poniedziałek, 30 czerwca 2014

Podsumowanie czerwca

5 komentarzy:
Czerwiec minął dla mnie zdumiewająco szybko. Przyszedł w końcu czas, aby pożegnać się z gimnazjum i przygotować się do liceum :) Ogólnie jestem zadowolona z tego roku szkolnego, jednak sama końcówka pozostawiła po sobie niezbyt dobre uczucia... No cóż, tym razem jest to wina mojej ukochanej wychowawczyni, która ostatniego dnia poinformowała mnie o zmianie oceny z matematyki z szóstki na piątkę... Powód? Bała się dyrektorki i tego, że u nas szóstki trzeba uzasadniać ;/ Zniszczyła mi przez to wymarzoną średnią. Ale nie będę już dłużej rozpaczać, bo nic tym nie zmienię. Mam tylko nadzieję, że ta ocena nie wpłynie na to, czy się dostanę do liceum czy nie, bo wybrałam profil biologiczno-chemiczno-matematyczny :)
W tym miesiącu byłam na wycieczce szkolnej w góry i do Czech, a dokładnie do Pragi. Mam z niej wspaniałe wspomnienia, widoki mnie zachwyciły i myślę, że jeszcze nie raz tam wrócę :) Możecie zobaczyć kilka moich zdjęć (niestety marnej jakości, bo robione komórką ;/).
Pod względem czytelniczym czerwiec nie był zbyt dobry. Przeczytałam dość mało książek, jak na moje możliwości. Mam nadzieję, że przez wakacje to nadrobię :)
A oto moje wyniki:
  1. "Greckie wakacje" Alyson Noël (224 strony)
  2. "Gwiazd naszych wina" John Green (312 stron)
  3. "Lato drugiej szansy" Morgan Matson (416 stron)
  4. "Pożeracz snów" Bettina Belitz (512 stron) 
Pożeracza jeszcze czytam, ale myślę, że dzisiaj uda mi się go skończyć :)
Liczba stron: 1464
Liczba stron na dzień: ok. 49
Liczba opublikowanych recenzji książek: 4
Liczba opublikowanych recenzji filmów: 0 (a chcę zrecenzować Niezgodną, Miłość bez końca i Gwiazd naszych winę! Przypilnujcie mnie :) - znowu!)
Liczba wszystkich wpisów na bloga: 6 
Najlepsze książki to Gwiazd naszych wina i Lato drugiej szansy - obie przepiękne i wzruszające!
Najgorsza to Pożeracz snów (tak, już teraz mogę to powiedzieć).
Byłam w kinie na Gwiazd naszych wina, więc wyczekujcie recenzji - i filmu, i książki. 
W tym miesiącu również statystyki bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły :) Bardzo wam za to dziękuję, cieszę się, że mam dla kogo pisać.
Co do planów na lipiec - zamierzam wprowadzić pewne zmiany. Może nie tak duże, ale znacznie ułatwią mi one życie :)
Po pierwsze, przestanę pisać recenzję każdej książki, jaką przeczytałam. Uznałam, że nie ma to sensu, bo nie zawsze mam na to czas czy możliwości, a poza tym, nie o każdej książce mam co powiedzieć. Czasem podoba mi się, bo po prostu tak jest. Nie mogę tego wytłumaczyć. Albo po prostu mi się nie podoba. Albo dawno ją czytałam i już mało pamiętam. Będę recenzować tylko te, które na to zasłużyły, czyli te, o których mam coś do powiedzenia. Myślę, że to wpłynie na jakość moich opinii. Wiem, że widać różnicę pomiędzy tymi pisanymi na siłę, a między tymi, przy jakich miałam wenę i które pisało się niesamowicie dobrze. Czasem są też lektury, o których tyle już się mówiło, że moja recenzja nic nie zmieni, zaginie w tłoku. Albo po co pisać po kolei o każdej części jakiejś długiej serii? Przecież w każdej recenzji będzie to samo. W tym przypadku prawdopodobnie napiszę coś tylko o pierwszym i ostatnim tomie. Nie wiem, jak wyjdzie z tym wszystkim w praktyce, ale mogę wam obiecać, że nie przestanę pisać. Robię to również po to, aby nie stracić chęci do czytania i prowadzenia bloga :) W tym celu zrezygnowałam z pracy na portalu Literatura Juventum, ponieważ było to dla mnie obciążeniem. Nie mogłam już dłużej pisać jednej recenzji tygodniowo. Zostawię teraz tylko te współprace, które sobie najbardziej cenię i dzięki temu ograniczę egzemplarze od wydawnictw :) Zamierzam teraz częściej odwiedzać biblioteki i przeczytać w końcu wszystko z własnych półek. Mam nadzieję, że blog na tym zyska :)
I możecie wyczekiwać nowego stosiku. Porobiłam już zdjęcia, muszę je tylko opisać. I planuję niedługo pokazać wam swoją biblioteczkę, muszę ją tylko trochę sprzątnąć :D
Pozdrawiam!

sobota, 28 czerwca 2014

"Greckie wakacje" Alyson Noël

9 komentarzy:

Autor: Alyson Noël
Tytuł: Greckie wakacje
Tytuł oryginału: Cruel Summer
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Miejsce i rok wydania: Wrocław 2013
Liczba stron: 224

Rodzice Colbie postanawiają się rozwieść i wysyłają córkę na całe wakacje na małą grecką wyspę, aby nie musiała wysłuchiwać ich kłótni. Dziewczyna jest zrozpaczona, ponieważ te dwa miesiące miały być najlepszymi w jej życiu. Właśnie zaprzyjaźniła się z najpopularniejszą dziewczyną w szkole i ma szansę zdobyć chłopaka, który od dawna jej się podobał. Wakacje w Grecji wcale jej nie interesują, a szczególnie mieszkanie u zwariowanej ciotki, która nie ma ani telewizora, ani komputera. Jak utrzyma kontakt z nowymi znajomymi? I jak przetrwa dwa miesiące bez Internetu? A może pozna w Grecji nowych przyjaciół i jednak wyjazd nie będzie tak zły?
Alyson Noël pochodzi z Orange County z Kalifornii, a obecnie mieszka w Laguna Beach. Próbowała wielu zawodów, lecz najlepszym okazało się pisarstwo, którym do tej pory się zajmuje. Jej najbardziej znane cykle to „Nieśmiertelni”, „Riley Bloom” i „Soul Seekers, czy najnowsza seria, która nie została jeszcze wydana w Polsce. Moim pierwszym spotkaniem z autorką było „Ever”, które okazało się przeciętne i nie mam zamiaru czytać kolejnych części. Postanowiłam dać Alyson Noël jeszcze jedną szansę, dlatego sięgnęłam po „Greckie wakacje”, które zapowiadały się na świetną, lekką opowiastkę.
Pierwszym, na co zwróciłam uwagę, gdy zaczęłam czytać książkę, okazał się język autorki. Zupełnie nie przypadł mi do gustu i na początku bardzo mnie irytował. Rozumiem, że pani Noël chciała dopasować styl pisania do odbiorców, powinien on być lekki i zrozumiały, niezbyt wymagający, jednak nie aż tak. Zdania są bardzo krótkie, nierozbudowane, brakowało mi opisów. Czułam się, jakbym czytała naiwną książeczkę pisaną przez nastolatkę. Później się do tego przyzwyczaiłam, ale wciąż pozostaję przy swoim zdaniu, że powieści skierowane do młodzieży powinny zostać napisane bogatym językiem, dzięki temu zyskują na wartości.
Książka jest bardzo przewidywalna. Już zaczynając lekturę mogłam powiedzieć, jak się skończy. Oczekiwałam, że autorka jednak choć trochę mnie zaskoczy, lecz niestety się rozczarowałam.
Bohaterowie również nie są mocną stroną powieści. Colbie nieraz mnie irytowała. To idealny obraz nastolatki uzależnionej od Internetu, u której na samej górze listy wartości życiowych jest popularność, imprezowanie itd. Wraz z przebiegiem akcji jej nastawienie do życia nieco się zmieniało (na dobre), jednak wciąż nie była to bohaterka, którą mogłabym na dłuższy czas zapamiętać. Natomiast Janis wydawał mi się wyidealizowany. Autorka starała się przedstawić go w jak najlepszym świetle i zapomniała, że każdy prawdziwy człowiek powinien mieć wady.
Ta powieść świetnie nadaje się na upalne, wakacyjne dni jako niezobowiązująca lektura. Ja właśnie tak ją potraktowałam. Wyszłam na zewnątrz się opalać i zaczerpnąć świeżego powietrza i czas umilałam sobie tą książką. Nie jest ona zbyt dużych rozmiarów, więc łatwo zmieści się do torebki. Można ją zabrać na plażę i wczuć się wtedy w ten grecki, wakacyjny klimat.
„Greckie wakacje” to przeciętna lektura, o której szybko zapomnę. Sięgając po nią, liczyłam na coś więcej i nieco się zawiodłam. Słyszałam kilka dobrych opinii i myślałam, że okaże się ona lepsza. Czyta się ją bardzo szybko, wystarcza tylko kilka godzin, nawet mniej, więc nie traci się przez nią zbyt dużo czasu. Nie polecam tej książki, ale też nie odradzam. Sami zdecydujcie, czy chcecie się z nią zapoznać.
Moja ocena: 5/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
 Za egzemplarz książki dziękuję w/w portalowi!

niedziela, 22 czerwca 2014

"Płonący stos. Księga 1: Kielich Wiatru, Krąg Popiołów" Cate Tiernan

4 komentarze:

Autor: Cate Tiernan
Tytuł: Płonący stos. Księga 1: Kielich Wiatru, Krąg Popiołów
Tytuł oryginału: Balefire Omnibus #1: A Chalice of Wind; A Circle of Ashes
Wydawnictwo: Amber
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2011
Liczba stron: 416

Clio od dzieciństwa jest wychowywana na czarownicę. Uczy się zaklęć, właściwości roślin, a przede wszystkim jedności z naturą, od której pochodzi magia. Thais niedawno przeprowadziła się do Nowego Orleanu. Musi zamieszkać z nową opiekunką w nieznanym mieście i ostatnią klasę spędzić w nieznanej szkole, ponieważ jej tata zginął w wypadku. Kiedy obie dziewczyny spotykają się pierwszego dnia szkoły, odkrywają coś niesamowitego. Są identyczne niczym dwie krople wody. Bliźniaczki? Dla dlaczego zostały rozdzielone po urodzeniu? Prawda okazuje się być bardziej mroczna i niesamowita, niż podejrzewały. Wywraca im życie do góry nogami i sprawia, że nic już nigdy nie będzie takie samo…
Cate Tiernan to pseudonim amerykańskiej pisarki powieści z gatunku paranormal romance. Zaczynała pisać w młodym wieku od średniej długości książeczek, ale sławę przyniosły jej dopiero cykle „Płonący stos” oraz „Sweep”. Oba poruszają tematy magii oraz czarownic. W 2010 roku zaczęła pisać nową trylogię „Ukochany nieśmiertelny”.
Uwielbiam książki pełne magii i tajemnic, w których bohaterkami są czarownice posługujące się wszelkimi zaklęciami, tworzące kręgi itd. Bardzo chętnie się w nich zaczytuję. Jednak zazwyczaj prawie każda lektura o tej tematyce mnie zawodzi. Brakuje im tego „czegoś”. Często za mało jest w nich magii i czarów, które mnie tak intrygują. Pod tym względem „Płonącemu stosowi” niczego nie brakuje. Mogłam uważnie śledzić magiczne zwyczaje Bonne Magie, którą zajmowały się główne bohaterki. Autorka poświęciła temu tematowi sporo czasu i spełniła moje wymagania.
Dwie główne bohaterki są zupełnie różne. Choć z wyglądu identyczne, pod względem charakteru są swoimi przeciwieństwami. Clio, zawsze pewna siebie, ma świadomość, jaka jest atrakcyjna i chętnie to podkreśla. Jest impulsywna, wybuchowa i często mówi to, co myśli. Z mężczyznami obchodzi się jak z zabawkami. Zazwyczaj tego typu postaci mnie strasznie irytują, jednak w tym wypadku, ku mojemu zdziwieniu, było odwrotnie. To Clio lubiłam bardziej od jej bliźniaczki. Thais okazała się bardzo naiwna, delikatna, skromna i cicha. Wciąż się nad sobą użalała, a jej rozpaczanie nad śmiercią ojca było sztuczne. Zawsze była posłuszna i nie chciała sprawić zawodu innym. Wydaje mi się, że pani Tiernan próbowała na siłę zrobić z niej idealną postać, co jej się zupełnie nie udało. Thais mnie denerwowała i niestety ani trochę jej nie polubiłam.
Spodobało mi się to, że co rozdział narratorką była inna z bliźniaczek. Dzięki temu mogłam poznać je lepiej, spojrzeć na różne sytuacje z perspektywy dwóch osób. Choć rozdziały poświęcone Clio czytałam z większą przyjemnością niż te poświęcone Thais.
Wydawnictwo Amber znów nie popisało się swoimi korektorami. W książce znalazłam mnóstwo błędów. Czy to literówek, czy stylistycznych, ortograficznych, a nawet powtórzenia! Tych ostatnich było naprawdę dużo i bardzo mnie one irytowały. Widać je gołym okiem i zastanawiam się, jak to możliwe, że nikt ich nie wyłapał.
Przez większość powieści akcja wlecze się niemiłosiernie. Brak zaskakujących wydarzeń, które ożywiłyby lekturę. Dopiero pod koniec akcja troszeczkę przyspiesza, ale nie tak, jak bym chciała.
„Płonący stos” to bardzo przeciętna książka. Nie jest ani zła, ani dobra. Na pewno nie należy do literatury wysokich lotów, ale zapewnia rozrywkę na długi wieczór. Gdybym nie posiadała we własnych zbiorach drugiego tomu, zapewne bym go nie przeczytała. Ale z tego względu dam lekturze drugą szansę. Kupiłam obie części za marne grosze, więc nawet nie żałuję wydanych pieniędzy. Nie polecam, ani nie odradzam tej powieści. Sami zadecydujcie, czy chcecie zaryzykować.
Moja ocena: 5/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
 
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ II