Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lipca 2015

Co ostatnio przeczytałam...

5 komentarzy:
Stęskniłam się za pisaniem. Naprawdę :) Ale nie mam weny na pisanie recenzji, tak dawno tego nie robiłam, że nie wiem, czy jeszcze pamiętam, jak się to robi :D Ale już od jakiegoś czasu czuję potrzebę wygadania się o tym, co ostatnio przeczytałam. Stąd pomysł na posta :) Przedstawiam kilka minirecenzji książek, które ostatnio przeczytałam i o których mam coś do powiedzenia :)


8/10
"Joyland" Stephen King, Prószyński i S-ka, 336 stron
To była moja pierwsza książka mistrza grozy :) Oczekiwałam od niej naprawdę wiele i muszę przyznać, że się nie zawiodłam :) Daje do myślenia i na pewno nie można nazwać jej mrożącym krew w żyłach horrorem, bo nie to miał na celu King. Momentami trzyma w napięciu, ale tak jak kryminał. Nie polecam, jeśli ktoś sięgając po nią pragnie trochę wrażeń i strachu, bo może się mocno zawieść. To bardzo dojrzała książka, o dorastaniu, życiu i śmierci. Uznałam, że będzie idealna na pierwsze spotkanie ze Stephenem Kingiem i uważam, że rzeczywiście tak było :) Następną w kolejce jest "Misery" i liczę na to, że już przy tej trochę najem się strachu :D






8/10
"Ostatnia spowiedź. Tom I" Nina Reichter, Novae Res, 386 stron
Długo się do niej zabierałam, a kiedy w końcu zaczęłam ją czytać, na początku mnie nie zachwyciła. Ciężko mi się ją czytało i nie potrafiłam polubić głównych bohaterów. A miałam spore oczekiwania, bo był czas, kiedy na co drugim blogu zachwycano się tą trylogią :) Na szczęście w pewnym momencie coś się zmieniło, powieść zaczęła mnie coraz bardziej wciągać, zżyłam się z bohaterami, niestety zabrakło u mnie elementu zaskoczenia na koniec, bo kiedyś przez przypadek dowiedziałam się, jak się kończy pierwszy tom... Mimo wszystko powieść odebrałam bardzo pozytywnie i czekam na to, aż druga część wpadnie w moje ręce. (Ma ktoś ją może na wymianę? ;)) Ta historia uświadomiła mi jak ciężkie i pełne wyrzeczeń jest życie sławnej osoby. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej, niż każdy sobie wyobraża. To, co mnie najbardziej urzekło w tej książce to jej prawdziwość, naturalność. Przedstawia życie wbrew pozorom zwykłych ludzi, ważne życiowe decyzje, które każdy z nas musi kiedyś podjąć.
9/10
"Krucha jak lód" Jodi Picoult, Prószyński i S-ka, 616 stron
To już moja druga powieść Jodi Picoult. Pierwsza, "Bez mojej zgody" bardzo mi się podobała i już wtedy polubiłam pisarkę za jej styl pisania. Jednak to "Krucha jak lód" mnie rozwaliła, oczarowała i zachwyciła zarazem. O dziwo, jej tematyka bardziej trafiła do mojego serca niż jej poprzedniczka. Bardzo zżyłam się z rodziną O'Keefe i ciężko było mi się z nią rozstać. Czytałam tę książkę całymi dniami i ciężko było mnie od niej oderwać. Porusza naprawdę ważne tematy i każe czytelnikowi zastanowić się nad pewnymi aspektami życia. Mogę śmiało stwierdzić, że to właśnie po "Kruchej jak lód" pokochałam panią Picoult. Ta powieść to mistrzostwo, ale... No właśnie, jest jedno ale przez której nie dostała ode mnie najwyższej noty. Zauważyłam, że jej schemat był bardzo podobny do poprzedniej książki autorki. Dodatkowo wydawało mi się, że Amelia i Anna (bohaterka "Bez mojej zgody") to prawie te same osoby, miały bardzo podobny charakter. To mnie lekko zawiodło. Jednak wciąż mam taką cichutką nadzieję, że to tylko przypadek lub moje wymysły ;)


11/10
"Papierowe miasta", John Green, Bukowy las, 400 stron
Pamiętacie jak rok temu zachwycałam się "Gwiazd naszych winą"? Zapomnijcie. Teraz to "Papierowe miasta" zawładnęły moim sercem i umysłem ;) Oczywiście nie kwestionuję geniuszu GNW, ale John Green pokazał mi, że jedną swoją książką może zmienić moje życie. A co dopiero dwoma :) Ta powieść wciągnęła mnie tak, że byłam gotowa rzucić wszystko, aby móc ją ciągle czytać. W kółko i kółko :) Niesamowicie podobały mi się przemyślenia głównego bohatera, zapamiętałam szczególnie jeden cytat: "Margo nie była cudem..." - pewnie sami wiecie o co chodzi ;) Sama Margo była jedną wielką tajemnicą i wciąż nią dla mnie pozostaje. To jedna z najlepszych postaci, z jakimi miałam do czynienia. Już odliczam dni do filmu, w którym w jej rolę wciela się cudowna Cara Delevingne. A tak się składa, że tego samego dnia, kiedy jest polska premiera, ja obchodzę swoje 17 urodziny :) To będzie cudowny dzień, już to wiem.

Na dziś to jest wszystko, ale myślę, że możecie się spodziewać kolejnej części minirecenzji, bo dobrze jest móc się wygadać, kiedy nie mam siły na napisanie czegoś większego i poważniejszego :)

czwartek, 3 lipca 2014

"Tylko dzięki miłości" Bogna Ziembicka

4 komentarze:

Autor: Bogna Ziembicka
Tytuł: Tylko dzięki miłości
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2014
Liczba stron: 400

Zuzanna Hulewicz przeżywa żałobę po tragicznej śmierci swoich rodziców i siostry. Opiekuje się nią babcia Jadwiga. Razem często bywają w dworku w Różanach, gdzie mieszka mężczyzna, w którym dziewczyna jest zakochana od długiego czasu, a który jest nieosiągalny. Odbywają również niesamowite podróże po Europie, dzięki którym Zuzia poznaje Joachima. Na początku jest on dla niej obojętny, jednak później ich znajomość przeradza się we wspaniałą przyjaźń, a nawet coś więcej. Jednak przychodzą ciężkie czasy, a wraz z nimi wojna i Zuzanna musi się pożegnać z osobami, które znała i kochała. Czy jeszcze kiedyś się z nimi spotka? Czy te relacje przetrwają wojnę?
Seria Bogny Ziembickiej o Różanach jest niezwykle bliska mojemu sercu. Autorka pięknie pisze o naszej ojczyźnie, o Krakowie i powinna być przykładem dla innych polskich pisarzy, ponieważ pokazuje, że nie trzeba przenosić akcji do innego kraju, aby zainteresować czytelnika. Jej książki mnie zachwycają i jestem ogromną fanką serii o Zosi Boruckiej. „Tylko dzięki miłości” to dodatkowa część cyklu opowiadająca o młodości jednej z bohaterek.
Pani Zuzanna od początku była jedną z moich ulubionych postaci. Już wcześniej bardzo podobały mi się fragmenty z jej dziennika i bardzo się ucieszyłam, kiedy się dowiedziałam, że ma powstać cała książka. Czy była ona tak dobra, jak pozostałe części? Czy może okazała się zbędna?
Historia opisana przez autorkę niezwykle mnie wciągnęła. Tym bardziej, że w tle ukazywała prawdziwe wydarzenia z historii Polski, ale też i świata. Czytając ją, naprawdę przenosiłam się do czasów dwudziestolecia międzywojennego i czułam ten klimat zbliżającej się wojny. Podchodziłam do tego bardzo emocjonalnie, przeżywałam wszystkie wydarzenia wraz z bohaterką. Czas wojny Bogna Ziembicka również pokazała świetnie. Mogłam zobaczyć ją z punktu widzenia zwykłych ludzi.
Niestety, w powieści niewiele się dzieje. Bywało wiele stron, na których w każdym wpisie Zuzanny widniało zaledwie parę krótkich zdań. Przyznam, że się wtedy nudziłam i miałam ochotę przekartkować książkę do ciekawszego momentu, ale byłoby to wbrew moim zasadom i musiałam to przetrwać.
W „Tylko dzięki miłości” pojawiało się wiele rysunków czy wycinków z gazet, co sprawiło, że książka naprawdę przypominała dziennik. Uważam to za ciekawy zabieg, lecz niestety nie wszystkie artykuły mnie zaciekawiły. Niektóre czytałam z prawdziwym zainteresowaniem, natomiast inne mnie nudziły. W niektórych miejscach było ich naprawdę dużo i szczerze mówiąc, lekko mnie to irytowało. Wolałam czytać kolejne zapiski z dziennika. Muszę jednak pochwalić wydawnictwo, ponieważ te wycinki prezentują się naprawdę świetnie, wyglądają jak prawdziwe fragmenty gazet z lat trzydziestych XX wieku, dodają wspaniałego klimatu.
Muszę jeszcze koniecznie pochwalić okładkę, która jest przepiękna. Naprawdę mnie zachwyciła i świetnie pasuje do całej książki. Zdjęcia z tyłu również są wspaniałe i niezwykle klimatyczne. Oddają urok tamtych lat. Wydawnictwo Otwarte włożyło w nią mnóstwo pracy i zadbało o każdy szczegół.
„Tylko dzięki miłości” to lektura warta uwagi. Koniecznie powinni ją przeczytać fani cyklu o Różanach, ale nie tylko. Do zapoznania się z tą częścią nie potrzeba znajomości poprzednich. Uważam, że jest ona świetnym dodatkiem do serii i spodoba się osobom, które tak jak ja polubiły panią Zuzannę. Serdecznie polecam i czekam na kolejne dzieła spod pióra pani Ziembickiej.
Moja ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte!
http://otwarte.eu/

sobota, 10 maja 2014

"Bez mojej zgody" Jodi Picoult

12 komentarzy:

Autor: Jodi Picoult
Tytuł: Bez mojej zgody
Tytuł oryginału: My Sister’s Keeper
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2009
Liczba stron: 528

Nieodłączną częścią Anny jest jej siostra, Kate, u której w wieku dwóch lat zdiagnozowano ostrą białaczkę promielocytową. Aby przeżyć, potrzebowała dawcy ze zgodnym materiałem genetycznym. Dlatego Anna została nienaturalnie poczęta, aby jej tkanki wykazywały całkowitą zgodność z tkankami siostry. W wieku trzynastu lat ma za sobą wiele poważnych zabiegów medycznych, każdy miał na celu podtrzymanie życia Kate. Szpital jest jej drugim domem. Nastolatka ma dość i kiedy rodzice proszą ją, aby oddała siostrze nerkę, zaczyna się buntować. Jej decyzje mogą podzielić całą rodzinę, a dla ukochanej Kate być wyrokiem śmierci…
Jodi Picoult to znana amerykańska autorka bestsellerów. Nakład jej książek na całym świecie przekracza siedem milionów egzemplarzy, przetłumaczono je na trzydzieści języków. Spod jej pióra wyszło już ponad dwadzieścia powieści, w tym jedna została napisana z córką. Pięć doczekało się ekranizacji, w tym „Bez mojej zgody”.
Pani Picoult to jedna z pisarek, których dzieła chciałam przeczytać już od dawna. W swoich książkach porusza tematy tabu, o których na co dzień się nie mówi. Autorka nie boi się poruszać coraz trudniejszych zagadnień i skłaniać ludzi do myślenia. Uwielbiam tego typu lektury, przy których można się zastanowić nad pewnymi sprawami, wzruszyć się, a nawet zmienić swój punkt widzenia. Kiedy moja polonistka poleciła mi „Bez mojej zgody”, wiedziałam już, że od niej zacznie się moja przygoda z Jodi. I tak też się stało.
„Bez mojej zgody” to wielowątkowa powieść, która nie opowiada jedynie o rodzinie dotkniętej tragedią. Choroba jest tylko jednym z wielu tematów, jakie porusza. Oprócz niej występuje wiele innych wątków, równie ważnych. Rzeczywistość została wykreowana z niezwykłą precyzją i jest przez to bardzo realistyczna. Przez pewien czas mogłam zamieszkać w domu państwa Fitzgeraldów i obserwować przebieg wydarzeń. Kiedy opuściłam ten świat, poczułam, jakby ktoś wyrwał mi kawałek duszy. Bardzo zżyłam się z bohaterami i teraz brakuje mi ich.
Bardzo ciekawym zabiegiem jest narracja z kilku punktów widzenia. W każdym rozdziale historię opowiadała inna osoba, dzięki czemu mogłam poznać myśli wielu postaci. Prawie każdy bohater miał swoją „chwilę” na wyrażenie własnych uczuć. To wszystko spowodowało, że wydawało mi się, że bohaterowie są prawdziwymi ludźmi, że żyją naprawdę.
W całej lekturze znalazłam tylko jeden minus, a mianowicie przewidywalność. Trochę się na tym zawiodłam, ponieważ spodziewałam się takiego zakończenia, jakie zaserwowała Jodi Picoult. Nie było ono dla mnie żadnym zaskoczeniem, choć to nie spowodowało, że mi się nie podobało. Wręcz przeciwnie, uważam, że takie jest najlepsze, jakie mogę sobie wyobrazić.
Powieść została napisana lekkim i przystępnym językiem, jednak przez to poruszane zagadnienia wcale nie wydawały mi się lekceważone czy zaniedbane. Dzięki temu autorka mogła lepiej dotrzeć do swoich czytelników, pokazać im rzeczywistość tak bliską ich życiu. Mimo tego prostego stylu „Bez mojej zgody” nie czytało się tak lekko, jak mogłoby się wydawać. Jest to książka, przy której trzeba pomyśleć, ponieważ porusza ciężkie tematy. Ja nieraz musiałam odkładać lekturę, żeby się trochę zastanowić nad niektórymi sprawami. Często miałam mieszane uczucia, ponieważ powieść przedstawiała wszystko inaczej, niż sobie to wyobrażałam.
„Bez mojej zgody” to fenomenalna opowieść o cierpieniu, śmierci, chorobie, rodzinie i trudnych wyborach. Bardzo wzrusza, czyta się ją ze łzami w oczach i ściśniętym gardłem. Pomogła mi zrozumieć niektóre zagadnienia, a nawet zmieniła mój punkt widzenia. Z pewnością obejrzę film, aby przekonać się, czy jest tak samo dobry. Nie mogę się też doczekać lektury innych dzieł Jodi Picoult. To serdecznie polecam, jednak od razu uprzedzam, że do takiej książki trzeba dojrzeć.
Moja ocena: 10/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

piątek, 2 maja 2014

"Mąż zastępczy" Joanna M. Chmielewska

6 komentarzy:

Autor: Joanna M. Chmielewska
Tytuł: Mąż zastępczy
Wydawnictwo: MG
Miejsce i rok wydania: Kraków 2014
Liczba stron: 288

Piotr przeżywa właśnie załamanie nerwowe. Zostawiła go żona, którą tak bardzo kochał, i myśli, że jest życiowym nieudacznikiem. Wszystko zmienia się, kiedy sąsiadka prosi go o pomoc w typowo męskich pracach domowych. Wpada na pomysł założenia firmy „Mąż zastępczy”, dzięki której kobiety bez mężczyzn w domach będą mogły zlecać mu wykonanie różnych zadań od remontu po wyganianie z mieszkania nietoperzy. Z tygodnia na tydzień i z miesiąca na miesiąc przedsiębiorstwo staje się coraz popularniejsze i przynosi więcej ciekawych doświadczeń. Od czasu do czasu Piotra zaskakują dziwaczne telefony od kobiety, która prosi o wykonanie nietypowego zlecenia, a później się rozłącza… Mężczyznę bardzo intryguje ta zagadka, lecz w natłoku pracy nie ma kiedy o niej myśleć. Dzięki swojej firmie może poznać wiele kobiet i ich historie, a także je zrozumieć i pogodzić się z odejściem żony.
Bardzo cenię sobie naszą polską pisarkę – Joannę M. Chmielewską. Zapoznałam się już z jej trzema dziełami i wszystkie bardzo mi się podobały. Należą do literatury kobiecej i nieraz poruszają ważne tematy. Nie są to kolejne mdłe romanse, jakie można znaleźć w każdej księgarni. Wątki miłosne owszem, występują, ale nie wysuwają się na pierwszy plan. I, co najważniejsze, śledzi się je z ogromną ciekawością. Dlatego kiedy wychodzi każda kolejna książka pani Chmielewskiej, cieszę się jak dziecko.
„Mąż zastępczy” od samego początku mnie intrygował. Byłam ciekawa prac, jakich miał się podjąć bohater. Niektóre mnie zaskakiwały, a inne wywoływały uśmiech na twarzy. Tak jak pan Piotr zastanawiałam się kim jest owa tajemnicza kobieta dzwoniąca w sprawach nietypowych i dlaczego właściwie to robi. Niestety rozwiązaniem tej zagadki się rozczarowałam, liczyłam na coś bardziej zaskakującego.
Tak jak w innych powieściach autorki, spodobała mi się możliwość poznania historii innych ludzi. Widać, że Joanna M. Chmielewska naprawdę wysiliła się przy ich tworzeniu. Każda postać jest zupełnie inna, lecz równie interesująca. Najbardziej ze wszystkich polubiłam chyba panią Jagodę z jej słodką córeczką Antosią, którą pokochałam całym sercem. Przeurocze dziecko, które wniosło do książki wiele ciepła.
Warto zauważyć, że tym razem książka została podzielona na rozdziały, co bardzo ułatwia czytanie. Poprzednim powieściom tego brakowało, a ja nie lubię przerywać lektury w trakcie akcji i zazwyczaj doczytuję do końca rozdziału. Cieszę się, że pisarka się na to zdecydowała, było to dla mnie miłym zaskoczeniem.
„Męża zastępczego” czytało się bardzo szybko. Zazwyczaj nie mogę przebrnąć przez powieści obyczajowe, ale nie dlatego, że mnie nudzą, tylko dlatego, że wolno się je czyta, z powodu braku akcji. Z tą wyszłam na podwórko, ponieważ uwielbiam lekturę na świeżym powietrzu i nawet się nie zorientowałam, kiedy minęła połowa.
Podsumowując, „Mąż zastępczy” mnie nie zawiódł. Książka była dokładnie taka, jakiej się spodziewałam i miło spędziłam przy niej czas. Polecam ją wszystkim kobietom, szczególnie teraz, na wiosenne popołudnia i wieczory. A ja już czekam na kolejne dzieło spod pióra pani Chmielewskiej.
Moja ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG
http://www.wydawnictwomg.pl/

piątek, 7 lutego 2014

"Obiecaj mi" Richard Paul Evans

5 komentarzy:

Autor: Richard Paul Evans
Tytuł: Obiecaj mi
Tytuł oryginału: Promise Me
Wydawnictwo: Znak
Miejsce i rok wydania: Kraków 2012
Liczba stron: 296

W życiu Beth Cardall wiele się działo, kiedy była młoda. Jednak musi zatrzymać swoje wspomnienia tylko dla siebie, ponieważ nawet gdyby opowiedziała komuś, co się zdarzyło kilkanaście lat temu, i tak nikt by jej nie uwierzył. 24 grudnia 2008 roku wszystko ma się zmienić. Kobieta wraca myślami do pewnego roku, kiedy jej życie przestało być idealne i wszystko zaczęło się sypać. Jej ukochany mąż umiera, córka zaczyna mieć dziwne objawy jakiejś choroby, której lekarze nie potrafią zidentyfikować, Beth grozi utrata pracy i domu. Wtedy spotyka mężczyznę, który składa jej obietnicę… Jak potoczyła się ta historia? Kim jest Matthew i dlaczego tak dziwnie się zachowuje?
Richard Paul Evans to amerykański pisarz. Każda z jego powieści zajmowała wysokie miejsca na listach bestsellerów i zostały one przetłumaczone już na dwadzieścia pięć języków. Kilka jego książek zostało zekranizowanych. Autor jest także zaangażowany w akcje charytatywne, sam założył organizację The Christmas Box Mouse International.
Evans to pisarz, z którego twórczością od dawna bardzo chciałam się zapoznać. Uwielbiam obyczajówki, które potrafią wzruszyć i za ich treścią kryje się jakieś przesłanie. Wydawało się, że dzieła tego autora idealnie trafią w mój gust. I tak też się stało z „Obiecaj mi”.
Wszystko przeżywałam wraz z bohaterami. Kiedy małżeństwo Beth się rozpadało, ja cierpiałam razem z nią i miałam nadzieję, że jednak wszystko się ułoży, choć wiedziałam, że tak nie będzie. Bardzo mnie niepokoiła również choroba jej córki, Charlotte i cały czas trzymałam kciuki, aby wyzdrowiała lub żeby chociaż jej stan się polepszył. Jak widać, powieść wzbudziła we mnie dużo emocji.
„Obiecaj mi” bardzo mnie wciągnęło. Zazwyczaj obyczajówki przyjemnie się czyta, ale nieraz mi się zdarza, że nie potrafię się w nią wciągnąć. A jak zaczęłam czytać tę książkę, nie mogłam przerwać. Chciałam wiedzieć, co będzie dalej, jak się potoczą losy bohaterów.
Richard Paul Evans ma lekkie pióro i posługuje się prostym, łatwym w odbiorze językiem. Na początku nieco przeszkadzały mi mało rozbudowane zdania, szczególnie w dialogach, ale później się do tego przyzwyczaiłam. Zauważyłam również kilka powtórzeń, ale to już wina korekty, a nie autora.
Bardzo się zżyłam z bohaterami i teraz, po lekturze, brakuje mi ich. Beth okazała się silną kobietą i pomimo wielu trudności i nieszczęść, nie poddawała się, starała się znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Rozumiałam, czemu na początku bała się wejść w nowy związek. Matthew również bardzo polubiłam. Ta postać mnie intrygowała i cały czas zastanawiałam się, kim tak naprawdę jest. Odpowiedź na to pytanie bardzo mnie zaskoczyła. Ogółem, zakończenie okazało się wspaniałe.
„Obiecaj mi” to bardzo dobra opowieść. Nie zawiodłam się na Evansie i z pewnością zapoznam się z innymi jego dziełami. Warto też wspomnieć, że na stronie internetowej autora można znaleźć przepisy na dania, które zostały wspomniane w książce. Chętnie je kiedyś wypróbuję i może to być ciekawy pomysł również dla osób lubiących gotować. Lekturę serdecznie polecam.
Moja ocena: 8/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

piątek, 1 listopada 2013

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" Matthew Quick

8 komentarzy:

Autor: Matthew Quick
Tytuł: Niezbędnik obserwatorów gwiazd
Tytuł oryginału: Boy 21
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 316

Finley od urodzenia mieszka w Bellmont i nigdy nie opuścił tego miejsca. Dla niego całym światem jest to małe i niebezpieczne miasteczko, gdzie rządzą gangi i irlandzka mafia. Mieszka tu z dziadkiem, który nie ma obu nóg i wciąż tęskni za swoją zmarłą żoną oraz z ojcem pragnącym zapewnić lepsze życie synowi od tego, jakie sam miał. Jego matka umarła, kiedy był mały i nikt z rodziny nie chce wspominać okoliczności jej śmierci. Sam Finley niewiele mówi, tylko wtedy, kiedy jest to konieczne. Jedyną osobą, która go rozumie, jest Erin – jego przyjaciółka i dziewczyna. Razem trenują grę w koszykówkę, oboje są w szkolnej drużynie. Wieczorami przesiadują na dachu jego domu i obserwują gwiazdy marząc o wyjeździe z Bellmont. Wszystko się zmienia, kiedy trener prosi Finleya o pewną przysługę. A przecież trenerowi nie można odmówić…
Matthew Quick to amerykański pisarz. Po rzuceniu pracy nauczyciela j. angielskiego, zadebiutował w 2008 roku powieścią „Poradnik pozytywnego myślenia”, jaka doczekała się ekranizacji w rolach głównych z Bradley’em Cooperem oraz Jennifer Lawrence, która dostała za tę rolę Oscara. Zostały wydane już cztery jego książki, piątą jeszcze pisze. W Polsce ukazały się do tej pory dwie – „Poradnik pozytywnego myślenia” oraz niedawno wydana „Niezbędnik obserwatorów gwiazd”.
Już od dawna miałam zamiar zapoznać się z twórczością Quicka. Kilka miesięcy temu zakupiłam jego pierwsze dzieło, jednak do tej pory nie znalazłam czasu na jej przeczytanie. Kiedy w moje ręce wpadła jego najnowsza książka, od razu zabrałam się za lekturę. Zachęcił mnie fragment opinii zamieszczony na tylnej części okładki: „Daje czytelnikowi poczucie nadziei i optymizmu”. Ostatnio potrzebowałam właśnie takiej powieści, która podniosłaby mnie na duchu. Ta sprawdziła się wyśmienicie.
Bohaterowie to chyba największy atut lektury. Finley był mi bardzo bliski. Rozumiałam każdą jego decyzję, razem z nim odczuwałam te wszystkie emocje, przeżywałam radość i smutek. Wiele razy przy czytaniu towarzyszyło mi współczucie dla niego. Erin także bardzo polubiłam. Była bardzo naturalna, co wyróżniało ją spośród innych bohaterek, których zachowania wydają się czasem sztuczne. Wspierała swojego przyjaciela i nie kwestionowała jego wyborów. Pozwalała mu milczeć, rozumiała go nawet wtedy, kiedy nic nie mówił. Porozumiewali się bez słów. To piękny przykład prawdziwej przyjaźni i miłości.
Wspaniały okazał się wątek kosmosu. Bohaterowie interesowali się nim, a przede wszystkim uwielbiali patrzeć na gwiazdy. Wtedy i ja zaczynałam snuć z nimi marzenia i zachwycać się pięknem wszechświata. Podczas czytania książki sama zapragnęłam położyć się w nocy na ziemi, obserwować niebo i zapomnieć o wszelkich troskach.
Russ, czy też Numer 21 okazał się intrygującą postacią. Przeżywał trudny okres, trudno mi było sobie wyobrazić siebie w podobnej sytuacji. Jego przyjaźń z Finleyem wydawała się bardzo szczera i prawdziwa. Rzadko teraz znaleźć taką relację dwojga ludzi. Byli w stanie poświęcić dla siebie to, co najbardziej kochali. Wydawali się tak do siebie podobni, a zarazem tak różni. Ciężko mi opisać ten wątek powieści, niesamowicie mnie poruszył i nie da się tego wyrazić w słowach.
„Niezbędnik obserwatorów gwiazd” bardzo mnie wzruszył. W wielu momentach miałam ściśnięte gardło i łzy napływały mi do oczu. Na koniec nie opanowałam emocji i płakałam, szczerze płakałam. Nie ze smutku, lecz z piękna książki. Długo nie mogłam się po tym pozbierać. To tak pozytywna lektura, pełna nadziei, poprawiająca humor i sprawiająca, że bardziej optymistycznie podchodzi się do życia. I przy okazji można sobie pomarzyć obserwując gwiazdy…
Podsumowując, „Niezbędnik obserwatorów gwiazd” to wspaniała i przepiękna powieść. Świetnie się ją czyta i może naprawdę wiele nauczyć, choćby cierpliwości dla innego człowieka. Jest to uniwersalna książka, każdy może się z nią zapoznać, bez względu na wiek i uważam, że każdy znajdzie w niej coś pozytywnego dla siebie. Ja już się nie mogę doczekać drugiego spotkania z panem Quickiem!
Moja ocena: 10/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte

niedziela, 13 października 2013

"Wiosna w Różanach" Bogna Ziembicka

3 komentarze:

Autor: Bogna Ziembicka
Tytuł: Wiosna w Różanach
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 370

Zofia Borucka po wielu trudnościach i przykrościach odnalazła szczęście. Odzyskała dom w Różanach, który tak bardzo kochała, a jej związek z Krzysztofem kwitnie, spodziewa się jego dziecka. Eryk cierpi po jej wyborze, jednak jest w każdej chwili gotów, aby powrócić do Zosi. Natomiast Marianna poznaje dwóch przystojnych panów, którzy okazują jej zainteresowanie. Co z tego wyniknie? Wkrótce życie Zosi zaczyna się walić. Spotyka ją nieszczęście za nieszczęściem i odbiera jej wszelką chęć do życia. Jej najbliżsi również muszą poradzić sobie z tymi problemami i nauczyć się dalej egzystować. Panna Borucka wyjeżdża do Włoch, Marianna randkuje z dwoma mężczyznami, natomiast Eryk szuka pocieszenia u koleżanki z pracy. Poznajcie dalszą historię bohaterów poznanych w „Drodze do Różan”!
Pierwszy tom serii niezmiernie przypadł mi do gustu. Byłam zachwycona samą ideą, jak i wykonaniem. Dawno powieść obyczajowa tak mnie nie wciągnęła, przeżywałam wszystko wraz z bohaterami, razem z nimi płakałam i śmiałam się. Może dlatego, że akcja została osadzona w Polsce, a dokładnie w Krakowie i pobliskich Różanach, co sprawiło, że opowieść stała się dla mnie bardziej realna i bliska. Z niecierpliwością wyczekiwałam nowego wydania drugiej części, które pięknie się prezentuje.
„Wiosna w Różanach” jak najbardziej spełniła moje oczekiwania. Stęskniłam się za Zosią, a dzięki tej książce mogłam do niej powrócić. Cała historia jest wspaniała, wzruszająca i wzbogacona o nowe wątki, jakich nie było w pierwszym tomie.
Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to większa rola Marianny w książce. W poprzednim tomie owszem, była ważna, ale tutaj ośmielę się nawet stwierdzić, że więcej rozdziałów było poświęconych jej, a nie Zosi. Uważam to za duży plus, ponieważ pani Ziembicka nie skupia się na jednej postaci, ale tworzy z wielką dokładnością każdego bohatera. Historia Marianny okazała się niezwykle ciekawa, tym bardziej, że przyjaciółkę panny Boruckiej bardzo polubiłam już w „Drodze do Różan”.
Bardzo się cieszyłam, że mogłam znów „spotkać się” z Zosią, choć serce mi się krajało, kiedy czytałam o jej cierpieniu i co jej się przydarzyło. Początkowo nie mogłam w to uwierzyć. Jej powrót do normalności, codzienności odbywał się stopniowo. Nie popadła w zbyt wielką depresję, ale też nie przeszła obok tragedii obojętnie, zostało to przedstawione bardzo realistycznie. Autorka dobrze zrobiła, że dodała wątki Marianny, ponieważ gdyby ta część skupiała się tylko na Zosi, z czasem czytelnik zaczynałby się nudzić jej chwilami słabości. To zostało zastąpione rozdziałami o jej przyjaciółce.
Co kilkadziesiąt stron występowały także Przepisy Pani Zuzanny na proste potrawy, które zostały wspomniane w książce. Za każdym razem, kiedy niania gotowała, ja robiłam się głodna. Ten zbiór kilku przepisów jest idealnym rozwiązaniem. Każda kobieta będzie mogła nie tylko przeczytać powieść, lecz także jej posmakować!
Bogna Ziembicka posługuje się niesamowitym językiem, który sprawiał, że powieść pochłaniała mnie bez reszty. Nie sądziłam, że obyczajówki mogą tak wciągać, ale ta jest tego najlepszym przykładem. Wykreowała intrygujących bohaterów, z którymi bardzo szybko się zżyłam. Pani Ziembicka ma naprawdę świetny styl i przeczytam wszystko, co wyjdzie spod jej pióra.
Wątek Natalii Berg również okazał się interesującym dodatkiem. W pierwszej części mieliśmy okazję ją poznać, ale była to postać epizodyczna. Tym razem odegrała ważniejszą rolę. Czytelnik ma okazję poznać jej przeszłość i zamiary dotyczące innych bohaterów. Tę część powieści czytałam niemal z napięciem i byłam ciekawa, co wyniknie z jej intryg.
Podsumowując, „Wiosna w Różanach” to doskonała powieść na jesień. Można się oderwać na chwilę od szarej rzeczywistości. W tej części wiele razy się wzruszyłam, wydaje mi się, że było w niej więcej smutnych chwil. Bogna Ziembicka od teraz staje się jedną z moich ulubionych polskich autorek. To wspaniały przykład, że Polak też potrafi napisać coś dobrego!
Moja ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte
Możecie również przeczytać wywiad z autorką przeprowadzony przeze mnie - klik.

czwartek, 25 lipca 2013

Przedpremierowo: "Wyspa z mgły i kamienia" Magdalena Kawka

6 komentarzy:
PREMIERA 31 LIPCA
Autor: Magdalena Kawka
Tytuł: Wyspa z mgły i kamienia
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 288

Julia postanawia w końcu zacząć się cieszyć życiem. Sprzedaje kamienice po swojej matce i kupuje dom w pięknym i spokojnym miejscu na wyspie Krecie. Jej dorosłe córki nie są zbyt zadowolone, wolały, aby pieniądze zostały podzielone, chciały wykorzystać je do spełnienia własnych marzeń. Pomimo kilku sprzeczek z rodziną, kobieta nie zamierza odpuścić – kupuje atlas i przegląda go w poszukiwaniu najciekawszych miejsc. Wybór pada na Grecję, Julia szybko pakuje walizki i zabiera się do zwiedzania kraju i szukania nowego domu. Od samego początku sąsiedzi zachowują się dziwnie i nie do końca przyjaźnie. Kobieta nie podejrzewała, że jej nowe życie będzie pełne przygód i emocji… Co ukrywają mieszkańcy Falasarny?
Magdalena Kawka to z wykształcenia socjolog, ale próbowała także innych zawodów: dziennikarka, urzędnik oraz kwiaciarka. Kilka lat temu postanowiła całkowicie poświęcić się pisaniu, współpracowała z różnymi pismami i napisała kilka powieści, a także poradnik dla rodziców. Jej debiutem była książka „Sztuka latania”, a już pod koniec lipca wyjdzie jej najnowsza powieść, którą dziś wam recenzuję – „Wyspa z mgły i kamienia”.
Powieść skusiła mnie przede wszystkim wspaniałym opisem. Zapowiadał on świetną obyczajówkę z wątkiem kryminalnym i wspaniałym klimatem Grecji. Uwielbiam książki, których akcja toczy się w jakichś cieplejszych krajach, a już szczególnie, kiedy są opisywane piękne miejsca, mniej uczęszczane przez turystów, ponieważ wtedy można lepiej poznać zwyczaje mieszkańców. Co do tego się nie zawiodłam. Autorka znakomicie oddała urok Krety.
Główna bohaterka jest ciekawą postacią. Julia to starsza kobieta, która samotnie wychowała dwie córki. Przez wiele lat pracowała w szpitalu i nie chciała zmienić pracy, choć mało zarabiała. Kiedy mężczyzna, który ją uszczęśliwiał, odszedł od niej, postanowiła zmienić swoje życie, zacząć robić to, na co tak naprawę miała ochotę. Po przeprowadzce stała się inną osobą. Wiedziała czego chce i nie poddawała się zbyt szybko. Chętnie pomagała innym w potrzebie. Bardzo szybko ją polubiłam, lecz nie jest to postać, o jakiej długo się pamięta. Giorgos to także sympatyczny bohater. Był opiekuńczy, troszczył się o osobę, na której mu zależało.
Niestety wątek kryminalny, którego oczekiwałam, nie zachwycił mnie. Bohaterowie odkrywali tylko pewne historyczne tajemnice, które miejscami były nudne. Liczyłam na więcej akcji i emocji, ale się zawiodłam. Był to dość oryginalny pomysł, ale niedopracowany.
Magdalena Kawka posługuje się prostym i przyjemnym w odbiorze językiem. Miejsca, które opisywała mogłam sobie z łatwością wyobrazić. Ale mogłaby bardziej rozwinąć niektóre wątki i sprawić, aby lekturę czytało się szybciej.
„Wyspa z mgły i kamienia” to powieść dobra na wakacje, można miło spędzić z nią czas, lecz nie zostaje w pamięci na zbyt długo. Jeśli ktoś oczekuje dobrego wątku sensacyjnego – niech lepiej nie sięga. Wszystkim innym, którzy mają ochotę przeczytać, polecam.
Moja ocena: 6/10 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG

wtorek, 2 lipca 2013

"Sztuka uprawiania róż z kolcami" Margaret Dilloway

4 komentarze:

Autor: Margaret Dilloway
Tytuł: Sztuka uprawiania róż z kolcami
Tytuł oryginału: The Care and Handling of Roses with Thorns
Wydawnictwo: M
Miejsce i rok wydania: Kraków 2012
Liczba stron: 440

Gal jest nauczycielką biologii, mieszkającą w niedużym domu w małym mieście. Za tym domem znajduje się piękny ogród pełen róż oraz szklarnia, w której kobieta trzyma wyjątkowe okazy i stara się wyhodować nowy, niepowtarzalny gatunek. Od dzieciństwa jest chora na nerki, od wielu lat jeździ na dializy i jest coraz większe prawdopodobieństwo, że umrze. Pewnego dnia do jej nudnego życia wkracza siostrzenica, którą zaniedbywała matka. Gal musi sobie poradzić z wychowaniem zbuntowanej nastolatki, której brakuje rodzinnego ciepła. Przygotowuje także różę na zawody hodowców, sądzi, że może w końcu zwyciężyć. Jest także szansa na znalezienie miłości…
Margaret Dilloway dorastała w San Diego w Kalifornii, tam też mieszka do dziś z mężem i dziećmi. Pisze odkąd nauczyła się to robić. Po studiach pracowała jako redaktor dla dwóch tygodników. Napisała dwie książki: „Sztukę uprawiania róż z kolcami” oraz „How to Be an American Hausewife”.
Zanim sięgnęłam po tę powieść, przeczytałam wiele pozytywnych recenzji na jej temat. To one mnie zachęciły do przeczytania „Sztuki uprawiania róż z kolcami”. W innym wypadku z pewnością nie zwróciłabym uwagi na książkę. Pomyślałabym pewnie, że to jakiś poradnik dla hodowców. Dlatego nie trzeba nigdy sugerować się okładką ani tytułem, ponieważ mogą zmylić czytelnika, tylko przeczytać opis utworu. Gdyby nie recenzje, przeoczyłabym świetną i naprawdę wartościową książkę.
Wszyscy bohaterowie zapadają w pamięć. Mają odmienne charaktery, każdy posiada zalety, jak i wady. Cały czas popełniają błędy, lecz w końcu potrafią się do nich przyznać i przebaczyć innym. Warto zwrócić uwagę na Riley, siostrzenicę Gal, którą matka mało się zajmowała. Zostawiała ją samą w domu na całe dni, często się przeprowadzała i w końcu musiała przeprowadzić się do ciotki. Na początku nie potrafiły odnaleźć wspólnego języka, miało miejsce kilka kłótni, ale próbowały i mimo wszystko się kochały, tak jak się kocha rodzinę. Gal poznajemy, kiedy jeszcze prowadziła samotne życie, była do wszystkich negatywnie nastawiona, miała bliższy kontakt tylko ze swoją przyjaciółką, także nauczycielką. Podczas czytania można zaobserwować zmiany w niej, do których doprowadziła w dużym stopniu Riley.
Bardzo mi się spodobał wątek dotyczący róż. Hodowanie nowych gatunków mnie zainteresowało, zawsze trzymałam kciuki za Gal podczas zawodów, o których czytałam z niemałą przyjemnością. Do tej pory nie ciekawiło mnie to, więc brawa dla autorki za tak interesujące przedstawienie uprawy róż.
Margaret Dilloway posługuje się przyjemnym w odbiorze językiem. Dzięki niemu nie można odłożyć książki, a po przeczytaniu jednego rozdziału chce się zaczynać kolejny. Wspaniale przedstawiła relacje między pokłóconymi siostrami, a także między zbuntowaną nastolatką, a jej ciotką, która miała się nią zaopiekować.
„Sztuka uprawiania róż z kolcami” to idealna powieść na letnie dni. Uważam, że nikt się na niej nie zawiedzie, a po przeczytaniu będzie chciał poznać dalsze losy bohaterów, tak jak ja. Serdecznie polecam wszystkim, którzy mają ochotę na poznanie historii Gal.
Moja ocena: 9/10
 
Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu M

środa, 19 czerwca 2013

"Dom nad morzem" Santa Montefiore

3 komentarze:

Autor: Santa Montefiore
Tytuł: Dom nad morzem
Tytuł oryginału: The House By The Sea
Wydawnictwo: Świat Książki
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2012
Liczba stron: 607

Floriana od jakiegoś czasu zagląda przez mury do rezydencji La Magdalena. Podziwia przepiękne ogrody i samą willę. Marzy o tym, aby kiedyś zamieszkać w takim domu nad morzem i być bogatą, tak jak jej właściciele. Pewnego dnia syn właściciela zauważa małą dziewczynkę i postanawia ją zaprosić. Floriana od tego momentu wierzy, że kiedyś poślubi Dantego. Wiele lat później hotelowi Mariny grozi bankructwo. Jedyną nadzieją jest zatrudnienie malarza, który będzie uczył gości malować. Rok wcześniej taki zabieg przyniósł zyski, ale czy teraz uratuje hotel? Marina zatrudnia człowieka, który wydaje się być do tego idealny – przystojny i czarujący Argentyńczyk o wielkim talencie i wyrozumiałości dla uczniów. Wpada on w oko pasierbicy Mariny, Clementine. Rafaelowi udaje się pomóc rodzinie w rozstrzygnięciu dawnych konfliktów, ale nie jest on tym, za kogo się podaje… Co mają ze sobą wspólnego obie kobiety, Floriana i Marina?
Santa Montefiore to angielska pisarka, zajmuje się pisaniem powieści dla kobiet. Zaczęła pisać dopiero po wyjściu za mąż za pisarza, Simona Montefiore, który pomógł uwierzyć jej w swoje umiejętności. Debiutowała książką „Spotkajmy się pod drzewem ombu”, która stała się prawdziwym bestsellerem.
„Dom nad morzem” od samego początku mnie intrygował, a ja bardzo chciałam zapoznać się twórczością pani Montefiore. I tak książka wpadła w moje ręce. Czułam, że będzie idealna na chwilowe oderwanie się od świata fantastyki i paranormali. I nie myliłam się. Bardzo potrzebowałam spokojnej, obyczajowej powieści dla kobiet, które lubię od czasu do czasu przeczytać.
Tym, co najbardziej mnie urzekło w „Domu…”, była historia o Florianie. Co parę rozdziałów zostawialiśmy na chwilę Marinę, aby poznać do końca opowieść o małej dziewczynce, która pragnęła poślubić swojego księcia. Uwielbiałam o tym czytać i nie mogłam wtedy choćby na chwilę oderwać się od książki. To była piękna i wzruszająca historia o prawdziwej miłości.
Bohaterowie książki to wachlarz różnorodnych charakterów. Każdy zachowuje się inaczej i inaczej reaguje na różne sytuacje. Marina to wspaniała kobieta, która pragnie być szczęśliwa, ale cały czas prześladuje ją smutek, który jest spowodowany tym, że nie może mieć upragnionego dziecka. Floriana to silna dziewczynka, powoli przeradzająca się w młodą kobietę, która zawsze stawia na swoim i walczy o marzenia. Rafa jest mężczyzną, który lubi myśleć i zawsze pragnie doradzić coś innym, aby ich życie było lepsze. Clementine pragnie prawdziwej miłości i nienawidzi Mariny, gdyż twierdzi, że ona rozbiła jej rodzinę. Postacią, na którą chciałabym również zwrócić uwagę, jest Sylvia, która na początku nieustannie mnie irytowała. Cały czas zachęcała swoją przyjaciółkę do spotykania się z chłopakiem, którego nie kochała, gdyż nie wierzyła w prawdziwą miłość i mówiła, że trzeba brać to, co się ma. Później jednak zrozumiałam jej postępowanie i bardzo jej współczułam.
Powieść jest pełna zagadek i miłości. Cały czas jesteśmy trzymani w niepewności, nie wiemy, jakie tajemnice skrywają bohaterowie. Niestety, łatwo się wszystkiego domyślić i zakończenie nie było dla mnie zaskoczeniem. Szkoda, że autorka bardziej nie skomplikowała sprawy, mogła trochę pomieszać czytelnikom w głowach, aby tak łatwo się nie domyślali rozwiązania zagadek.
Z wielką chęcią i przyjemnością przeczytam inne książki pani Montefiore. „Dom nad morzem” mnie oczarował i jeżeli wszystkie jej powieści są takie, to będę zachwycona. Nie zrażajcie się ilością stron, czyta się tak szybko, że się nie zauważa, kiedy minie te sto stron. Santa Montefiore posługuje się naprawdę lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem. Gorąco polecam!
Moja ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Zaczytajsie.pl

niedziela, 2 czerwca 2013

"Droga do Różan" Bogna Ziembicka

5 komentarzy:

Autor: Bogna Ziembicka
Tytuł: Droga do Różan
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 416

Zofia Borucka mieszka w Różanach, w starym rodzinnym dworku wraz z ojcem i dawną nianią Zuzanną, która zastępowała jej matkę. Nieopodal mieszka jej przyjaciółka Marianna, którą kocha prawie jak siostrę oraz Eryk okazujący jej zainteresowanie. Zosia na co dzień zajmuje się ogrodem, sadzi piękne kwiaty, krzewy, warzywa i owoce, a później je sprzedaje. Pewnego dnia do Różan przybywa jej dawna miłość, a zarazem stary przyjaciel rodziny. Kobieta ma nadzieję, że Krzysztof chce do niej wrócić. Jednak przybywa w interesach, jak się później okazuje. Żąda zwrotu pożyczki, jakiej niegdyś udzielił jej ojcu. Rodzina nie ma wystarczającej ilości pieniędzy i jest zmuszana do sprzedania ukochanego dworku. Przeprowadzają się do Krakowa i starają się dostosować do nowego życia. Jak Zosia poradzi sobie w nowej sytuacji? Czy wybaczy Krzysztofowi? A może zbliży się do Eryka?
Bogna Ziembicka urodziła się i mieszka do dziś w Krakowie wraz z mężem kolekcjonującym lampy naftowe i córką. Jest filologiem. Od dzieciństwa marzyła, żeby pisać. Gdy miała pięć lat wygrała w konkursie w zoo, gdzie trzeba było opowiedzieć bajkę. Pisze serię o rodzinie Boruckich i ich dworku w Różanach. Do tej pory ukazały się dwa tomy: „Droga do Różan” i „Wiosna w Różanach”, a we wrześniu ma się ukazać trzecia część.
Na początku nie byłam za bardzo przekonana do tej powieści. Lubię czasem przeczytać jakąś obyczajówkę, żeby odpocząć od wszelkich paranormalni i fantastyki, ale jak robię to zbyt często, to czasem mnie zanudzają. W ostatnim czasie brakowało mi takiej odskoczni od fantastyki, dlatego, kiedy dostałam propozycję przeczytania, jednak zgodziłam się. Na początku nie chciałam się tego podejmować, lecz nieco poczytałam o „Drodze do Różan” i w końcu zauroczyła mnie. Kiedy zaczęłam czytać, okazało się, że był to świetny wybór.
Powieść bardzo wciąga. Obiecywałam sobie, że przeczytam tylko jeden rozdział, ale na tym się nie kończyło. Chciałam do końca poznać historię Zosi, a kiedy dotarłam do zakończenia, czułam niedosyt. Jak dobrze, że drugi tom został już wydany.
Bohaterowie zostali świetnie wykreowani. Każdy z nich zapada w pamięci i każdego udało mi się polubić. Zosia jest po prostu cudowna! Choć czasem naiwna, ma jednak dobre serce i wie, że nie zawsze wszystko musi być idealne. Wspaniale została ukazana jej pasja, czyli ogrodnictwo. To, jak opowiadała o kwiatach, szczególnie o różach, znała różne ciekawostki, a nawet wiersze o nich. Mariannę także uwielbiam. To wspaniała przyjaciółka o jakiej marzy zapewne niejedna kobieta. Potrafi wysłuchać i doradzić, a kiedy trzeba, jest szczera do bólu. Zachowanie Krzysztofa momentami mnie irytowało, ale i tak zdobył moją sympatię. Często nie myślał o uczuciach innych ludzi, tylko o własnych korzyściach, jednak potrafił być troskliwy i opiekuńczy. Eryk to także świetny facet.
Bardzo lubiłam rozdziały poświęcone pani Zuzannie, a raczej jej przeszłości. Były to jedne z najciekawszych momentów w książce, ale także te najbardziej wzruszające. Ta kobieta wiele w życiu przeszła, ale potrafi iść na przód. Jest bardzo mądra, dzięki swoim doświadczeniom mogła lepiej zrozumieć innych ludzi. Jej przyjaźń z Carlą była piękna.
Trzeba także wspomnieć o wspaniałej oprawie graficznej. Okładka jest cudowna, taka ciepła i miła dla oka. Do tego w środku co jakiś czas pojawiały się rysunki różnych kwiatów, które pojawiały się w powieści. Świetny zabieg.
Pani Bogna Ziembicka posługuje się bardzo przyjemnym i bogatym językiem. Tak łatwo było sobie wyobrazić dworek w Różanach, czy piękne krajobrazy górskie. To także dzięki jej stylowi tak wspaniale czytało się tę książkę.
„Droga do Różan” to ciepła i przede wszystkim bardzo przyjemna w odbiorze lektura. Można na chwilę oderwać się od swojego życia i poznać historię rodziny Boruckich. A na ostatnich stronach zostały podane przepisy między innymi na nalewkę ze śliwek i różne rodzaje spaghetti. Uważam, że książka spodoba się większości kobiet. Gorąco polecam.
Moja ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte

***
A już niedługo będziecie mogli przeczytać na moim blogu wywiad z Panią Bogną Ziembicką, serdecznie zapraszam!

środa, 29 maja 2013

"Single" Meredith Goldstein

3 komentarze:

Autor: Meredith Goldstein
Tytuł: Single
Tytuł oryginału: The Singles
Wydawnictwo: M
Miejsce i rok wydania: Kraków 2012
Liczba stron: 238

Pięciu singli spotyka się ze sobą na weselu dawnej przyjaciółki, Bee. Znalazła w końcu kogoś, z kim chce spędzić resztę życia. Niestety, nie może tak do końca cieszyć się tym pięknym dniem. Ma na głowie swoich singli, jednych zna, innych nie, jednak nie wie czego może się po każdym z nich spodziewać. Hannah stresuje się spotkaniem na weselu ze swoim byłym, który ma przyjść z nową dziewczyną. Jedna z koleżanek, pierwsza druhna, daje jej tabletki mające pomóc się zrelaksować… Vicky przywozi na przyjęcie lampę przeciwdepresyjną, ukrywa ją w futerale po gitarze i udaje przed wszystkimi, że gra w wolnym czasie. Oprócz tego namiętnie czyta erotyki, jedną powieść nawet przywozi ze sobą. Rob pomimo zapewnień, że przybędzie na wesele, zostaje w domu. Opiekuje się swoim psem chorym na epilepsję. Phil jest singlem, którego nikt nie zna. Na przyjęcie miała przyjechać jego matka, jednak rozchorowała się w ostatnim momencie i wysłała syna, który zrobi dla niej wszystko. I ostatni, Joe, to wujek panny młodej. Przed imprezą rozpoznaje wśród gości znajomą kobietę… Co się wydarzy na weselu? Jakie przyniesie to skutki? Czy single w końcu będą mogły powrócić do normalnego życia?
Meredith Goldstein urodziła się w New Jersey, a obecnie mieszka w stanie Massachusetts. Prowadzi kącik porad i dział rozrywkowy w „Boston Globe”.  Na trzydzieste urodziny kupiła sobie w prezencie maszynę do robienia waty cukrowej.
Autorka miała ciekawy pomysł na powieść. Cała akcja toczy się przed i na weselu. W ciągu tego czasu wiele się dzieje, aż ciężko uwierzyć, że trwa to nieco ponad jeden dzień. Każdy z bohaterów robi coś niespodziewanego, co zmienia jego życie. Jednak jeszcze nie dowiadujemy się, czy na lepsze, czy na gorsze.
Bohaterowie zostali świetnie wykreowani. Każdy z nich jest całkowicie inny, mamy tu dużą różnorodność charakterów. Niestety, niektórych mężczyzn wciąż mylę i zapominam, który jest którym, lecz co do kobiecych postaci – wszystkie zapadły mi w pamięci. Szczególnie Hannah, którą można określić mianem głównej bohaterki. Polubiłam ją i wyczekiwałam rozdziałów mówiących o niej. Ciekawe było to, że każdą osobę, jaką spotykała, próbowała obsadzić w wymyślonym filmie, starannie dobierała idealnego aktora, który posiadałby konieczne cechy do wcielenia się w daną postać. Moją sympatię zdobyła także panna młoda, czyli Bee, a raczej Beth Eleonor Evans, prawniczka. Choć w końcu nadszedł jej wielki dzień, zawsze znajdowała czas dla przyjaciół, martwiła się o nich i była gotowa wybiec z przyjęcia, aby komuś pomóc. To wspaniała postawa godna pochwały.
Pani Goldstein posługuje się prostym, acz ciekawym językiem. W książce nie ma nadmiernej ilości nużących opisów, dzięki czemu czytanie idzie sprawnie i bez żadnych trudności. Szkoda tylko, że zostawiła takie zakończenie, trzeba sobie samemu dopowiedzieć dalszą historię singli. Wolałabym jednak wiedzieć, czy końcu zaznają szczęścia i czy odnajdą swoją miłość.
„Single” to przyjemna w czytaniu powieść, można się przy niej zrelaksować i spędzić miły wieczór. Nie brakuje w niej humoru ani zabawnych sytuacji. Mimo wszystko jest to lektura na jeden dzień, kilka godzin, a później szybko można o niej zapomnieć. Nie jest to jakaś nadzwyczajna powieść, tylko miłe czytadło. Polecam.
Moja ocena: 6/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu M