimy odnaleźć swoją drogę”
Poznajemy także tajemniczą legendę miasteczka. Niby nic nie znacząca opowiastka ma wielkie znaczenie w zrozumieniu całości. Dowiadujemy się w niej o światłach września… A czymże one są? Przekonajcie się sami.
W powieści jest także zawarty wątek miłosny. Wychodzi on tutaj na duży plus. Jest taki delikatny, niemalże niezauważalny i mogłoby się wydawać, że mało ważny. Ale tylko ten, kto przeczyta „Światła września” zrozumie o co mi chodzi…
Kolejnym miłym dodatkiem jest okładka. Widać na niej latarnię, którą powoli osnuwa mgła. Są też na niej owe światła września, o ile się nie mylę. Okładka idealnie oddaje klimat książki.
Jestem mile zaskoczona tą powieścią. Wiele po niej oczekiwałam, a dostałam jeszcze więcej. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie – troszeczkę fantastyki, wątek psychologiczny, wielbiciele literatury grozy też coś sobie znajdą. Pozostało mi tylko polecić Wam tę oraz inne książki autora. Nikt nie będzie zawiedziony.
Moja ocena: 10/10
***
Miałam trochę wcześniej opublikować tą recenzję, ale ostatnio cały czas spędzam w internetowych księgarniach i kupuję książki. Jestem chyba od tego uzależniona :) W każdym razie sądzę, że do końca lipca powinnam napisać co najmniej dwie recenzje, może nawet trzy, muszę nadrobić zaległości z czerwca, maja i kwietnia. :)
Muszę się też czymś pochwalić - zajęłam drugie miejsce w konkursie na recenzję tygodnia na portalu nakanapie.pl :) Jak tylko to zobaczyłam, nie mogłam uwierzyć. Chciałam tylko spróbować swoich sił w tym konkursie, pierwszy raz startowałam i nie liczyłam na wygraną. To była bardzo miła niespodzianka. Do tej pory sądziłam, że moje recenzje są dość słabe, ale teraz zobaczyłam, że najwyraźniej nie są takie złe, choć cały czas muszę nad nimi pracować :) Gratuluję oczywiście giffin za zajęcie pierwszego miejsca oraz aeble i Aly102, których opinie zostały wyróżnione. :)
Pozdrawiam!