Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lipca 2015

Co ostatnio przeczytałam...

5 komentarzy:
Stęskniłam się za pisaniem. Naprawdę :) Ale nie mam weny na pisanie recenzji, tak dawno tego nie robiłam, że nie wiem, czy jeszcze pamiętam, jak się to robi :D Ale już od jakiegoś czasu czuję potrzebę wygadania się o tym, co ostatnio przeczytałam. Stąd pomysł na posta :) Przedstawiam kilka minirecenzji książek, które ostatnio przeczytałam i o których mam coś do powiedzenia :)


8/10
"Joyland" Stephen King, Prószyński i S-ka, 336 stron
To była moja pierwsza książka mistrza grozy :) Oczekiwałam od niej naprawdę wiele i muszę przyznać, że się nie zawiodłam :) Daje do myślenia i na pewno nie można nazwać jej mrożącym krew w żyłach horrorem, bo nie to miał na celu King. Momentami trzyma w napięciu, ale tak jak kryminał. Nie polecam, jeśli ktoś sięgając po nią pragnie trochę wrażeń i strachu, bo może się mocno zawieść. To bardzo dojrzała książka, o dorastaniu, życiu i śmierci. Uznałam, że będzie idealna na pierwsze spotkanie ze Stephenem Kingiem i uważam, że rzeczywiście tak było :) Następną w kolejce jest "Misery" i liczę na to, że już przy tej trochę najem się strachu :D






8/10
"Ostatnia spowiedź. Tom I" Nina Reichter, Novae Res, 386 stron
Długo się do niej zabierałam, a kiedy w końcu zaczęłam ją czytać, na początku mnie nie zachwyciła. Ciężko mi się ją czytało i nie potrafiłam polubić głównych bohaterów. A miałam spore oczekiwania, bo był czas, kiedy na co drugim blogu zachwycano się tą trylogią :) Na szczęście w pewnym momencie coś się zmieniło, powieść zaczęła mnie coraz bardziej wciągać, zżyłam się z bohaterami, niestety zabrakło u mnie elementu zaskoczenia na koniec, bo kiedyś przez przypadek dowiedziałam się, jak się kończy pierwszy tom... Mimo wszystko powieść odebrałam bardzo pozytywnie i czekam na to, aż druga część wpadnie w moje ręce. (Ma ktoś ją może na wymianę? ;)) Ta historia uświadomiła mi jak ciężkie i pełne wyrzeczeń jest życie sławnej osoby. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej, niż każdy sobie wyobraża. To, co mnie najbardziej urzekło w tej książce to jej prawdziwość, naturalność. Przedstawia życie wbrew pozorom zwykłych ludzi, ważne życiowe decyzje, które każdy z nas musi kiedyś podjąć.
9/10
"Krucha jak lód" Jodi Picoult, Prószyński i S-ka, 616 stron
To już moja druga powieść Jodi Picoult. Pierwsza, "Bez mojej zgody" bardzo mi się podobała i już wtedy polubiłam pisarkę za jej styl pisania. Jednak to "Krucha jak lód" mnie rozwaliła, oczarowała i zachwyciła zarazem. O dziwo, jej tematyka bardziej trafiła do mojego serca niż jej poprzedniczka. Bardzo zżyłam się z rodziną O'Keefe i ciężko było mi się z nią rozstać. Czytałam tę książkę całymi dniami i ciężko było mnie od niej oderwać. Porusza naprawdę ważne tematy i każe czytelnikowi zastanowić się nad pewnymi aspektami życia. Mogę śmiało stwierdzić, że to właśnie po "Kruchej jak lód" pokochałam panią Picoult. Ta powieść to mistrzostwo, ale... No właśnie, jest jedno ale przez której nie dostała ode mnie najwyższej noty. Zauważyłam, że jej schemat był bardzo podobny do poprzedniej książki autorki. Dodatkowo wydawało mi się, że Amelia i Anna (bohaterka "Bez mojej zgody") to prawie te same osoby, miały bardzo podobny charakter. To mnie lekko zawiodło. Jednak wciąż mam taką cichutką nadzieję, że to tylko przypadek lub moje wymysły ;)


11/10
"Papierowe miasta", John Green, Bukowy las, 400 stron
Pamiętacie jak rok temu zachwycałam się "Gwiazd naszych winą"? Zapomnijcie. Teraz to "Papierowe miasta" zawładnęły moim sercem i umysłem ;) Oczywiście nie kwestionuję geniuszu GNW, ale John Green pokazał mi, że jedną swoją książką może zmienić moje życie. A co dopiero dwoma :) Ta powieść wciągnęła mnie tak, że byłam gotowa rzucić wszystko, aby móc ją ciągle czytać. W kółko i kółko :) Niesamowicie podobały mi się przemyślenia głównego bohatera, zapamiętałam szczególnie jeden cytat: "Margo nie była cudem..." - pewnie sami wiecie o co chodzi ;) Sama Margo była jedną wielką tajemnicą i wciąż nią dla mnie pozostaje. To jedna z najlepszych postaci, z jakimi miałam do czynienia. Już odliczam dni do filmu, w którym w jej rolę wciela się cudowna Cara Delevingne. A tak się składa, że tego samego dnia, kiedy jest polska premiera, ja obchodzę swoje 17 urodziny :) To będzie cudowny dzień, już to wiem.

Na dziś to jest wszystko, ale myślę, że możecie się spodziewać kolejnej części minirecenzji, bo dobrze jest móc się wygadać, kiedy nie mam siły na napisanie czegoś większego i poważniejszego :)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

"Moja mroczna strona" Gabrielle Zevin

5 komentarzy:

Rok 2083. Nowy Jork. Czekolada i kawa przestały być legalne i są produkowane przez mafijne rodziny, które walczą ze sobą. Woda jest racjonowana, a za zbyt duże jej zużycie płaci się niewyobrażalne kwoty. Papier jest niemal niemożliwy do osiągnięcia. Ania Balanchine jest córką największego czekoladowego bossa. Jako najbliższa rodzina, ona i jej rodzeństwo są w niebezpieczeństwie i muszą być bardzo ostrożni we wszystkim, co robią. Pewnego dnia Ania popełnia błąd i zostaje oskarżona o próbę otrucia swojego chłopaka czekoladą produkowaną przez swojego ojca. Dziewczyna jest niewinna, lecz wszystkie fakty wskazują na nią. Kto wrobił ją w przestępstwo? I kto ją z tego wyciągnie?
Gabrielle Zevin jest amerykańską pisarką książek dla młodzieży, lecz nie tylko. Swoją karierę rozpoczęła w wieku 14 lat, kiedy to zdobyła pracę krytyka muzycznego w „Fort Lauderdale Sun-Sentinel”. Jej pierwsza powieść „Gdzie indziej” została nominowana do nagrody Quill, a wygrała Borders Original Award Voices. Zevin jest absolwentką Harvardu i od urodzenia mieszka w Nowym Jorku.
Już od dawna miałam na oku inną książkę tej autorki – „Zapomniałam, że cię kocham”. Bardzo mnie ona intrygowała, ale zawsze było mi z nią nie po drodze. Kiedy w zapowiedziach ukazała się jej nowa powieść, wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Połączenie dystopii, czekolady i mafii wydawało się interesujące. Czy tak było w rzeczywistości? Nie do końca.
„Moja mroczna strona” mnie nie wciągnęła. Opowieść nie była zła, ale musiałam zmuszać się do jej czytania. Nie potrafiłam zatracić się w tym świecie i przeżywać przygód z Anią. Książka nie ma zbyt wielu zwrotów akcji, zazwyczaj było wręcz monotonnie. Chciałam ją jak najszybciej przeczytać, ale tylko dlatego, że momentami się przy niej nudziłam.
Główna bohaterka bardzo mnie irytowała. Zachowywała się bardzo infantylnie i naiwnie. Ciągle zastanawiałam się, jak można być tak łatwowierną i niedomyślną. Wydawało mi się, że sprowadzała na siebie nieszczęścia jedynie przez to, że nie umiała postawić się innym, wszystkim się podporządkowywała i nie miała własnego zdania. Jej chłopak był moim zdaniem całkowitym niewypałem. Wydawał mi się sztuczny i przeidealizowany. Ich związek tak samo.
Historia sama w sobie jest bardzo ciekawa i ma duży potencjał. Szkoda, że autorka nie wykorzystała go najlepiej, jak mogła. Do języka, jakim powieść została napisana, nie mam żadnych zarzutów. Widać, że Gabrielle Zevin nie ma żadnych trudności z pisaniem. Jasno wyraża własne myśli, a opisy nie są zbyt ubogie, ale też nie przydługie.
„Moja mroczna strona” to przeciętna książka. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobała, ale też mnie nie zachwyciła w żaden sposób. Nie jestem pewna czy chcę się zapoznać z kolejnym tomem. Obawiam się, że będzie to strata czasu, choć może dam mu szansę. Nie polecam, ani nie odradzam tej lektury. Ale jeśli szukacie młodzieżówki pełnej akcji i niespodziewanych zwrotów akcji, sięgnijcie po coś innego.
Moja ocena: 5/10

Autor: Gabrielle Zevin
Tytuł: Moja mroczna strona
Tytuł oryginału: All These Things I’ve Done
Wydawnictwo: YA!
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2014
Liczba stron: 384

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal
http://www.grupawydawniczafoksal.com/

niedziela, 11 stycznia 2015

"Flip" Martyn Bedford

3 komentarze:


Pewnego dnia Alex budzi się w cudzym łóżku w zupełnie nieznanym domu u ludzi, którzy biorą go za kogoś innego. Kiedy spogląda w lustro już wie, dlaczego – wygląda zupełnie inaczej. Znalazł się w ciele chłopaka, którego nigdy wcześniej nie widział. Każda próba ucieczki z cudzego życia kończy się katastrofą i Alex wpada w coraz większe tarapaty. Okazuje się, że Philip, w którego ciele gości, jest jego całkowitym przeciwieństwem. Przystojny, popularny, niezbyt dobrze sobie radzący z nauką, a na dodatek niezbyt uczciwy. Jak Alex poradzi sobie w nowym życiu? Czy uda mu się wrócić do „siebie”? I dlaczego w ogóle mu się to przytrafiło?
Martyn Bedford jest angielskim pisarzem. Wydał już pięć powieści, które zostały przetłumaczone na dwanaście języków. „Flip” jest jego pierwszą powieścią dla młodzieży. Wykłada na Trinity University College w Leeds. Wcześniej pracował jako dziennikarz, felietonista i redaktor w brytyjskich gazetach. Mieszka w Yorkshire wraz z żoną i dwiema córkami.
Powieść „Flip” zainteresowała mnie już od pierwszych zapowiedzi. Zaintrygował mnie temat zamiany ciał, ponieważ nie jest on zbyt często poruszany w literaturze. Sama często się zastanawiam, co by było, gdybym była kimś zupełnie innym niż jestem. Jak wyglądałoby moje życie, czy byłoby lepsze, czy może gorsze, o ile w ogóle można to tak ocenić. Miałam nadzieję, że książka przedstawi ten temat w ciekawy sposób i się nie zawiodłam. Przed czytaniem miałam pewne obawy, jednak bardzo szybko o nich zapomniałam, kiedy już wzięłam się za lekturę.
„Flip” jest bardzo wciągającą książką. Jak zaczęłam ją czytać, nie mogłam się od niej oderwać. Po prostu musiałam dowiedzieć się, co się zdarzy dalej. W chwilach, w których musiałam przerywać lekturę, ciągle się zastanawiałam, co się stało z Alexem i czy wróci do swojego ciała. Próbowałam sama zgadywać, dlaczego pewnego dnia tak po prostu obudził się w łóżku osoby, której nigdy wcześniej nie widział. Oczywiście wszystkie moje teorie okazywały się nieprawdziwe.
Bohaterowie są zarówno wadą, jak i zaletą powieści. Z jednej strony mogłam poznać mnóstwo ciekawych postaci, które nieraz skłaniały mnie do refleksji i z którymi się zżyłam. Były one do bólu prawdziwe i reprezentowały sobą różne typy ludzi. Niestety, autor za mało czasu poświęcił postaciom drugoplanowym. Niektóre zupełnie olał i czułam, jakby służyły tylko za tło. Szkoda, bo „Flip” wiele na tym traci.
Martyn Bedford stworzył intrygującą opowieść, która ma również drugie dno. Skłania do przemyśleń, refleksji nad własnym życiem. Podczas lektury zaczęłam zastanawiać się, czy wystarczająco doceniam własne życie i jak zachowałabym się na miejscu Alexa-Philipa.
Wątek miłosny w tej książce mnie oczarował. Rozwijał się bardzo powoli, naturalnie i był po prostu uroczy. Zupełnie mi nie przeszkadzał, ponieważ nie wysuwał się na pierwszy plan, dzięki czemu mogłam jeszcze więcej wynieść z tej historii. Dziewczyna, którą upodobał sobie Alex przypominała mi trochę mnie samą i świetnie ją rozumiałam.
„Flip” mnie nie zawiódł i bardzo chętnie przeczytam następne dzieła Martyna Bedforda. Uważam, że to świetna, pouczająca powieść dla młodzieży i z całego serca ją polecam. Zapewni nie tylko dużo rozrywki, ale też zmusi do przemyśleń i zadania sobie kilku ważnych pytań.
Moja ocena: 7/10

Autor: Martyn Bedford
Tytuł: Flip
Tytuł oryginału: Flip
Wydawnictwo: YA!
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2014
Liczba stron: 288

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal
http://www.grupawydawniczafoksal.com/


sobota, 29 listopada 2014

"Gra w kłamstwa" Sara Shepard

6 komentarzy:



Emma jest przeciętną nastolatką o dobrym sercu, jednak los nie żałował jej nieszczęść. W dzieciństwie została porzucona przez matkę, która była najważniejszą osobą w jej życiu. Od tego momentu dziewczyna przenosi się z jednej rodziny zastępczej do drugiej, raz lepszej, raz gorszej. Na dwa tygodnie przed swoimi osiemnastymi urodzinami Emma znajduje w sieci przerażający filmik, w którym główną rolę odgrywa dziewczyna niepokojąco podobna do niej. Nastolatka czuje, że podobieństwo nie jest przypadkowe i pragnie poznać osobę z filmiku. Kiedy dociera na miejsce spotkania, zostaje wciągnięta w niebezpieczną intrygę, która może kosztować ją życie… Jakie tajemnice odkryje? Kto za tym wszystkim stoi? I czym jest Gra w Kłamstwa?
Z Sarą Shepard już niejednokrotnie miałam do czynienia. Mogłabym ją nazwać starą znajomą, bo przeczytałam do tej pory osiem jej dzieł. Wcześniej byłam wielką fanką jej serii „Pretty Little Liars”, jednak od piątego tomu poziom tego cyklu coraz bardziej się obniża i niestety teraz za tym cyklem nie przepadam. Jednak zanim przeczytałam część, która mnie bardzo zniesmaczyła, zakupiłam „Grę w kłamstwa”. Po pewnym czasie postanowiłam dać jej szansę, choć podchodziłam do niej bardzo nieufnie. Bałam się, że pani Shepard nie będzie miała do zaoferowania nic nowego. Po lekturze pierwszego tomu „The Lying Game” mam bardzo mieszane uczucia.
W drugiej serii autorki znów pojawia się ten sam schemat. Wprowadzenie w intrygę, ciągłe pogróżki od nieznanego sprawcy, znalezienie głównego podejrzanego, a na sam koniec impreza, podczas której zostaje ujawniony fakt, który zmienia znaczenie wszystkich wcześniejszy poszlak i pozostawia w całkowitej dezorientacji. Książka była bardzo podobna do PLL, miała nawet podobne wątki. Nie rozumiem, dlaczego autorka nie chce pójść dalej, tylko ciągle korzysta ze sprawdzonych pomysłów. Po PLL już widzę, że przedłuża serie na siłę i pisze głównie dla pieniędzy. Moim zdaniem mogłaby stworzyć jedną dłuższą książkę, w której mogłaby połączyć wątki z kilku części, dzięki czemu powieść byłaby bardziej dynamiczna i trzymająca w napięciu.
Mimo wszystko „Gra w kłamstwa” bardzo wciąga. Przeczytałam tę książkę w ciągu kilku godzin, niemal nie odrywając się od lektury. Wciąż zastanawiałam się, kto za tym wszystkim stoi, miałam własne typy podejrzanych i nie mogłam się doczekać rozwiązania zagadki. Nawet po skończeniu lektury moje myśli wciąż były przy „Grze w kłamstwa”. Chciałam natychmiast nabyć drugą część i poznać dalsze losy Emmy.
Bardzo zaintrygowała mnie tytułowa Gra w Kłamstwa. Przez część książki czytelnik nie ma pojęcia o co w niej chodzi, dopiero w połowie poznajemy zasady gry. Kiedy dowiedziałam się, na czym ona polega, pierwsze, co mi przyszło do głowy to to, że bohaterki mają problemy psychiczne. To, co robiły było przerażające. Mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na genialny pomysł naśladowania tych dziewczyn, ponieważ może tym kogoś poważnie skrzywdzić! Podczas czytania lektury, czułam się, jakbym obserwowała prawdziwe psychopatki. Wydawało mi się, że nie tylko główne bohaterki miały nie po kolei w głowie, ale wszystkie postaci. Mam co do tego mieszane uczucia, ponieważ z jednej strony powieść porusza w ten sposób ważne tematy (choćby to, czym jest zemsta), ale z drugiej nie nadaje się dla każdego.
„Gra w kłamstwa” to lektura, która wywołała w mojej głowie zamęt. Wciągnęła mnie o wiele bardziej niż „Pretty Little Liars” i poruszyła ciekawsze wątki, ale miała też minusy. Główna bohaterka mnie irytowała i nie potrafiłam zrozumieć jej toku rozumowania, a co za tym idzie, działań, które podejmowała. Wiem, że przeczytam kolejne tomy, ponieważ chcę poznać rozwiązanie zagadki. Uważam, że jest to godna polecenia książka. Bardzo przyjemnie się ją czyta i może pokazać do czego prowadzi żądza zemsty.
Moja ocena: 7/10

Autor: Sara Shepard
Tytuł: Gra w kłamstwa
Tytuł oryginału: The Lying Game
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 296

sobota, 8 listopada 2014

"Czekając na Gonza" Dave Cousins

3 komentarze:


Wszystko zaczęło się od przeprowadzki Osbourne’ów na położoną w odludziu i nicości wieś o nazwie Slowleigh. Oz od samego początku uważał, że nie jest to odpowiednie miejsce dla ich zakręconej i pełnej życia rodziny. Jego rodzice byli zafascynowani nowym domem, jednak on i jego siostra widzieli wszystko na czarno. Już po kilku dniach okazało się, że chłopak miał rację – od razu ośmieszył się przed nową klasą i podpadł miejscowej psychopatce. Jednak jego wyczyny przyćmiewa sekret siostry, który odkrywa całkiem przypadkiem… i przy okazji szantażuje nim biedną nastolatkę. Co przyniesie następny dzień? W jakie tarapaty wpadnie znów kilkunastoletni Oz? Czy tajemnica siostry podzieli rodzinę? Poznajcie opowieść pełną smutku i radości, dobrych i gorszych dni, a także śmiechu i łez o rodzinie Osbourne’ów!
Dave Cousins to angielski pisarz, który dopiero w tym roku zadebiutował na polskim rynku wydawniczym. Kilka miesięcy temu ukazała się u nas jego pierwsza powieść – „Piętnaście dni bez głowy”, a w sierpniu – „Czekając na Gonza”. Dave swoją karierę pisarską rozpoczął w wieku dziesięciu lat, kiedy to próbował pisać scenariusze do serialu. Później tworzył również piosenki, wiersze oraz krótkie opowiadania. Obecnie pisze w kącie na strychu, gdzie towarzyszy mu rudy kot. Jego druga książka była moim pierwszym spotkaniem z twórczością pana Cousinsa.
Do „Czekając na Gonza” podchodziłam bardzo entuzjastycznie. Lubię takie ciepłe opowieści o perypetiach nastolatków, a ta szczególnie mnie zainteresowała, ze względu na tematykę. A mianowicie, porusza bardzo trudny i ważny problem, z którym niestety w książkach nieczęsto się spotykam. Nie jest tajemnicą fakt, iż siostra Oza jest w ciąży, ponieważ mówi o tym sam opis z okładki. Byłam niezwykle ciekawa, jak autor poradził sobie z przedstawieniem problemu nastoletniej ciąży. Dave Cousins jasno wyraża własne zdanie na ten temat, nie owija w bawełnę. Bardzo się cieszę, że napisał taką powieść dla młodzieży, ponieważ daje ona wiele do myślenia.
Narracja w książce zasługuje na ogromne brawa. Oz zwraca się bezpośrednio do swojego nienarodzonego siostrzeńca, opowiada mu barwną historię swojego życia od pierwszego dnia w nowej szkole, czyli właściwie od momentu dowiedzenia się o ciąży Meg. Czasem nawet prowadzi z Gonzem (bo tak nazwał dziecko, ku irytacji siostry) dialogi, a nawet przeżywa sny z nim związane. Oz opisuje wszystkie wydarzenia „po swojemu”, z humorem i ukazując swój zabawny sposób bycia, co nadaje unikalny charakter książce. Wydaje się ona prawdziwa, dzięki czemu jeszcze lepiej trafia do czytelnika.
Niestety, muszę przyznać, że główny bohater nieraz bardzo mnie irytował. Miał specyficzny charakter, taki typowy krętacz i spryciarz, który myśli, że wszystko mu wolno, a tacy chłopcy mnie denerwują. Na szczęście, Oz pokazał, że jednak nie jest do końca taki, jaki mógłby się wydawać. Uświadomił co nieco swojej rodzinie i wykazał się czasem większą jasnością umysłu niż ktokolwiek inny. Nie mogę powiedzieć, że była to moja ulubiona postać, ale z pewnością zasługuje na uwagę. Najbardziej zaintrygowała mnie Meg, czyli jego siostra, która w wielu momentach była już na skraju załamania psychicznego. Starałam się ją zrozumieć i zaczęłam się zastanawiać, jak ja bym się zachowywała na jej miejscu.
„Czekając na Gonza” nie zawiodło moich oczekiwań. Uważam, że potrzeba więcej takich powieści młodzieżowych, z których można się czegoś nauczyć i które dają czytelnikowi do myślenia. Książka w takiej lekkiej formie dotrze do każdego, najprostszego człowieka. Czyta się ją w błyskawicznym tempie i jak już się zacznie, nie ma od niej ucieczki. Serdecznie polecam, bo naprawdę warto poświęcić jej czas.
Moja ocena: 7/10

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal
http://www.grupawydawniczafoksal.com/

sobota, 11 października 2014

"Zostań, jeśli kochasz" Gayle Forman

12 komentarzy:


Mia już na pierwszy rzut oka bardzo różni się od swojej rodziny. Została wychowana przez rockmanów, jako kilkuletnie dziecko bywała na rockowych koncertach i miała mnóstwo „cioć” nie przebierających w słowach. Jej młodszy brat sprostał oczekiwaniom wszystkich – swój nadmiar energii, który towarzyszył mu na każdym kroku, uzewnętrzniał podczas gry na perkusji. A ona? Ona zakochała się w wiolonczeli i muzyce klasycznej… Rodzina zaakceptowała jej pasję, mimo iż do końca jej nie rozumiała. Pewnego zimowego dnia życie Mii nieodwracalnie się zmienia. Razem z rodzicami i bratem wybiera się w odwiedziny do znajomych, jednak nie docierają na miejsce… Uczestniczą w straszliwym wypadku samochodowym, który zabiera Mii najbliższych, a ją samą pozostawia w dziwnym stanie zawieszenia… W czasie pomiędzy życiem a śmiercią dziewczyna wspomina dotychczasowe życie.
Gayle Forman jest wielokrotnie nagradzaną, bestsellerową autorką książek z gatunku Young Adult, czyli jednego z moich ulubionych w ostatnim czasie. Zanim została pisarką, była dziennikarką, a jej artykuły ukazywały się w takich czasopismach jak „Seventeen”. Kilka lat temu mąż zabrał ją na wycieczkę dookoła świata, która zainspirowała ją do napisania pierwszej książki. Obecnie mieszka w Nowym Jorku wraz z mężem i córką. Jej najbardziej znana powieść to „Zostań, jeśli kochasz”, znana również pod tytułem „Jeśli zostanę”, która doczekała się w tym roku ekranizacji.
„Zostań, jeśli kochasz” już od dawna mnie intrygowała. Chciałam ją przeczytać, jeszcze zanim zrobiło się o niej głośno ze względu na ekranizację, lecz nie było mi to dane, ponieważ książka była bardzo trudno dostępna w Polsce. Jej pierwsze wydanie miało miejsce kilka lat temu i już dawno wyczerpał się nakład. Znalezienie jej graniczyło z cudem. Na szczęście, ze względu na film, wznowiono ją, lecz już pod nowym, moim zdaniem dość płytkim, tytułem. Teraz również miałam wiele przygód z kupowaniem jej, lecz w końcu trafiła w moje ręce, na kilka dni przed tym, jak wybrałam się do kina. Przeczytałam ją błyskawicznie, jak na moje teraźniejsze możliwości, bo w dwa dni.
Pierwszym, co mnie w tej książce zadziwiło, jest jej forma. Każdy rozdział przedstawia daną godzinę z tego strasznego dnia Mii. Od ranka, aż na nocy kończąc (a właściwie na wczesnym ranku dnia kolejnego), czyli równo 24 godziny. Wszystkie wydarzenia opisywała główna bohaterka. Zaczynała od krótkiego opisania sytuacji w szpitalu, a poszczególne wydarzenia skłaniały ją do wspominania dawnego życia. Nie wiem, czego się spodziewałam, ale ta forma przypadła mi do gustu. Uważam, że dzięki temu autorka mogła wycisnąć z tej historii tyle, ile się dało.
Niezwykle podobały mi się wspomnienia Mii. Przez czas czytania niemal czułam się tak, jakbym była nią. Jej przeszłość była barwna i bardzo ciekawa. Niektóre wspomnienia były tak piękne, że zazdrościłam jej, iż nie są moje, a niektóre dawały wiele do myślenia. Dzięki nim mogłam naprawdę dobrze poznać dziewczynę, w której głowie siedziałam przez kilka godzin. To sprawiło, że bardzo się z nią zżyłam, a kiedy zakończyłam lekturę, poczułam niedosyt. Gdy zamknęłam książkę, po mojej głowie krążyło mnóstwo myśli, a pośród nich jedna była najwyraźniejsza: ja chcę więcej! Mogłabym godzinami wspominać wraz z Mią jej przeszłość. Jej życie, mimo iż było zwyczajne, okazało się piękne. Bo życie JEST piękne.
Gayle Forman posłużyła się w tej powieści naprawdę prostym językiem, który jednak trafia do serca czytelnika. Nie mogę się tutaj zachwycać jej kunsztem literackim, bo nie ma czym. Istotą tej książki jest jej prostota. Mimo niewielu stron, autorce udało się w niej poruszyć mnóstwo ważnych kwestii.
„Zostań, jeśli kochasz” nie jest arcydziełem. Wiele jej do tego brakuje. Jednak jest to lektura, z której każdy może coś wynieść. Trafi do serca każdego przeciętnego czytelnika. Ja oczekiwałam po niej naprawdę zniewalającej książki, lecz dostałam tylko masę refleksji i kilka godzin bardzo przyjemnego czytania. Po lekturze czułam się delikatnie zawiedziona, lecz też usatysfakcjonowana. Mieszane emocje? A jakże! Uważam, iż jest to godna uwagi powieść i myślę, że pozostanie w moim sercu i umyśle na dłuższy czas. Mam również nadzieję, że drugi tom ukaże się w Polsce.
Moja ocena: 8/10

„Więc zagrałam. I chociaż nikt by się tego nie spodziewał, wiolonczela wcale nie brzmiała źle na tle gitar. Prawdę mówiąc, wyszło to naprawdę odjazdowo.”

środa, 6 sierpnia 2014

"Gwiazd naszych wina" John Green

14 komentarzy:

Hazel Grace Lancaster jest siedemnastolatką chorą na raka. Pewnego dnia jej mama stwierdza, że córka wpadła w depresję i wysyła ją na spotkania grupy wsparcia. Dziewczyna nienawidzi tego i uważa, że to nie ma sensu. Któregoś dnia, kiedy mama znów zaciąga ją na spotkanie, Hazel spotyka niejakiego Augustusa Watersa, który od pierwszej chwili zwraca na siebie jej uwagę. Od tego czasu zaczyna się ich znajomość, która przeradza się w niesamowitą relację. Razem próbują odpowiedzieć sobie na pytania dotyczące życia, śmierci, sensu ich egzystencji… A w podróż przez życie zabierze ich wspaniała powieść „Cios udręki”.
John Green to genialny pisarz książek z gatunku Young Adult. Do jego najbardziej znanych utworów należą „Gwiazd naszych wina”, „Papierowe miasta”, „Szukając Alaski”, „19 razy Katherine” oraz „Will Grayson, Will Grayson”, którego współautorem jest David Levithan. Za swoje dzieła otrzymał wiele nagród literackich oraz nominacji. Mieszka w Indianapolis wraz z żoną i synem.
Do „Gwiazd naszych winy” podchodziłam z ogromnym entuzjazmem. Powieść zbiera same pozytywne opinie i wszędzie można trafić na ludzi wychwalających ją pod niebiosa i publicznie wyznających jej miłość. Jeszcze nie poznałam osoby, której ta książka by się nie spodobała. Kiedy ją kupiłam, myślałam, że trzymam w rękach arcydzieło, które na zawsze zawładnie moim sercem. Trochę bałam się ją przeczytać. Zastanawiałam się, co będzie, jeżeli lektura mi się nie spodoba. Nie chciałam się rozczarować. A kiedy w końcu ją zaczęłam… Ach, ciężko jest mi przeistoczyć wszystkie moje emocje w słowa…
Pokochałam Hazel niczym własną siostrę. Bardzo mi się podobało to, że była taka prawdziwa. Mówiła to, co myśli, nie będąc przy tym arogancka czy zbyt pewna siebie. Żyła we własnym świecie, przez co trochę przypominała mnie. Właściwie to chciałabym być taka, jak ona. Silna. Myśląca realistycznie, a przy tym taka pozytywna… Może piszę brednie, ale tak właśnie sądzę. A Augustus… Również kocham go całym sercem i nie wiem, czy moja miłość kiedykolwiek przeminie. Ach, te jego metafory. Chyba w swoim życiu nie poznałam tak mądrego chłopaka jak on. Oczywiście nie byli ideałami. Każde miało swoje wady, które w całości zaakceptowałam. I za to ich kocham.
Bardzo spodobał mi się pomysł autora na „Cios udręki”, książkę, jaką czytali Hazel i Augustus. Od razu sama zapragnęłam się z nią zapoznać i przekopałam Internet w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji na jej temat. Oczywiście ta powieść nie istnieje, co mnie bardzo zasmuciło, bo czuję, że byłaby kolejnym geniuszem. „Gwiazd naszych wina” trochę przypomina „Cios udręki” i zmusza czytelnika do refleksji i dopowiedzenia sobie tego, co będzie dalej.
Od razu po przeczytaniu tej książki, poczułam się trochę zawiedziona. Nie uroniłam ani jednej łzy, a wszyscy gwarantowali potworny płacz. Wtedy czułam, że to jednak nie to, czego oczekiwałam. Jednak „Gwiazd naszych wina” potrzebowała czasu, aby do mnie dotrzeć. Do tej pory często o niej myślę, nieraz mam łzy w oczach. Dopiero po kilku tygodniach to wszystko do mnie dotarło, jakby z opóźnieniem. Zrozumiałam całą jej ideę i pokochałam jeszcze bardziej. Głównie film pomógł mi wszystko sobie poukładać i wraz z powieścią stworzył genialne połączenie, którego chyba nic nie przebije.
„Gwiazd naszych wina” to również niezwykle pozytywna książka. Wiem, że teraz część osób popuka się w głowę i zastanowi się, czy przypadkiem nie jestem sadystką. Ja naprawdę tak myślę. Ta lektura pokazuje, że trzeba cieszyć się z tego, co daje nam życie. Z każdej najkrótszej chwili, która nas uszczęśliwia. Pokazuje, że mimo wszystko będzie dobrze. I że życie to najpiękniejszy dar, jaki dostaliśmy i mamy tylko jedną szansę, aby przeżyć je tak, jak chcemy.
Najsłynniejsza powieść Johna Greena to perełka wśród literatury młodzieżowej. Moim zdaniem każdy młody czy starszy człowiek powinien ją przeczytać. To przepiękna lektura, która może wiele nauczyć. Tylko niekiedy potrzebuje czasu, aby dotrzeć do czytelnika. Mi pomogła inaczej spojrzeć na sprawę śmierci, życia i choroby. Jest to książka, po którą będę sięgać wiele razy, a szczególnie w trudnych chwilach.
„Gwiazd naszych wina” to dzieło, które swoim geniuszem rozwala moją skalę oceniania.

Autor: John Green
Tytuł: Gwiazd naszych wina
Tytuł oryginału: The Fault In Our Stars
Wydawnictwo: Bukowy Las
Miejsce i rok wydania: Wrocław 2013
Liczba stron: 312

poniedziałek, 7 lipca 2014

"Lato drugiej szansy" Morgan Matson

8 komentarzy:

Autor: Morgan Matson
Tytuł: Lato drugiej szansy
Tytuł oryginału: Second Chance Summer
Wydawnictwo: Jaguar
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2014
Liczba stron: 416

Taylor Edwards jest całkiem przeciętną nastolatką. Nie ma żadnych nadzwyczajnych umiejętności, tak jak jej rodzeństwo – Gelsey i Warren. Jedyne co potrafi, to uciekać przed kłopotami i trudnymi sytuacjami – i zazwyczaj właśnie to robi. Jednak przychodzi czas, kiedy Tay nie może uciec przed problemami. Okazuje się, że jej ojciec jest ciężko chory. Dlatego cała rodzina postanawia wyjechać na całe wakacje do ich letniego domku nad jeziorem, w którym nie byli od pięciu lat, a niegdyś przyjeżdżali co roku. Dziewczyna czuje panikę przed powrotem do przeszłości, ponieważ oznacza to konfrontację z najlepszą przyjaciółką i pierwszą miłością, których bardzo zraniła. Taylor musi w końcu dorosnąć i zmierzyć się z problemami, jakie zostawiła nad jeziorem, oraz tymi, które dopiero nadchodzą. To może być ostatnia szansa na naprawienie wszystkich błędów…
Morgan Matson urodziła się w Nowym Jorku, a teraz mieszka w Los Angeles. W młodości otrzymała pracę w księgarni w dziale dziecięcym i to tam zakochała się w literaturze Young Adult. Autorka bardzo lubi podróżować i robi to, kiedy tylko może. Wycieczki zainspirowały ją do napisania pierwszej powieści – „Aż po horyzont”, którą wydała w 2010 roku. Później pojawiły się dwie kolejne – „Lato drugiej szansy” oraz „Since You've Been Gone”, której nie ma jeszcze w Polsce, ale dopiero ukazała się ona za granicą, więc można mieć nadzieję, że i w naszym kraju niedługo się pojawi. Obecnie pani Matson pisze czwartą powieść, która ukaże się w 2016 roku.
„Lato drugiej szansy” zainteresowało mnie w momencie przeczytania opisu książki. Byłam zachwycona, ponieważ idealnie wpasowywała się w mój gust i posiadała to wszystko, czego wymagam w literaturze YA. Kiedy wpadła w moje ręce, zaczęłam skakać z radości i nie mogłam się doczekać lektury, dlatego prawie od razu rozpoczęłam czytanie.
Najmocniejszą stroną powieści są bohaterowie. Każda postać jest tak realna, że czułam, jakbym obserwowała kawałek życia rodziny, która naprawdę gdzieś w tym świecie żyje. Bardzo się ze wszystkimi zżyłam i po skończeniu lektury czuję pustkę, jakby czegoś mi brakowało. Taylor okazała się właśnie taką główną bohaterką, jakie lubię najbardziej. Popełniła wiele błędów, ale miała dość odwagi, aby w końcu stawić im czoła. Konfrontacja z problemami, które długo ją nękały, musiała być trudna. Dobrze poznałam również jej rodzinę i przyjaciół. Morgan Matson udało się każdego przedstawić w taki sposób, że czułam, jakbym znała ich przez całe życie, tak jak Taylor. Na szczególną uwagę zasługuje relacja Tay z Lucy, która została mistrzowsko przedstawiona.
W „Lecie drugiej szansy” został poruszony problem nieuleczalnej choroby. Ojcu głównej bohaterki zostało zaledwie kilka miesięcy życia i rodzina miała tylko te jedne wakacje na pożegnanie się z nim. Był to zdecydowanie najbardziej wzruszający, jak i najtrudniejszy wątek w książce. Uświadomiłam sobie, że niejedna rodzina musi przechodzić coś podobnego i poczułam całkowitą bezradność, ponieważ nie da się z tym nic zrobić. Autorka wspaniale przedstawiła ten wątek, a wiem, że nie było to łatwe zadanie. Niesamowicie mnie wzruszyła, nie płakałam tak przy książce od czasu „Kosogłosa”, a ja mam naprawdę twarde serce, jeżeli o to chodzi.
Morgan Matson posługuje się niezwykle bogatym i barwnym językiem. Od pierwszych zdań pokochałam jej styl i byłam pod wielkim wrażeniem jej umiejętności. To dopiero druga powieść autorki, a ona już potrafi tak oczarować czytelnika, że chciałby na zawsze pozostać w świecie, jaki wykreowała. Mam jedynie zastrzeżenia do korekty, ponieważ nie dało się nie zauważyć literówek czy błędów stylistycznych, jakie zostawiono.
„Lato drugiej szansy” to mistrzowsko napisana książka. Rozbiła moje serce na kawałki i posklejała je na nowo. Odnalazłam swój ideał powieści Young Adult i wątpię, czy jakakolwiek ją przebije. To zdecydowanie najlepsza lektura przeznaczona dla młodzieży, jaką czytałam w całym swoim życiu. Niesamowicie wzrusza i bawi, zapewnia niezapomnianą przygodę w górskiej miejscowości o nazwie Lake Phoenix. Kiedy będziecie po nią sięgać, nie zapomnijcie o chusteczkach!
Moja ocena: 10/10
 
Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
 Za egzemplarz książki dziękuję w/w portalowi!

sobota, 28 czerwca 2014

"Greckie wakacje" Alyson Noël

9 komentarzy:

Autor: Alyson Noël
Tytuł: Greckie wakacje
Tytuł oryginału: Cruel Summer
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Miejsce i rok wydania: Wrocław 2013
Liczba stron: 224

Rodzice Colbie postanawiają się rozwieść i wysyłają córkę na całe wakacje na małą grecką wyspę, aby nie musiała wysłuchiwać ich kłótni. Dziewczyna jest zrozpaczona, ponieważ te dwa miesiące miały być najlepszymi w jej życiu. Właśnie zaprzyjaźniła się z najpopularniejszą dziewczyną w szkole i ma szansę zdobyć chłopaka, który od dawna jej się podobał. Wakacje w Grecji wcale jej nie interesują, a szczególnie mieszkanie u zwariowanej ciotki, która nie ma ani telewizora, ani komputera. Jak utrzyma kontakt z nowymi znajomymi? I jak przetrwa dwa miesiące bez Internetu? A może pozna w Grecji nowych przyjaciół i jednak wyjazd nie będzie tak zły?
Alyson Noël pochodzi z Orange County z Kalifornii, a obecnie mieszka w Laguna Beach. Próbowała wielu zawodów, lecz najlepszym okazało się pisarstwo, którym do tej pory się zajmuje. Jej najbardziej znane cykle to „Nieśmiertelni”, „Riley Bloom” i „Soul Seekers, czy najnowsza seria, która nie została jeszcze wydana w Polsce. Moim pierwszym spotkaniem z autorką było „Ever”, które okazało się przeciętne i nie mam zamiaru czytać kolejnych części. Postanowiłam dać Alyson Noël jeszcze jedną szansę, dlatego sięgnęłam po „Greckie wakacje”, które zapowiadały się na świetną, lekką opowiastkę.
Pierwszym, na co zwróciłam uwagę, gdy zaczęłam czytać książkę, okazał się język autorki. Zupełnie nie przypadł mi do gustu i na początku bardzo mnie irytował. Rozumiem, że pani Noël chciała dopasować styl pisania do odbiorców, powinien on być lekki i zrozumiały, niezbyt wymagający, jednak nie aż tak. Zdania są bardzo krótkie, nierozbudowane, brakowało mi opisów. Czułam się, jakbym czytała naiwną książeczkę pisaną przez nastolatkę. Później się do tego przyzwyczaiłam, ale wciąż pozostaję przy swoim zdaniu, że powieści skierowane do młodzieży powinny zostać napisane bogatym językiem, dzięki temu zyskują na wartości.
Książka jest bardzo przewidywalna. Już zaczynając lekturę mogłam powiedzieć, jak się skończy. Oczekiwałam, że autorka jednak choć trochę mnie zaskoczy, lecz niestety się rozczarowałam.
Bohaterowie również nie są mocną stroną powieści. Colbie nieraz mnie irytowała. To idealny obraz nastolatki uzależnionej od Internetu, u której na samej górze listy wartości życiowych jest popularność, imprezowanie itd. Wraz z przebiegiem akcji jej nastawienie do życia nieco się zmieniało (na dobre), jednak wciąż nie była to bohaterka, którą mogłabym na dłuższy czas zapamiętać. Natomiast Janis wydawał mi się wyidealizowany. Autorka starała się przedstawić go w jak najlepszym świetle i zapomniała, że każdy prawdziwy człowiek powinien mieć wady.
Ta powieść świetnie nadaje się na upalne, wakacyjne dni jako niezobowiązująca lektura. Ja właśnie tak ją potraktowałam. Wyszłam na zewnątrz się opalać i zaczerpnąć świeżego powietrza i czas umilałam sobie tą książką. Nie jest ona zbyt dużych rozmiarów, więc łatwo zmieści się do torebki. Można ją zabrać na plażę i wczuć się wtedy w ten grecki, wakacyjny klimat.
„Greckie wakacje” to przeciętna lektura, o której szybko zapomnę. Sięgając po nią, liczyłam na coś więcej i nieco się zawiodłam. Słyszałam kilka dobrych opinii i myślałam, że okaże się ona lepsza. Czyta się ją bardzo szybko, wystarcza tylko kilka godzin, nawet mniej, więc nie traci się przez nią zbyt dużo czasu. Nie polecam tej książki, ale też nie odradzam. Sami zdecydujcie, czy chcecie się z nią zapoznać.
Moja ocena: 5/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
 Za egzemplarz książki dziękuję w/w portalowi!

sobota, 14 czerwca 2014

"Anna i pocałunek w Paryżu" Stephanie Perkins

2 komentarze:

Autor: Stephanie Perkins
Tytuł: Anna i pocałunek w Paryżu
Tytuł oryginału: Anna and the French Kiss
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2013
Liczba stron: 320

Ojciec Anny jest bestsellerowym pisarzem książek dla kobiet. Aby zaimponować swoim nowym znajomym, wysyła córkę na ostatni rok nauki w liceum do amerykańskiej szkoły w Paryżu. Każda inna dziewczyna byłaby zachwycona, ale nie Anna. W Atlancie ma swoją najlepszą przyjaciółkę oraz chłopaka, który bardzo jej się podoba i nie chce ich zostawiać. Na nic zdają się błagania oraz płacz i dziewczyna w końcu przyjeżdża do Francji. Paryż w ogóle jej się nie podoba, a szkoła tym bardziej. Jednak kiedy spotyka Etienne’a, wszystko się zmienia. Jest przystojny, zabawny, bardzo miły i wyrozumiały. Niestety – ma też dziewczynę. Czy we Francji spełnią się wszystkie marzenia Anny? Czy będzie jej dane przeżyć wspaniały pocałunek w Paryżu?
Stephanie Perkins dopiero zaczyna swoją przygodę z pisarstwem. W 2010 roku zadebiutowała powieścią „Anna i pocałunek w Paryżu”, która przyniosła jej wielką popularność. Mnóstwo dziewcząt wprost oszalało na punkcie jej książki, która zdobyła mnóstwo pozytywnych opinii w Stanach Zjednoczonych. Rok później pojawiła się jej kontynuacja, „Lola and the Boy Next Door”, a w tym roku ukaże się jeszcze trzecia część – „Isla and the Happily Ever After”. Obie opowiadają odrębne historie.
Bardzo lubię czytać od czasu do czasu, dla odprężenia, zwykłe młodzieżówki. Można się przy nich pośmiać, wypocząć czy pomarzyć o księciu z bajki. Zazwyczaj są do bólu przewidywalne, ale bardzo miło się je czyta, ponieważ opowiadają historie ludzi takich jak my, którzy przeżywają być może podobne problemy, lecz w końcu wszystko kończy się niewiarygodnie szczęśliwie. Ja już dawno nie miałam z takimi do czynienia, więc kiedy byłam w bibliotece, wybór padł na „Annę i pocałunek w Paryżu”, którą od dawna miałam na oku.
Anna jest dość głupiutką i naiwną bohaterką, która czasem irytowała mnie swoim zachowaniem. Większość jej kłopotów dałoby się rozwiązać w prosty sposób, a ona to niepotrzebnie komplikowała. Etienne był za to wyidealizowany. Przystojny, mądry, zabawny, przyjacielski, wyrozumiały i po prostu wspaniały… W wielu momentach mnie to denerwowało, choć tak podsumowując jego postać, doszłam do wniosku, że nawet go polubiłam. Ze wszystkich bohaterów najbardziej przypadła mi do gustu Rashmi – wierna przyjaciółka, twardo stąpająca po ziemi dziewczyna.
Język, jakim posługuje się Stephanie Perkins, jest prosty, dostosowany do odbiorców, czyli nastolatek. W tekście występuje dużo dialogów, a niestety za mało opisów. Spodziewałam się czegoś więcej, pragnęłam poczuć się, jakbym sama była we Francji, a pod tym względem się zawiodłam. W końcu to nie jest przypadkowe miasto, Paryż, więc powinno się móc wyczuć jego magię i klimat.
Książka jest bardzo przewidywalna i niewiele się w niej dzieje. Były nawet takie momenty, w których się nudziłam lub które mnie irytowały. Jednak mimo to lektura okazała się dość przyjemna, a przede wszystkim niewymagająca, więc te wszystkie błędy aż tak bardzo nie raziły ani nie przeszkadzały.
„Anna i pocałunek w Paryżu” to słodka i infantylna książka dla nastolatek poszukujących swojego księcia z bajki. Czy jest zatem coś, co wyróżnia ją spośród innych o podobnej tematyce? Tak. Uważam, że nie należy do najgorszych z tego gatunku. Szczerze mówiąc, często zabrawszy się za lekturę młodzieżówki, nieraz odrzucałam taką w kąt i do niej nie wracałam. Dodatkowo, akcja rozgrywa się w pięknym i romantycznym Paryżu, który doskonale pobudza wyobraźnię.
Moja ocena: 5/10
 

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

sobota, 19 kwietnia 2014

"Jutro" John Marsden

9 komentarzy:

Autor: John Marsden
Tytuł: Jutro
Tytuł oryginału: Tomorrow, When The War Began
Wydawnictwo: Znak Litera Nova
Miejsce i rok wydania: Kraków 2011
Liczba stron: 272

Grupa siedmiorga przyjaciół wybiera się na biwak do Piekła, odległego miejsca w górach, do którego wcześniej dotarł jedynie były morderca-pustelnik (według plotek okolicznych mieszkańców). Spędzają razem pięć wspaniałych dni, a kilkoro z nich zaczyna łączyć coś więcej niż przyjaźń. Kiedy wracają do swoich domów, odkrywają, że nie jest to już ten sam świat, z którego wyjechali. Zastają puste domy, martwe zwierzęta, przeterminowane jedzenie i brak jakiejkolwiek informacji o tym, co się stało. Od teraz muszą działać na własną rękę, aby przeżyć i dowiedzieć się, gdzie są ich rodzice. Jak sobie poradzą? Uda im się ocalić swoje życie?
John Marsden zaczął swoją przygodę z książkami, kiedy to chodził do szkoły prywatnej, ale nie przestrzegał tamtejszych zasad i często zostawał po lekcjach. To właśnie wtedy miał czas na czytanie, które wolał o wiele bardziej niż przeróżne sporty, które uwielbiali jego koledzy. Po wielu latach został nauczycielem języka angielskiego, ale był rozczarowany faktem, iż jego uczniowie nie przepadają za czytaniem. Dlatego postanowił sam napisać dla nich książkę – „So Much To Tell You”, która powstała w trzy tygodnie. I tak Marsden zaczął pisać, a obecnie na swoim koncie ma już kilkanaście powieści. Pierwsza część bestsellerowej serii „Jutro” powstała w 1993 roku. A teraz zaczynam się dziwić, dlaczego u nas tak genialna książka pojawiła się ona dopiero w 2011 roku.
Do serii „Jutro” nigdy jakoś specjalnie mnie nie ciągnęło. Zbierała sporo pozytywnych recenzji, ale niektórych ona rozczarowała. Koleżanka zdecydowanie odradzała mi tę pozycję mówiąc, że wszystko jest zbyt nierzeczywiste i „zmyślone”. Ja jednak chciałam na własnej skórze przekonać się, czy książka jest warta uwagi, czy wręcz przeciwnie.
Już od pierwszych stron „Jutro” bardzo mnie wciągnęło. Autor nie zwlekał, nie robił zbyt długich wprowadzeń, tylko od razu przechodził do rzeczy. Przygotowania do wycieczki były krótkie, ale nawet je czytałam z zainteresowaniem, ponieważ to na tych stronach mogłam wstępnie poznać każdego z bohaterów. A wszyscy, cała siódemka, a nawet ósemka wydała mi się interesująca.
Ellie bardzo szybko stała się moją ulubioną bohaterką. Spodobało mi się to, jak opowiada całą historię, bo to ona jest narratorką w powieści. Pod niektórymi względami przypominała mnie samą, co spowodowało, że stała mi się naprawdę bliska. Resztę postaci również bardzo polubiłam. Na dużą uwagę zasługuje Fi, bardzo delikatna i krucha dziewczyna, ale w trudnych sytuacjach nieraz wykazała się ogromną odwagą. Niejednokrotnie zaskoczyła mnie swoją postawą. Podobnie jak Robyn i Corrie, a z męskich osobników też Homer. Kevin czasem mnie rozśmieszał, na przykład lękiem przed robactwem, który dość często okazywał. Lee wzbudzał we mnie mieszane uczucia, najczęściej pozytywne, lecz w niektórych momentach mnie irytował. Ale po skończeniu książki mogę stwierdzić, że zdołałam go polubić. Za to Chris był jedyną postacią, która nie była w stanie mnie do siebie przekonać, może przez to, że pojawił się dopiero później i nie zdążyłam wystarczająco go poznać.
Dzięki tej lekturze uświadomiłam sobie, jak bardzo lubię takie książki przygodowe, ale bez elementów fantastycznych. Wcześniej nawet nie podejrzewałam, że tego typu powieść może mi się aż tak spodobać. A spodobała się baaardzo i czuję niedosyt! Już się nie mogę doczekać momentu, kiedy na mojej półce wyląduje drugi tom, a ja będę mogła porwać go w objęcia.
W „Jutrze” znalazłam jedynie dwa minusy, które muszą niestety obniżyć moją ocenę. A bez nich byłoby tak idealnie… Pierwszy z nich – sercowe rozterki Ellie, czyli „wybrać tego czy tamtego?”. To wydało mi się takie sztuczne i wprowadzone na siłę. Nie wiem, co Marsden sobie myślał, ale to był błąd. Książka wypadłaby o wiele lepiej bez tego wątku. Ale, o dziwo nie ma tu trójkąta miłosnego, ponieważ główna bohaterka romansuje z jednym chłopakiem, a o drugim tylko myśli. Drugi mankament: historia wydawała mi się trochę nierealna. Nie mogłam sobie wyobrazić, aby grupie nastolatków udało się dokonać takich rzeczy i do tego wyjść z niektórych sytuacji praktycznie bez obrażeń. Wszystko, do czego się zabierali, kończyło się przeważnie sukcesem.
„Jutro” okazało się wspaniałą książką, która naprawdę mnie zachwyciła, ale mogłaby być jeszcze lepsza, gdyby nie dwa potknięcia Johna Marsdena. Lektura już dołączyła do grona moich ulubionych i liczę na to, że kolejne części mnie nie zawiodą. Powieść bardzo mnie wciągnęła i już tęsknię za światem, który wykreował autor. Jednak „Jutro” nie każdemu może się spodobać. Wszystko zależy od gustu i upodobań czytelnika. Ja serdecznie polecam tę książkę i zachęcam do zapoznania się z jej treścią.
Moja ocena: 8/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

niedziela, 9 marca 2014

"Zagrożeni" C.J. Daugherty

10 komentarzy:

Autor: C.J. Daugherty
Tytuł: Zagrożeni
Tytuł oryginału: Night School. Fracture
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2014
Liczba stron: 384

Allie przetrwała już w Cimmerii letni semestr i część kolejnego. Przybywając do tej szkoły, nie sądziła, że poczuje się w niej jak w domu i pokocha to miejsce całym swoim sercem. Jednak w akademii nie jest już bezpiecznie – Nathaniel może zaatakować w każdej chwili, a wciąż nie wiadomo, kto jest jego szpiegiem. Nikt już sobie nie ufa, wszyscy podejrzewają siebie nawzajem, wybuchają wewnętrzne walki. Wróg wydaje się być niezwyciężalny, ale Allie zamierza pomścić wszystkich zmarłych i rozpoczyna własne śledztwo. Czy szkoła jest gotowa na kolejny atak? Co odkryją Allie i jej przyjaciele?
Poprzednie dwa tomy serii „Wybrani” zachwyciły mnie. Już dawno żadna młodzieżówka tak pozytywnie mnie nie zaskoczyła. Na początku miałam małe obawy, że to kolejny schematyczny paranormal, ale okazało się, że lektura nie zawiera wątków fantastycznych, lecz elementy powieści kryminalnej.
„Zagrożeni” dorównują poziomem swoim poprzedniczkom. Powieść czytało się bardzo szybko i wciągała mnie tak, że nie mogłam oderwać się od lektury. A kiedy już udało mi się to zrobić, to wciąż myślałam: „co będzie dalej?”. Ta książka naprawdę uzależnia i żałuję, że jest taka krótka. Mam nadzieję, że pani Daugherty zafunduje nam większą ilość stron w dwóch kolejnych tomach. Byłabym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdyby okazało się, że czekają mnie dwie wspaniałe cegiełki. Jednak, szczerze mówiąc, nie liczę na to, że książki będą aż tak długie.
Wiele osób dziwi się, co takiego może mieć w sobie zwykła młodzieżówka i zazwyczaj zniechęcają się do czytania, ponieważ uważają, że czekają ich ambitniejsze lektury. Może i ambitniejsze tak, ale „Zagrożeni” dostarczają mnóstwo rozrywki i warto się czasem oderwać od książek „z wyższej półki”, bo nawet wśród popularnych powieści dla nastolatek można odnaleźć perełki. A jeżeli chodzi o pytanie zawarte w pierwszym zdaniu tego akapitu – naprawdę ciężko na nie jednoznacznie odpowiedzieć, ponieważ tak wiele czynników wpływa na świetność tej serii: szybka akcja, nietuzinkowy wątek Nocnej Szkoły (który nieraz NAPRAWDĘ zaskakuje), główna bohaterka, która jest mądrą i odważną młodą kobietą, a także Sylvain, w którym ja jestem okropnie zakochana.
Skoro już wspomniałam o Sylvainie, czas na analizę wątku miłosnego. W tej serii naprawdę mi on nie przeszkadza, śledzę go wręcz z niemałym zainteresowaniem. W pierwszej części był według mnie nieco przesłodzony, lecz później się to unormowało. W „Zagrożonych” było go nawet mniej niż w poprzednich tomach. Jednak nieco mnie irytowało to, że Allie wciąż się waha – Carter czy Sylvain. Za tym pierwszym nie przepadam, ale Sylvain… On jest jednym z największych plusów powieści. Mam nadzieję, że główna bohaterka dobrze wybierze, bo inaczej bardzo się zdenerwuję.
W „Zagrożonych” zostało odkrytych więcej tajemnic. Już dużo wiadomo na temat rodziny Allie i czym się zajmuje Nocna Szkoła. Bardzo podoba mi się to, co autorka wymyśliła, należą się jej ogromne brawa za ten wspaniały pomysł. Mam nadzieję, że dobrze to dalej rozwinie.
 „Zagrożeni” to świetna lektura. Łączy w sobie wszystko, co najbardziej lubię w książkach. Czekam z niecierpliwością na ostatnie dwa tomy. Jeżeli ktoś jeszcze zastanawia się nad przeczytaniem tej serii, niech w końcu zdecyduje się na to. Gwarantuję, że nie poczuje się oszukany. „Wybrani” to jedna z moich ulubionych serii młodzieżowych i mam nadzieję, że wszystkim innym cykl spodoba się równie mocno. Gorąco polecam.
Moja ocena: 10/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte