Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo MAG. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo MAG. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 lipca 2014

"Mechaniczny anioł" Cassandra Clare

9 komentarzy:

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Mechaniczny anioł
Tytuł oryginału: The Clockwork Angel
Wydawnictwo: MAG
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 472

Tessa Gray płynie statkiem z Nowego Jorku do swojego brata, do Londynu. Jednak na miejscu nie czeka na nią Nathaniel, tylko tajemnicze dwie kobiety, które każą na siebie mówić Mroczne Siostry i twierdzą, że przysłał je pan Gray. Theresa wsiada z nimi do powozu, jednak nie dociera do miejsca będącego jej celem. Starsze panie trzymają ją w starym i przerażającym domu oraz wymagają umiejętności, jakich dziewczyna nigdy w sobie nie podejrzewała. Tak zaczyna się jej przygoda w świecie, o którym do tej pory nie miała pojęcia. Poznaje przystojnego Willa i ludzi zwanych Nocnymi Łowcami, którzy mogą jej pomóc odnaleźć brata będącego w niebezpieczeństwie.
Może powinnam zacząć tę recenzję od słów: „Witajcie ponownie w świecie Nocnych Łowców!”? Tak się stęskniłam za Nefilim, Podziemnymi i ich przygodami, że przeczytanie serii „Diabelskie maszyny” było tylko kwestią czasu. Jest ona prequelem „Darów Anioła”, opowiada wydarzenia sprzed czasów Jace’a i Clary, a dokładnie z XIX wieku, kiedy to żyli ich przodkowie. Oczywiście oba cykle można czytać bez znajomości drugiego, choć są ze sobą powiązane. Opowiadają dwie zupełnie różne historie, aczkolwiek tak samo interesujące.
Cassandra Clare zalicza się do grona moich ulubionych autorów, po których twórczość będę sięgać zawsze i wszędzie. „Dary Anioła” wywarły na mnie ogromne wrażenie, film także mnie zachwycił. Dlatego w oczekiwaniu na ostatnią część postanowiłam poznać „Diabelskie maszyny” i zobaczyć świat Nocnych Łowców od innej strony.
Moje zdanie można by wyrazić w jednym słowie – „Wow!”. Nie spodziewałam się tak dobrej opowieści. Owszem, po Cassie oczekiwałam wiele, a nawet jeszcze więcej, ale obawy oczywiście były. Na szczęście, nieuzasadnione. Teraz już rozumiem ten zachwyt, te wszystkie wspaniałe słowa, jakimi był określany „Mechaniczny anioł”. Już wszystko wiem, a ty, czytelniku, też się dowiedz.
Bardzo ciekawy jest fakt, że w powieści nie mamy do czynienia z przypadkowymi Nocnymi Łowcami, a z przodkami bohaterów poznanych w „Mieście Kości” i dalszych tomach. Wszystkie wymieniane nazwiska były mi znane, Lightwood, Herondale, Wayland i inne. Niektóre cechy u członków tych rodzin odnajduje się kilka pokoleń później. Ale nie, postaci nie są kopią tych z „Darów Anioła”. Wszystkie pokochałam i będą bliskie mojemu sercu. A szczególnie Will i Tessa.
Wątek miłosny jest subtelny, delikatny i naturalny. Nie przesłodzony i sztuczny, jak często się zdarza. Rozwija się bardzo powoli i często zaskakuje. Cassandra Clare nie przedstawiła sielanki, idealnej pary, tylko uczucie, które mogą napotkać różne trudności. Męski bohater wcale nie był bez skazy, często wyprowadzał Tessę z równowagi, wszczynał kłótnie, co chwilę zmieniał zdanie i nie chciał się przyznać do swoich uczuć. Dość… Problematyczny. Wątek miłosny nie wysuwał się na pierwszy plan, na początku był niemal niezauważalny, co także jest bardzo ważne.
Okładki, które początkowo Wydawnictwo MAG nam zaserwowało, są brzydkie i gdybym nie wiedziała, jak wspaniałą kryją treść, nigdy nie sięgnęłabym po powieść. Na szczęście wydawca się zreflektował i w listopadzie tamtego roku mogliśmy powitać trylogię w oryginalnych, pięknych i zachwycających okładkach, w których nie omieszkam sobie sprawić egzemplarzy.
Choć „Mechaniczny anioł” mnie zachwycił, bliższe memu sercu na zawsze pozostaną „Dary Anioła”, ponieważ to moja pierwsza historia o Nocnych Łowcach. „Diabelskim maszynom” oczywiście niczego nie brakuje i już nie mogę się doczekać kolejnych serii o Nefilim zaplanowanych przez autorkę, a jeszcze kilka ich będzie. Najbliższa to „The Dark Artifices” zaplanowana na 2015 rok.
Książka jest genialna. Cassandra Clare jest genialna. Poproszę o więcej! Jednak nie chcę tak szybko pożegnać się z Tessą, więc nie spieszy mi się z kolejnymi tomami. Autorka ma talent, którego nie marnuje. Jej powieści chce się czytać, nie można się od nich oderwać. Teraz bez żadnych obaw będę sięgała po jej twórczość. Do tego zachęcam również czytelników – warto, naprawdę warto. Mam nadzieję, że zapamiętacie moje słowa i ktoś kiedyś będzie mi wdzięczny za polecenie tak niesamowitej lektury!
Moja ocena: 10/10
 
Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ II   

niedziela, 26 stycznia 2014

"Udręka" Lauren Kate

15 komentarzy:

Autor: Lauren Kate
Tytuł: Udręka
Tytuł oryginału: Torment
Wydawnictwo: MAG
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 480

Luce musi na dłuższy czas rozstać się z Danielem. Nie potrafi bez niego żyć, jednak ukochany wciąż powtarza, że to dla jej bezpieczeństwa. Chłopak prowadzi walkę z Wygnańcami, którzy chcą za wszelką cenę znaleźć Luce i ją zabić. Dziewczyna zostaje umieszczona w Shoreline, szkole w Kalifornii, tak daleko od jej dawnego miejsca zamieszkania. Jak się okazuje, uczą się w niej również Nefilim, potomkowie ludzi i aniołów, którzy posiadają szczególne zdolności. Nastolatka chodzi na zajęcia z nimi i wśród grona nowych przyjaciół nie musi ukrywać tego, co wie o ich świecie, a nawet dowiaduje się więcej. Luce uczy się również czym są cienie i jak może je wykorzystywać. Im dłużej jest w szkole, tym więcej wątpliwości ją nachodzi. Czy Daniel mówi jej całą prawdę? Od czego zaczęła się ich historia? Jaka była ich przeszłość? Jest coraz mniej czasu na odkrycie tajemnic…
Lauren Kate po raz trzeci mnie zaskoczyła. Najpierw „Upadli”, gdzie to dziewczyna próbuje zdobyć chłopaka i się nie poddaje, choć zazwyczaj w książkach jest na odwrót, później świetne wykorzystanie mitu o Atlantydzie w „Łzie”, a teraz… Niestety, po raz pierwszy to zaskoczenie jest w pewnym stopniu negatywne.
Po przeczytaniu pierwszej części, niezbyt spieszyło mi się z kontynuacją. Słyszałam, że jest słabsza, a poza tym opis nie za bardzo mnie zaciekawił. Byłam nastawiona na to, że „Udręka” będzie gorsza i historia miłosna stanie się mdła, przesłodzona. Kiedy zaczęłam czytać, okazało się, że miałam po części rację.
Główna bohaterka zaczęła mnie denerwować. Nie słuchała niczyich dobrych rad, nawet Daniela i działała pod wpływem impulsu. To ostatnie nie byłoby takie złe, gdyby nie to, że niektóre jej decyzje czy pomysły nie były zbyt mądre, ani nawet odważne. Kiedy zaczęła wątpić w swojego ukochanego, zamiast porozmawiać lub poszukać prawdy na własną rękę, ona zastanawiała się, czy Daniel na pewno jest jej przeznaczony i znalazła nowego chłopaka. W „Udręce” pojawili się również nowi bohaterowie. Pierwszą z nich, Shelby, bardzo polubiłam. To dziewczyna z charakterem, potrafiąca sobie radzić w życiu. Zaczęłam teraz żałować, że to nie ona jest główną postacią. Za to Miles nie wzbudził we mnie sympatii. Już od samego początku czułam, że Luce mu się podoba, a ja nienawidzę, kiedy ktoś tak na siłę pcha się w inny związek. Tacy bohaterowie bardzo mnie irytują.
Wątek miłosny stał się po prostu… nudny. Luce na początku powieści cały czas wzdychała, że nie może żyć bez Daniela, a kiedy się pojawiał ciągle myślała o tym, jaki jest piękny i cudowny. Nie pamiętam, czy tak było również w „Upadłych”, ale tam aż tak mi się to nie rzucało w oczy. A w drugiej części miałam już dość tego przesłodzonego romansu. I pełnego kłamstw i zdrad. Natomiast trójkąt miłosny to już przegięcie.
Jednak w książce nie brakuje też plusów. Przypadł mi do gustu pomysł z Shoreline – szkołą, w której uczą się również Nefilim. Prowadzono w niej interesujące zajęcia dla uczniów mających specjalne moce. Uczyli się oni swojej historii, a dokładniej historii swoich przodków, jak mogą wykorzystywać magiczne zdolności oraz jak walczyć. Oprócz tego chodzili również na „zwyczajne” zajęcia tylu biologia, angielski. Podobało mi się też to, że zajęcia dla Nefilim prowadziły dwie osoby: anioł i demon – razem, aby nikogo nie przeciągnąć na daną stronę.
Rozwinął się wątek cieni, a raczej Głosicieli, co mnie bardzo cieszy. W poprzedniej części nic nie było o nich wiadomo, a teraz część wątpliwości się rozwiała. I zostały one przedstawione bardzo ciekawie. Mam nadzieję, że w „Namiętności” autorka dalej pociągnie ten wątek.
„Udręka” mnie nie zachwyciła. Nie dorównuje pierwszej części i trochę mnie zawiodła. Historia Luce i Daniela nadal mnie interesuje i przeczytam kolejny tom, ale nie będę od niego zbyt wiele wymagać i raczej nie stanie się to w najbliższym czasie. Na razie muszę odpocząć od tej serii. Wiem, że Lauren Kate stać na więcej i porównując tę lekturę do „Łzy” – czułam, jakby obie książki napisali różni autorzy. Polecam, ale tylko osobom, które nie wymagają zbyt dużo od powieści.
Moja ocena: 6/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ II  

sobota, 23 listopada 2013

"Ocean na końcu drogi" Neil Gaiman

10 komentarzy:

Autor: Neil Gaiman
Tytuł: Ocean na końcu drogi
Tytuł oryginału: The Ocean At the End of the Lane
Wydawnictwo: MAG
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2013
Liczba stron: 216

Pewien mężczyzna jedzie spotkać się z rodziną, z bliskimi sobie osobami oraz z tymi, o których istnieniu nie wiedział i które to będą się wypytywały o jego życie osobiste. Pod wpływem impulsu kieruje się do miejsca, które przez parę lat swojego dziecięcego życia nazywał domem. Powraca na farmę Hempstocków, gdzie mieszkała wraz z mamą i babcią jego jedyna przyjaciółka. Kobiety z jej rodziny okazały się nieco osobliwe. Lettie, najmłodsza z nich, twierdziła, że jej staw to ocean. Właśnie nad tym oceanem zasiada narrator i przypomina sobie wszystko, co się wówczas wydarzyło. A wszystko zaczęło się od samobójstwa mężczyzny, który wynajmował u nich pokój…
Neil Gaiman to znany angielski pisarz specjalizujący się w literaturze fantastyczny. Swoimi utworami przesiąkającymi magią i tajemnicą zauroczył sporą grupę czytelników. Jego powieści były wielokrotnie nagradzane, a część z nich została także zekranizowana. Gaiman jest również scenarzystą i redaktorem. W ramach ciekawostek może wspomnieć o tym, że zawsze chodzi ubrany na czarno, jest miłośnikiem kotów i inspiruje go Szekspir.
Do Gaimana zazwyczaj było mi nie po drodze. Kilka lat temu czytałam „Koralinę”, ale już niewiele z niej pamiętam. Wiem tylko, że przypadła mi do gustu, ale miałam wtedy może dziesięć lat, a mój gust czytelniczy od tamtego czasu bardzo się zmienił. Zawsze kiedy wychodzi jakaś jego powieść, myślę sobie, że ją przeczytam. I na tym kończą się moje postanowienia. Niedawno jednak zechciałam ponownie spotkać się z jego twórczością i przekonać się, co wciąż tak fascynuje ludzi w jego książkach. W końcu chciałam się przekonać,  jak wypadł „Ocean na końcu drogi”.
Od początku zaczął kojarzyć mi się z „Koraliną”. Magiczny drugi świat, nieco szalone starsze panie, kot (bo tak coś świta mi w głowie, że w tamtej powieści również można się z tym spotkać). To mnie trochę zawiodło, ponieważ oczekiwałam czegoś oryginalnego, wręcz zachwycającego.
Bohaterowie zostali dobrze wykreowani. Kiedy skończyłam czytać, chciałam poznać ich dalszą historię, dowiedzieć się, co  im się jeszcze przydarzy. Główny bohater, choć miał tylko siedem lat, niejednokrotnie wykazywał się niezwykłą dojrzałością. Owszem, wielu spraw nie potrafił zrozumieć, ale był ciekawy świata, wciąż go poznawał i zadawał wiele mądrych pytań. Lettie okazała się bardzo intrygująca, zresztą jak każda z pań Hempstock. Nie zostało wyjaśnione, co ukrywają, kim są… Autor pozostawił pole do popisu dla wyobraźni czytelnika, wskazując równocześnie na niektóre tajemnicze fakty, które mogły w jakiś sposób ukierunkować myślenie.
Bardzo spodobał mi się wątek z Ursulą Monkton, przerażającą opiekunką. Kiedy wkroczyła ona do akcji, w końcu poczułam, że dzieje się coś sensownego i wciągnęłam się w opowieść. Sama zaczęłam się jej bać i nienawidziłam rodziców chłopca za to, że nie wierzą w jego słowa. Przy każdym spotkaniu z Ursulą serce zaczynało mi szybciej bić.
Neil Gaiman posługuje się specyficznym stylem pisania. Poznałam go nawet po tych kilku latach przerwy. Jego powieści są przesiąknięte magią i mrocznymi tajemnicami, tworzą ten niesamowity klimat, jakiego nie da się określić słowami. Aby to zrozumieć, trzeba przeczytać jego powieść. Bardzo polubiłam jego styl oraz język jakim się posługuje. Mam nadzieję, że będzie mi dane spotkać się z nimi jeszcze wiele razy.
Oprawa graficzna książki zasługuje na pochwałę. Twarda okładka przedstawiająca staw będący oceanem, dziewczynka stojąca w pobliżu, a dalej stara farma Hempstocków. Do tego świetna kolorystyka. To wszystko oddaje wspaniały klimat lektury. A zastosowana czcionka jest bardzo przyjemna dla oka i sprawia, że książkę czyta się jeszcze szybciej.
Podsumowując, stwierdzam, że powieść Gaimana w nieznacznym stopniu mnie rozczarowało. Ogólnie jednak oceniam ją pozytywnie. Zaczynając czytać, miałam mieszane uczucia, jednak na koniec poczułam niedosyt, żałowałam, że powieść tak szybko się skończyła. Z pewnością nie zakończyłam swojej przygody z tym autorem, wręcz przeciwnie – jeszcze chętniej sięgnę po inną jego książkę. Polecam „Ocean na końcu drogi” zarówno wszystkim fanom pisarza, jak również i tym, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się jego twórczością.
Moja ocena: 6/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
 Za egzemplarz książki dziękuję w/w portalowi!

sobota, 2 listopada 2013

"Upadli" Lauren Kate

13 komentarzy:

Autor: Lauren Kate
Tytuł: Upadli
Tytuł oryginału: Fallen
Wydawnictwo: MAG
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 464
Luce trafia do poprawczaka za coś, czego nie zrobiła. Wszyscy obwiniają ją o śmierć kolegi, przy której była obecna, lecz nie ma z nią nic wspólnego. Do szkoły wprowadza ją nowa koleżanka o imieniu Arriane – pokazuje miejsca nieobjęte ochroną, zapoznaje z tutejszymi zwyczajami, przedstawia innych uczniów. Lucinda chętnie wróciłaby do domu, nowe miejsce nie przypada jej do gustu i już pierwszego dnia wpada w konflikt z jedną z uczennic. W szkole poznaje przystojnego chłopaka i wydaje się jej, że już kiedyś go poznała. Daniel niestety nie ukrywa swojej niechęci do dziewczyny, często ją ośmiesza i zbywa wrednymi komentarzami. Mimo wszystko coś ją do niego ciągnie i nie zamierza się poddać. Dziewczynie w powolnym zapomnieniu o niedawnych wydarzeniach przeszkadzają także cienie. Tylko ona je widzi, a zwiastują niebezpieczeństwo. Czym one są? Czemu Luce je widzi? O co chodzi Danielowi?
Lauren Kate jest amerykańską autorką książek z gatunku fantastyki. Odniosły one ogromny sukces i utrzymywały się na szczytach list bestsellerów. Zaczęła pisać w Nowym Jorku, pierwszą powieść wydała w 2009 roku. Jej najnowsze dzieło, „Łza” ma się ukazać w Polsce w połowie listopada.
Do tej powieści już od dawna mnie ciągnęło. Zbierała sporo pozytywnych opinii i wyróżniała się spośród innych – nie słyszałam wcześniej o tym, aby akcja książki toczyła się na terenie poprawczaka, w którym mieszkała i uczyła się główna bohaterka. Tematyka także wydawała się interesująca. Dlatego bez namysłu zakupiłam „Upadłych” i nie mogłam się doczekać lektury. Czy warto było?
Książka bardzo wciąga, nie można się od niej oderwać. W ciągu jednego dnia przeczytałam połowę tomu. Kiedy mówiłam sobie „jeszcze tylko jeden rozdział”, oczywiście na tym się nie kończyło. Plusem jest to, że rozdziały nie były krótkie, a dość długie, ale niemal nie zauważałam przewracających się kartek.
Bardzo polubiłam bohaterów z powieści. Luce nie była wrażliwą i płaczliwą dziewczyną, która cały czas żyje przeszłością. Mimo przykrości, jakie ją spotkały, starała się powrócić do normalnego życia i być silna. Jej zachowanie było odmienne od większości bohaterek książkowych. To ona walczyła o chłopaka, a nie on o nią. Nie poddawała się, choć wiele razy się skompromitowała przed Danielem. Na początku nie obdarzyłam jej zbyt wielką sympatią, ponieważ Luce już pierwszego dnia w szkole zastanawiała się, którego chłopaka wybrać spośród dwóch, co jest co najmniej dziwne. Daniel okazał się bardzo intrygujący. Ukrywał wiele tajemnic i cały czas zastanawiałam się, o co mu chodzi. Także postaci drugoplanowe zostały świetnie wykreowane. Miło wspominam Arriane, Penn, Gabe oraz innych.
Lauren Kate posługuje się prostym językiem, pasującym do grona odbiorców powieści, czyli młodzieży. Wszystkie opisy były bardzo ciekawe. Nie przypominam sobie momentu, podczas którego bym się nudziła.
Oprawa graficzna jest zachwycająca. Okładka przyciąga wzrok i zachęca do zapoznania się z lekturą. Pięknie wygląda na półce. Jest to wspaniałe „opakowanie” kryjące równie dobrą treść. Bardzo mi się podoba także czcionka użyta w środku. Nie męczy oczu i ma odpowiednią wielkość.
Podsumowując, „Upadli” to świetna książka. Przyjemnie się ją czyta i bardzo wciąga. Powiedziałabym, że tematyka jest oryginalna, gdyby nie to, że ostatnio podobnych powieści jest cała masa. Jednak jeszcze w roku wydania lektury nie było ich dużo. Serdecznie polecam „Upadłych” i mam nadzieję, że kolejne tomy serii okażą się równie dobre.
Moja ocena: 8/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

sobota, 25 maja 2013

"Miasto Zagubionych Dusz" Cassandra Clare

9 komentarzy:

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Miasto Zagubionych Dusz
Tytuł oryginału: City of Lost Souls. The Mortal Instruments – Book Five
Wydawnictwo: MAG
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2012
Liczba stron: 550

Jace zniknął. Tak po prostu. Clary ostatni raz widziała go w ogrodzie na dachu budynku, na którym stoczyli walkę z Wielkim Demonem. Powiedziała do niego: „Wrócę. Za pięć minut”. Ale kiedy członkowie Clave weszli na dach, nie znaleźli tam nikogo, tylko kałużę krwi. Wszyscy wierzą, że Jace jeszcze gdzieś tam jest. Clary i jej przyjaciele nie zamierzają się poddawać i w końcu poznają szokującą prawdę. Niemal niemożliwością jest uratowanie przyjaciela, ale Clary, Simon, Isabelle, Alec i Magnus postanawiają zaryzykować własne życie i wziąć udział w samobójczej misji. Czy uratują Jace’a, tego prawdziwego Jace’a? Co są w stanie zrobić dla przyjaźni i miłości? Jak potoczy się cała historia?
„„Nie” to magiczne słowo. Oto jak działa. Ty mówisz: „Simonie, mam szalony samobójczy plan. Chciałbyś mi pomóc w jego przeprowadzeniu?”. A ja na to: „Nie”.”
„Miasto Upadłych Aniołów” nie zachwyciło mnie. Znalazłam w nim parę błędów, jakich wcześniej nie widziałam w powieściach pani Clare, bardzo się zawiodłam. Po tej autorce mogłam spodziewać się czegoś więcej. Jednak „Miasto Zagubionych Dusz” zachwyciło mnie tak samo, jak trylogia „Dary anioła”! Naprawdę, jestem pod wrażeniem i już zdążyłam wybaczyć Cassandrze Clare tamten tom – bez niego nie byłoby i tego. A wtedy załamałabym się psychicznie bez kolejnej dawki przygód Clary i Jace’a.
„Książka, która nie została jeszcze przeczytana zawsze jest bardziej intrygująca od tej, która została wyuczona na pamięć.”
Akcja zaczyna się już od pierwszych kartek, co cechuje autorkę. Od samego początku dostarcza czytelnikowi niesamowitych wrażeń, tak żeby nie umiał odstawić książki na półkę. Tego w „Mieście Upadłych Aniołów” mi zabrakło i to jak! Wcale nie miałam ochoty na czytanie, a tu – wręcz przeciwnie! Nie mogłam się oderwać, przy otwieraniu książki automatycznie zostałam wciągana w wir wydarzeń. Niesamowite uczucie. Niewielu autorów potrafi tak zafascynować mnie powieścią. Cieszę się, że „Dary Anioła” takie są.
Jace, choć nie był sobą, to bardziej przypominał dawnego siebie. Wiadomo, co spowodowało jego zachowanie i nie irytował mnie tak bardzo, jak słaby Jace, jakim był w poprzedniej części. Jeden rozdział w książce poświęcony jemu i Clary szczególnie przypadł mi do gustu, a nazywał się on „Pożegnanie” (ci, co czytali mogą się domyślać dlaczego). To jeszcze bardziej zmotywowało mnie do dalszego czytania i wtedy już byłam pewna, że „Miasto Zagubionych Dusz” pokocham podobnie jak niezapomnianą trylogię. Może z innych powodów, gdyż te tomy się różnią, ale wszystkie mnie oczarowały. Wszyscy bohaterowie stają się silniejsi, ale odkrywamy ich nowe słabe punkty, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Szczególnie chodzi o Izzy, która wydawała się taka odważna, nieustraszona i nic nie mogło usunąć jej gruntu spod nóg, a jednak okazała się być w środku delikatna i krucha.
„Żaden człowiek nie wybiera zła, ponieważ jest zły. On jedynie mylnie bierze je za szczęście, gdy szuka dobra.”
Tak jak w czwartym tomie wątki postaci drugoplanowych są bardziej rozwijane, choć teraz nie razi to aż tak w oczy. Wtedy wydawało się to wręcz nudne, a teraz każdy z bohaterów miał ważne zadanie, które intryguje czytelnika. Choć czasem lekko, niemal niezauważalnie powiało nudą, jak w przypadku Mai oraz Jordana, to mogę przymrużyć na to oko. Jestem w stanie przyjąć WSZYSTKO, byle by tylko okazało się wspaniałą lekturą, jak w przypadku „Miasta Kości” i innych…
„Kocham cię, jak się kocha jakieś rzeczy mroczne.”
Cassandra Clare wciąż pokazuje, że ma głowę pełną pomysłów. Wykorzystuje je najlepiej jak potrafi i wychodzi jej niesamowicie! Jestem pod wrażeniem, z każdym tomem zaskakuje czymś nowym. Pani Clare ma ogromny talent i potencjał, niech stworzy nam jeszcze więcej takich serii. Większość pisarzy powinna zazdrościć jej lekkiego pióra i niezwykłej umiejętności opisywania miejsc.
„Miasto Zagubionych Dusz” jest inne niż wszystkie pozostałe części. Lepsze od czwartej i tak samo dobre jak pierwsze trzy. Nie wiem, co wyróżnia tę część na tle innych, ale tak czuję. Wyrwała mnie z okropnego stanu melancholii i ponownie zasiała w mojej głowie pozytywne myśli o „Darach Anioła”. Bohaterowie zdecydowanie się zmienili i przeżyli jeszcze więcej trudności niż wcześniej.
„Często jest tak, że to co cenne i stracone, po odnalezieniu jest inne, niż gdy je zostawiłaś.”
„Dary Anioła” to wspaniały fantastyczny cykl młodzieżowy z jednym małym potknięciem, którego nieuważny lub mniej wymagający czytelnik może nie zauważyć. Mmm… Ten tom szczególnie mnie zachwycił po wcześniejszym rozczarowaniu i potrafiłam lepiej go docenić. Ha! I miał najładniejszą okładkę ze wszystkich. Choć uważam, że są brzydkie, to tę mogę jeszcze znieść. Ten, kto jeszcze nie zapoznał się z „Miastem Kości” niech szybciutko sięgnie po tę powieść. Pozostawi niezapomniane wrażenia.
Moja ocena: 10/10
„Basia coquum - rzekł Simon. - Czy jak tam brzmi to ich motto.
-Descensus averno facilis Est, ,,Łatwe jest zejście do piekła" - poprawił go Alec .- Ty powiedziałeś: ,,Pocałuj kucharza".
-Cholera - mruknął Simon. - Wiedziałem, że Jace robi mi dowcip.”
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ

piątek, 22 marca 2013

"Miasto Upadłych Aniołów" Cassandra Clare

10 komentarzy:

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Miasto Upadłych Aniołów
Tytuł oryginału: City of Fallen Angels. The Mortal Instruments – Book Four
Wydawnictwo: MAG
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2011
Liczba stron: 436

Bitwa z Valentinem już się skończyła. Nocni Łowcy planują zjednoczyć się z Podziemnymi, zawszeć z nimi sojusz i ustalić nowe prawa. Clary wraca do Nowego Jorku, aby zacząć w końcu trenować jak prawdziwy Nocny Łowca. I może w końcu spotykać się Jacem, nie muszą ukrywać swojej miłości. Simon za to wyszedł z bitwy już nie taki sam, jak wcześniej. Nosi teraz historyczny Pierwszy Znak, który staje się dla niego klątwą. Wszyscy chcą mieć go po swojej stronie, potrzebują przysługi. Na dodatek chłopak zaczyna umawiać się z dwiema pięknymi dziewczynami, które nie wiedzą o sobie, choć się znają. Stąpa po cienkim lodzie, ale nie potrafi się na żadną zdecydować. Może szybko sprawić, że wszyscy wokół go znienawidzą. Ale nikt nie może go skrzywdzić… Jace zaczyna coraz bardziej oddalać się od Clary nie podając nikomu powodów. Dzieje się coś złego, coś co może dostrzec tylko Clary, zanim będzie za późno…
Jeszcze nie tak dawno zachwycałam się serią „Dary Anioła”. Muszę przyznać, że było czym. Ten cykl z pewnością na długo zostanie mi w pamięci i będę go polecać każdej osobie, którą spotkam na swojej drodze. A może raczej powinnam napisać, że to trylogia była taka cudowna. Bo, niestety, kontynuacja okazała się nienajlepszym pomysłem. Może to ja za dużo wymagałam, cały czas chciałam więcej i więcej i żeby było jeszcze lepiej. Za dużo tego dobrego. Pokładałam w tej książce wielkie nadzieje, ale tak samo bardzo mnie rozczarowała. I nigdy nie wybaczę tego Cassandrze Clare, zawsze będę jej to wypominać. Chyba że nadrobi to kolejnymi tomami, ale musiałby być naprawdę… zjawiskowe.
Po pierwsze, pani Clare chciała wprowadzić więcej wątków, bardziej rozbudować postaci drugoplanowe. I przedobrzyła przy tym. Za bardzo wysunęła je na pierwszy plan. Zdecydowanie za dużo Simona! Już wcześniej za nim nie przepadałam, a teraz czuję się jeszcze bardziej zniesmaczona. Bo, przepraszam bardzo, kto miał być głównym bohaterem? Clary, a nie on! Cassandra Clare za bardzo rozbudowała jego wątek, a trochę gorzej potraktowała Clary i Jace’a. I nie tylko o Simona chodzi, ale trochę też o Aleca, Isabelle, Magnusa, Maię, Kyle’a. Zdecydowanie ich za dużo w książce. Nie o to mi chodziło! Chciałam kolejnej wspaniałej powieści, którą mogłabym się zachwycać w nieskończoność, a nie wytykać w nieskończoność błędy i niedociągnięcia.
I kolejne – Jace. Na tej postaci się niesamowicie zawiodłam. Jeszcze parę dni, tygodni temu tak go uwielbiałam, ale teraz… Mam mieszane uczucia. Z silnego, aroganckiego i zabawnego chłopaka przerodził się w słabą osobę, która na każdym kroku się karała i obwiniała o wszystko. Nie mógł się pogodzić z przeszłością, nie umiał z niej powrócić ani żyć w teraźniejszości. Zupełnie jakby to nie był ten sam chłopak. Czasem jego poczynania wydawały się sztuczne i to mnie najbardziej zabolało. Gdybym była Clary, to walnęłabym go pięścią w twarz i krzyknęła, żeby się otrząsnął, bo karząc siebie rani innych. Nie tego się po nim spodziewałam. Nie dość, że za mało go było w książce, to jeszcze zachowywał się jak nie on. Nie można nic innego robić, tylko płakać nad nim. Na szczęście Clary się nie zmieniła i nadal jest silną kobietą, jaką zrobiły z niej przygody z Valentinem. No i jeszcze ten nieszczęsny Simon. Nie wzbudził mojej sympatii w pierwszym tomie i to się chyba nie zmieni. Jego głupota aż czasem razi po oczach, szczególnie w „Mieście Upadłych Aniołów”, gdzie było go najwięcej.
Wydarzenia dziejące się w tej części, choć tajemnicze i intrygujące, to wydawało się, że były lekko naciągane. Oczywiście szanowna autorka nie mogła dać pobyć Clary i Jace’owi razem, jakby mściła się na nich za coś. Lecz pomijając ten fakt, to nadal akcja zaczyna się już na samym początku i cały czas nabiera tempa, aby wybuchnąć we właściwym momencie, kiedy to napięcie sięga zenitu. Na szczęście to się nie zmieniło.
Styl pisania Cassandry Clare nie uległ zmianie, cały czas jest miły i przyjemny w odbiorze, autorka dobrze przekazuje myśli i świetnie opisuje miejsca. Jest to miła odmiana przy niektórych pisarzach, którzy nie potrafią tego robić i nie spieszy im się do ćwiczenia swoich umiejętności.
Skoro już daję upust swojej złości, to muszę ponarzekać na okładkę. Jest po prostu okropna, obrzydliwa i jakby ktoś oceniał powieści po okładce, to nigdy nie zdecydowałby się jej kupić. Szkoda, że wydawnictwo nie zachowało oryginalnych, które są o niebo lepsze. O ile w poprzednich częściach starałam się nie zwracać uwagi na nie, to teraz nie potrafię. Są brzydkie i koniec. Choć żałujcie, że nie widzieliście Czeskich, taką książkę to ja bym się wstydziła mieć na półce. Aż niedobrze mi się robi na samą myśl.
„Miasto Upadłych Aniołów” było dla mnie jak cios prosto w twarz. Wyszłam z tego błogiego i radosnego transu rozmyślania o cyklu, teraz pogrążam się melancholii wywołanej przez czwartą część. Jak piąta będzie taka sama to moja psychika tego nie wytrzyma. Szczerze mówiąc gdybym mogła cofnąć czas, to bym nie pozwoliła sobie zapoznać się z kolejnymi tomami, zakończyłabym na trylogii. Niestety, ciekawość to pierwszy stopień do piekła i tak było w moim przypadku. Nie zniechęcajcie się moją recenzją, podałam tutaj większość wad, ponieważ zalety wymieniłam już w poprzednich częściach. Może troszeczkę wszystko wyolbrzymiłam, ale tak właśnie się czuję. Proszę o zrozumienie i nie powieszenie mnie za karę.
Moja ocena: 8/10

piątek, 8 lutego 2013

"Miasto Szkła" Cassandra Clare

17 komentarzy:

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Miasto Szkła
Tytuł oryginału: City of Glass. The Mortal Instruments – Book Three
Wydawnictwo: MAG
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2010
Liczba stron: 528

Clary już wie, co musi zrobić, aby matka obudziła się z magicznego snu. Niestety, pomóc jej może jedynie czarownik, którego ciężko znaleźć. I mieszka w Idrisie. Główna bohaterka zamierza więc wybrać się tam z Lightwoodami i Jacem. Jednak wszyscy wiedzą, że nie jest tam bezpiecznie, tak jak zresztą wszędzie. Nocni Łowcy szykują się do ostatecznej bitwy z Valentinem, która zadecyduje o losach Nefilim. Kto wygra tę wojnę? Czy Jace będzie miał siłę na walkę z ojcem? Czy Clary i Jace poddadzą się zakazanym uczuciom? Na jaw wyjdą od dawna skrywane mroczne tajemnice, które zniszczą wszystko, w co do tej pory wierzyli bohaterowie…
„Niestety, człowiek najbardziej nienawidzi kogoś, na kim mu kiedyś zależało.”
„Dary Anioła” miały być na początku trylogią, tak więc „Miasto Szkła” miało być ostatnią częścią. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby autorka nie postanowiła zrobić z tego dłuższej serii. Kiedy zamknęłam tę książkę, poczułam taką pustkę, jakby wszystko się skończyło. Pewnie płakałabym przez cały dzień, gdybym nie wiedziała, że czekają mnie jeszcze kolejne części. Ale dlaczego ta książka wzbudziła we mnie tak silne emocje?
W „Mieście Szkła” akcja jak w pozostałych częściach zaczyna się już na samym początku i z każdym rozdziałem nabiera tempa. Na końcu napięcie jest już niemal nie do wytrzymania, dlatego epilog czytałam jeszcze oszołomiona i nie mogłam uwierzyć, że książka się już skończyła. Epilogi zawsze mnie trochę irytują, bo nie ważne jak książka się skończyła, tam zawsze akcja raptownie zwalnia i wszystko jest takie… Spokojne? I to na nich wszystko się kończy.
„Skoro nie możesz powiedzieć prawdy ludziom, na których najbardziej ci zależy, w rezultacie samego siebie też okłamujesz.”
Bohaterowie jak zwykle niesamowicie wykreowani. Każdy ma wyraźnie zarysowany charakter i nie ma dwóch takich samych postaci. Poznajemy ich zalety, jak i wady. Choćby Jace, który na pierwszy rzut oka jest idealny – przystojny, odważny, silny, kochający, czuły, ale jak i arogancki i złośliwy. Widzimy chwile jego słabości, które w tej części są najlepiej ukazane. Największą z nich jest chyba jego ojciec. Pomimo tego, że nie miał miłego dzieciństwa, żywił do niego jakieś uczucia i nie potrafił go znienawidzić, co mogło doprowadzić go do zguby. Czasem dziwiłam się jego zachowaniu, ale może gdybym była na jego miejscu, także bym się tak zachowywała. W tej części poznajemy także trochę bliżej Isabelle, którą ja obdarzam również wielką sympatią. Nie wspominając już o Clary, która jest jedną z moich ulubionych bohaterek książkowych.
„Ale Bóg wie, że nie pragnę nikogo oprócz ciebie. Nawet nie chcę pragnąć nikogo oprócz ciebie.”
Bardzo spodobał mi się opis Idrisu, a szczególnie Alicante, miasta Nocnych Łowców. Autorka wykazała się niezwykłą wyobraźnią i potrafiła wszystko świetnie przelać na papier. Cały czas czułam się, jakbym była w Idrisie. Opis tego miejsca był mi bliższy niż Nowego Jorku, wielkiego miasta. Mam ogromną nadzieję, że jeszcze przy kolejnych częściach zawitam w Alicante i znów zobaczę lśniące demoniczne wieże.
„- [...] Wasze czary przestały działać.
- Naprawdę? - Głos Konsula ociekał sarkazmem. - Nie zauważyłem.
Magnus zrobił zatroskaną minę.
- To straszne. Ktoś powinien cię poinformować. - Zerknął na Luke'a. - Powiedz mu, że czary nie działają.”
Przy czytaniu tej powieści jak zwykle towarzyszyło mi mnóstwo emocji. Przez cały czas bałam się o bohaterów, nie wiedziałam, czy wyjdą z wojny żywi. Cassandra Clare potrafi trzymać czytelnika w napięciu. Niektóre wydarzenia sprawiały, że łzy napływały mi do oczu. Łzy wzruszenia i smutku. Ale były też momenty, przy których nie mogłam powstrzymywać uśmiechu. W tej części jednak było mniej takich sytuacji, lecz nie uważam ich za wadę powieści. Po prostu tutaj bohaterom na każdym kroku groziła śmierć i nie było im do śmiechu.
Tę serię zaliczam do swoich ulubionych już od pierwszego tomu. Po trzecim mogę spokojnie stwierdzić, że to jedne z najlepszych książek, jakie czytałam w życiu. Tuż obok „Harry’ego Pottera”. „Dary Anioła” nie są kolejnym zwykłym, bezwartościowym cyklem dla młodzieży. Każda część pokazuje, że w życiu czeka nas wiele trudnych decyzji i nie każdy wybór musi być dobry. W książce znajdziemy niezliczoną ilość mądrych cytatów, dzięki którym lektura staje się wartościowa. Są to kolejne powody, dla których warto zapoznać się z tą powieścią.
„Miasto Szkła” jest fantastyczne, to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku i sądzę, że nigdy się to nie zmieni. Już brak mi słów dla określenia tej serii. Aby to zrozumieć, trzeba się zapoznać z tą lekturą i na własnej skórze doświadczyć tych emocji. Historia Clary i Jace’a zafascynowała mnie i chyba zawsze będę się nią zachwycać. Uważam, że każdy może w niej znaleźć coś dla siebie. Gorąco polecam.
Moja ocena: 10/10
„Ludzie nie rodzą się dobrzy albo źli. Rodzą się z pewnymi skłonnościami, ale liczy się sposób, w jaki żyją. I to, jakich ludzi poznają.”

niedziela, 6 stycznia 2013

"Miasto Popiołów" Cassandra Clare

13 komentarzy:

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Miasto Popiołów
Tytuł oryginału: City of Ashes. The Mortal Instruments – Book Two
Wydawnictwo: MAG
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2009
Liczba stron: 445
Cena: 35 zł

Clary dowiedziała się w ostatnim czasie wielu szokujących rzeczy. Po pierwsze, jest Nocnym Łowcą. Po drugie, Nocni Łowcy zabijają demony, które bezczelnie wkraczają do świata ludzi. Po trzecie, jej ojciec żyje, ale jest wrogiem Nocnych Łowców i przez niego matka jest w śpiączce. Po czwarte, jej brat żyje i prawdopodobnie jest w nim zakochana. Dodatkowo w ostatnim czasie Podziemni, czyli wampiry, wilkołaki, czarownicy oraz faerie, zaczęli ginąć w tajemniczych okolicznościach. Czy może być gorzej? Tylko Clary i Jace mogą uratować świat Nocnych Łowców od zagłady.
Cassandra Clare jest autorką serii „Dary Anioła” i „Diabelskie maszyny”, które opowiadają historie Nocnych Łowców. „Dary Anioła” liczą sobie sześć części, w Polsce piąta ma niebawem się ukazać, natomiast „Diabelskie maszyny” trzy części, w Polsce wydane zostały dwie. Cassandra urodziła się w amerykańskiej rodzinie w Teheranie, stolicy Iranu. Mieszkała w Anglii, Francji i Szwajcarii, a do szkoły średniej chodziła w Los Angeles. W 2004 roku rozpoczęła pracę nad „Miastem Kości”.
W tamtym roku miałam okazję przeczytać pierwszą część serii, właśnie „Miasto Kości”, które ogromnie mi się spodobało. Nie każdej książce udaje się wywołać u mnie tyle emocji i sprawić, że będę się śmiała podczas czytania, bo zwykle tego nie robię. Chyba nikt mi się nie dziwi, dlaczego sięgnęłam po kolejny tom. Czy spełnił moje oczekiwania? Jak najbardziej.
„– Twojemu ojcu. Zamierzam przehandlować ciebie za Dary Anioła.(...)
– Nie zna pani mojego ojca. Roześmieje się wam w twarz i zaproponuje pieniądze, żebyście odesłali moje ciało do Idrisu.
– Nie mów bzdur...
– Ma pani rację – przyznał Jace. – Prawdopodobnie każde wam zapłacić za przesyłkę.”
Pierwszym, wielkim atutem książki są bohaterowie. Wykreowani niemal idealnie, każdy jest prawdziwy, ma złe i dobre strony, są niepowtarzalni. To właśnie ich najbardziej się kocha i bez nich nie byłoby powieści. Clary od samego początku wzbudza u czytelnika sympatię i zaufanie. Fantastyczna główna bohaterka, jakie ostatnio rzadko się zdarzają. I do tego Jace… Jak ja go uwielbiam!! Udaje niezależnego, odważnego, ale jesteśmy świadkami także chwil zwątpienia czy słabości. To także wspaniały bohater. I nie mogę nie wspomnieć o Isabelle. Podziwiam ją za odwagę, poświęcenie i taką miłość do brata. Zawsze wspiera Aleca i razem walczą z demonami. Czasem się kłócą, ale są sobie bliscy.
„Za każdym razem, kiedy prawie umierasz, ja też umieram”
Drugim ogromnym plusem jest fabuła. Została dopracowana, dokładnie przemyślana. Widać, że autorka się starała i chciała wszystko zrobić jak najlepiej. Często zaskakiwała mnie pomysłami, nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Po pierwszej części myślałam, że już nic mnie tak nie zaskoczy, ale pani Clare sprawiła, że nie przespałam nocy przez emocje, które towarzyszyły czytaniu. Cały czas myślałam o Clary, mieczu, Valentinie, Jace’sie i o tym co się dalej wydarzy. W „Mieście Popiołów” nie ma czasu na odetchnięcie, akcja pędzi w szalonym tempie, kartki same się przewracają i nagle zaczynamy się dziwić, gdzie nagle „zniknęło” sto stron.
Cassandra Clare już po „Mieście Kości” dołączyła do grona moich ulubionych autorów, a po drugiej części nie da się nazwać moich emocji. Włożyła w swoją pracę całe serce, zrobiła wszystko jak należy i napisała fantastyczną książkę. Dziękuję jej za to, że stworzyła to cudo, które zawsze będę nosić w sercu. Tak przywiązałam się do bohaterów, że nawet w nocy śnią mi się ich przygody.
„Miasto Popiołów” to książka niemalże idealna. Nic tak mnie nie poruszyło i zachwyciło po „Harrym Potterze”. „Dary Anioła” nie mogą dorównać serii, przy której dorastałam, ale również darzę je wielkim sentymentem. Już nie mogę się doczekać, kiedy w moje ręce wpadnie „Miasto Szkła”, które będę mogła przygarnąć do serca, rozkoszować się zapachem i czytać. Muszę mieć własny egzemplarz, choćbym miała na niego wydać swoje ostatnie pieniądze. Więc i wy szybko biegnijcie do najbliższej księgarni, Clary i Jace na was czekają!
Moja ocena: 10/10
„Simon był szczerze zaniepokojony. Nie miał wątpliwości, że Jace mógł zabić kilka osób w jeden poranek, a potem spokojnie wybrać się na gofry.”